Pięć zabawnych aktorskich wpadek

Aktor też człowiek i nieraz myli się lub zapomina. Sprzyjają temu zwyczajna ludzka trema i roztargnienie. Nawet najlepsi przeżywali wypadki przy pracy z tej właśnie przyczyny...

Sprawcą najsłynniejszej "wtopy" był Bronisław Pawlik. Wspaniały aktor, który olśnił nas m.in. rolą Ignacego Rzeckiego w serialu "Lalka", u progu kariery występował w popularnej wieczorynce "Miś z okienka". Miś był kukiełką, która gawędziła ze swoim opiekunem, granym przez Pawlika. Artysta trochę się przy tym nudził.

Reklama

Pewnego razu Pawlik zamknął okienko i palnął "A teraz drogie dzieci pocałujcie misia w d...". Był bowiem przekonany, że kamerzyści i dźwiękowcy zdążyli już wyłączyć sprzęt. Niestety, mylił się, w związku z czym usłyszało go pół Polski. Aktor mówił przekornie: "Żałuję, że nigdy nie wypowiedziałem tych słów". Są jednak tacy, którzy utrzymują, że słyszeli je na własne uszy. Sprawdzić nie można, bo brak nagrań - wszak na początku lat 60. mieliśmy telewizję na żywo.

Tadeusz Łomnicki miał problem ze... spodniami. Nim został panem Wołodyjowskim, chciał grać w "Popiołach" rolę Napoleona. Ubrano go w opięty kostium, w zgodzie z wymaganiami epoki. Gdy przejeżdżał konno przed kamerą, przy której siedział reżyser Andrzej Wajda z Beatą Tyszkiewicz, białe cesarskie pantalony rozpruły się, wydając przy tym nieprzystojny dźwięk. Niestety, wspaniałemu aktorowi zabrakło dystansu do siebie. Wrócił do garderoby, przebrał się i opuścił plan. W tej sytuacji rolę cesarza powierzono więc komu innemu.

Elżbieta Czyżewska wystąpiła z igłą w pupie. Ta gwiazda lat 60., znana m.in. z komedii: "Mąż swojej żony", "Żona dla Australijczyka" i "Małżeństwo z rozsądku", tańczyła w pewnym spektaklu boogie-woogie ubrana w seksowne białe spodnie, obcisłe niczym druga skóra. Z początku szło jej świetnie, lecz po powrocie z wakacji okazało się, że utyła i ledwie mogła się w te spodnie wcisnąć. Nie pozwoliła ich jednak poszerzyć, pewna, że błyskawicznie schudnie.

Tymczasem spodnie trzasnęły w trakcie przedstawienia, a publiczności ukazały się... czarne figi aktorki. Speszona dała nura w kulisy, gdzie już czekała garderobiana z igłą i nitką. Ale pechowo zapomniała nożyczek! Co prawda dzielnie próbowała odgryźć nić, lecz się nie udało i gwiazda, która już musiała wracać na scenę, wkroczyła tam z igłą dyndającą przy pupie. Musiała uważać, żeby na niej nie usiąść!

Krystyna Janda pomyliła się w wielu piosenkach na plenerowym koncercie w Warszawie. Już przed nim poczuła, że na coś się zanosi, bo zobaczyła koleżankę z bukietem wrzosów. A ich widok - jak wierzy Janda - nie wróży nic dobrego. Z tym przekonaniem wkroczyła na estradę, skąd nieoczekiwanie ujrzała na widowni... wnuczkę. Dziecko siedziało w pierwszym rzędzie z tatą, wołając do niego: "Siusiu!". Odtąd aktorka myślała tylko o tym, żeby mała się nie męczyła i żeby zięć ją wyprowadził. Jednak siedzieli dalej!

Ze stresu Janda pomyliła się w pierwszej piosence, a tekstu drugiej... zapomniała. Poszła więc za kulisy i przyniosła słowa utworów w skoroszycie, przepraszając publiczność za zamieszanie. Niestety, ów skoroszyt rozpięła, a cała jego zawartość pofrunęła na podłogę. Jak mówi - już do końca, jak bocian, chodziła między kartkami, szukając właściwych tekstów. Niewiele to pomagało: stres był tak wielki, że myliła się w każdej piosence. Co gorsza, z okolicznych okien wychylały się starsze panie, wołając, żeby już przestała...

Piotr Fronczewski zaczął od falstartu pracę w Teatrze Dramatycznym. Jako młody aktor, który dopiero dołączył do zespołu, dostał zastępstwo za kolegę w spektaklu, w którym główną rolę kreował dyrektor Gustaw Holoubek. Wydawałoby się, że "młody" zrobi wszystko, żeby się przy nim pokazać z jak najlepszej strony. Otóż nie! Fronczewski, obarczony już rodziną, dorabiał w różnych miejscach. Zmęczony i zabiegany, najzwyczajniej w świecie zapomniał o spektaklu. Jak potem tłumaczył, "zasiedział się z żoną w zaciszu domowym". Dopiero w nocy go olśniło!

Rano pobiegł do teatru tak skruszony, że nawet wielkiej bury nie dostał. Koledzy po prostu zagrali spektakl bez jednej postaci. Na szczęście rola pana Piotra była mała i nie wpłynęło to na przebieg akcji.

Widzowie uwielbiają takie wypadki nie tylko w wykonaniu aktorów. Weźmy np. scenę z "Pana Wołodyjowskiego", w której to Ketling, grany przez Jana Nowickiego, strzelał z armaty w tureckie składy prochu. Tymczasem w tle wyraźnie widać było... ciężarówkę przemieszczającą się w kadrze. Reżyser Jerzy Hoffman skomentował przytomnie, że ta wpadka jego ekipy przysporzyła filmowi kilkaset tysięcy widzów więcej. Tak więc grunt to się za bardzo nie przejmować!

Dorota Filipkowska

Korzystałam m.in. z wywiadu Krystyny Jandy dla "Playboya" i z książek: "Krafftówna w krainie czarów" oraz "Ja, Fronczewski".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje