Reklama

Reklama

Po prostu zakochałem się

Do niedawna pisano o nim tylko w kontekście hucznych imprez i sławnych rodziców. Ale Laura dokonała w jego życiu rewolucji. Dziś aktor jest... głową rodziny!

Dlaczego chciałeś spotkać się w Muzeum Narodowym?

- Miało być kulturalnie (śmiech). A wyszło jak zwykle... Siedzimy w barze.

Ale pijemy elegancko kawę.

- Z tym muzeum było tak, że zobaczyłem artykuł w gazecie o Marku Rothko. I pomyślałem, że to fajny pomysł, by połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie skumałem tylko, że dziś poniedziałek i muzea są nieczynne (śmiech).

Umawialiśmy się na ten wywiad od miesięcy. Ciągle nie chciałeś albo przekładałeś.

- Bo nie rozumiem, dlaczego tak się na mnie uparłaś. Przecież ja aż taki ciekawy nie jestem.

Chciałam dowiedzieć się, jaki jesteś naprawdę. W Internecie widzimy głównie Antoniego K. z paskiem na oczach, chłopaka rozrabiakę, który wywołuje skandale.

- Ale chyba nie chcesz, żebym znowu kajał się i przepraszał świat za stare historie?!

Czytasz plotki na swój temat?

- Chłopaki się takimi rzeczami nie przejmują (śmiech). Po mnie to spływa, niestety często dotyka to mojej rodziny czy dziewczyny i to jest słabe. Oczywiście docierają do nas różne teksty, np. w stylu "Młody Królikowski wziął sobie pannę z dzieckiem". Moim zdaniem można byłoby ująć to w nieco bardziej elegancki sposób. Ale tym razem to przynajmniej prawda.

Reklama

Łatwiej byłoby "wziąć" dziewczynę bez zobowiązań.

- Czy ja wiem? Pewnego dnia spotkałem Laurę i po prostu zakochałem się. Od razu mi powiedziała, że ma dziecko. Ale to nie było dla mnie żadnym problemem. W ogóle nie kalkulowałem. Byłem i jestem zachwycony Laurą. A to, że ona ma córkę, tylko dodaje jej uroku. Całemu naszemu życiu dodaje. Nie nudzimy się ani przez moment. Lea jest wspaniała.

Zdradzisz coś więcej o swojej ukochanej?

- Laura jest aktorką. Skończyła łódzką szkołę filmową. Robi wiele ciekawych rzeczy, ale nie chcę odpowiadać w jej imieniu.

Ty też robisz wiele ciekawych rzeczy.

- Zdradź, jak zazwyczaj wygląda twój dzień? Jeśli nie pracuję i mam wolne, robię to co lubię, czyli odpoczywam. A w zakres tego odpoczynku wchodzi wiele zajęć. Bo kiedy jestem na zdjęciach, nie ma mnie w domu od rana do nocy. Ale dziś mam dzień przerwy. To pierwszy taki dzień od tygodnia, więc załatwiam sprawy niezałatwione.

Sporo ostatnio pracujesz - "Życie nad rozlewiskiem", "Ja to mam szczęście"... Przyjmujesz wszystkie propozycje?

- Raczej nie wybrzydzam, tym bardziej, że tej pracy w ciągu roku nie ma tak dużo. A przede wszystkim, bez względu na to, czy gram w filmie, czy w serialu, po prostu lubię to robić.

Chałturzysz?

- Raczej nie. To nie jest tak, że nagle zostałem głową rodziny i będę biegał po wszystkich festynach, żeby zarobić (śmiech).

Twoja dziewczyna bywa zazdrosna, kiedy wychodzisz wieczorem na imprezę?

- Ostatnio najlepiej bawimy się w domu, a gdy wychodzimy, to zazwyczaj razem. 

A z kim wtedy zostawiacie małą?

- Lea ma przecież swojego ojca, dziadków. Jest sporo osób, które nam pomagają.

Wygniatacie już dołki w kanapie?

- Wiadomo, czasem trzeba posiedzieć przed telewizorem. Poniedziałki to są takie nasze dni, kiedy odpalamy sobie nowe odcinki seriali, ostatnio "Gry o tron". Ale jesteśmy młodzi, więc staramy się żyć normalnie, tak jak nasi rówieśnicy.

Udomowiłeś się, ale podobno nadal wieczorami można cię spotkać pod jedną z najmodniejszych warszawskich knajp - pod "Planem B".

- Lubię czasem wyskoczyć na tzw. niejedno piwko, a wokół Placu Zbawiciela jest kilka dobrych miejsc.

Od dawna nie mieszkasz z rodzicami?

- Od pięciu lat. Uważam, że nie ma z tym, co czekać. Tym bardziej, że moi rodzice mają jeszcze czwórkę dzieciaków. Przecież taki stary koń jak ja nie powinien im siedzieć na głowie. Staram się do nich przyjeżdżać choć raz w tygodniu. Mieszkanie z rodzicami ma oczywiście wiele zalet, ale mimo wszystko z nich zrezygnowałem. 

Tobie było łatwiej. Mówi się, że zawsze miałeś pieniądze, a do w liceum jeździłeś motorynką.

- Dziwne, nie przypominam sobie. Prawda jest taka, że codziennie o godzinie 6.45. wsiadałem do pociągu relacji Warszawa-Radom i tak dojeżdżałem z Zalesia Górnego do liceum w Warszawie. Państwowego - imienia Hugona Kołłątaja. Wcześniej wychowywałem się głównie na wrocławskich blokowiskach. Raz mieszkaliśmy w takim trzonolinowcu, który trzymał się na czterech nogach. Gdy zawiało, cała chata się trzęsła (śmiech). Ale poczekaj, nie naciągniesz mnie tu na gadkę: "Nie jestem bananem...". Po prostu staram się żyć po swojemu.

Widzę, że nie lubisz zachowań pod publiczkę. Czego jeszcze nie lubisz?

- Więcej lubię niż nie lubię. Więc co lubisz? Życie. Moją rodzinę, dziewczynę, przyjaciół. Lubię oglądać dobre filmy, palić papierosy, powygłupiać się czasem z kumplami, pograć w gry, coś poczytać.

Jako najstarszy syn jesteś eksperymentem wychowawczym swoich rodziców?

- Ciekawe pytanie... Patrząc na plotki w kolorowych magazynach oraz niektóre fakty z mojego życia, to pewnie coś w tym jest (śmiech). Ale tak całkiem serio: rodzice zawsze byli wobec mnie fair. Oczywiście ja też chciałem, by byli ze mnie dumni. No i cóż, nie zawsze się to udaje, ale trzeba się starać! 

Twoja mama musi być silną kobietą. Połączyła pracę z wychowywaniem pięciorga dzieci.

- Niesamowita kobieta. Mam dla niej wielki szacun za to, że potrafi ogarnąć tę naszą wielką rodzinę. Tata też jest super. Ale to jednak mama trzyma wszystko w garści. Nasz dom, w którym jest tyle osób, zawsze był gwarny.

Chciałbyś, żeby twój był podobny?

- Gdy jestem z moimi dziewczynami, to już jest głośno i fajnie. Ja już tak mam, że nie potrafię być sam. I im więcej ludzi wokół, tym lepiej.

Niedługo zobaczymy cię w filmie Jana Komasy "Miasto 44". Podobno na casting poszli wszyscy młodzi polscy aktorzy.

- Faktycznie był tam niemal każdy. I super. Będzie wiele nowych twarzy. A atmosfera na planie - genialna. Poznałem kilku naprawdę niezłych ananasów.

W jakim sensie ananasów?

- Bardzo zdolnych ludzi. A poza tym, sama zobaczysz, jak oni wyglądają! W kinie zakochasz się z osiem razy! Musiałem trochę schudnąć, żeby aż tak nie odstawać.

Jak to zrobiłeś?

- Miałem taki okres, że rzeczywiście byłem spaślakiem, bo bardzo źle się prowadziłem. A finałem mojego hulaszczego trybu życia była akcja, o której mówiła cała Polska. W końcu przyszedł więc czas, żeby się ogarnąć. Zacząłem chodzić na siłownię. Do tego gram jeszcze z kolegami w piłkę i squasha. I nie jem już bezmyślnie.

Jak jeszcze przygotowujesz się do filmu Komasy?

- Za chwilę jadę na przykład na lekcję tańca. Do tego były jeszcze ćwiczenia na poligonie wojskowym, spotkania z powstańcami, zajęcia z kaskaderem i masa lektur dotyczących powstania. Muszę też uważać, by w dialog nie wdarło się żadne "sorry" czy "okej". Kiedyś ludzie mówili ładniejszą polszczyzną.

Jesteś romantykiem czy racjonalistą?

- We mnie jest dużo tego polskiego romantyzmu. Niektórzy mówią, że nie mieliśmy szansy wygrać powstania, więc po co to było. A ja rozumiem, co kierowało tymi ludźmi, że mimo wszystko poszli walczyć. Ale nie każ mi tu mówić, co bym zrobił na ich miejscu. W tak ekstremalnych warunkach ludzie postępowali często impulsywnie. A ja gdybać nie będę.

Studiujesz jeszcze reżyserię?

- Zatrzymałem się na poziomie licencjatu. Dopóki nie zrobię kolejnego filmu, nie chcę o tym gadać, bo z tego mojego paplania nic nie wynika.

Ale kiedy już zabierzesz się do pracy, możemy się spodziewać, że wyprodukujesz...

- Oczywiście hit! (śmiech). Nie będziesz się nudzić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje