Reklama

Reklama

Przyjemne z pożytecznym

Anna Samusionek opowiada o chęci niesienia pomocy ciężko chorym dzieciom, dziecięcej modzie i zamiłowaniu do ... szkoły.

INTERIA.PL - Dzisiejsza impreza , która została zorganizowana na rzecz dzieci z nowotworami to akcja Fundacji "Niezapominajka" - Ilony Felicjańskiej. Czy Pani obecność to wyraz przychylności i wsparcie dla akcji?

Reklama

Anna Samusionek - Jeżeli tylko mam możliwość uczestnictwa w akcjach, które mają na celu niesienie pomocy dzieciom to chętnie biorę w nich udział. Tego uczę również moją córeczkę, tłumacząc, że są dzieci i osoby, które potrzebują wsparcia i pomocy i my, jeżeli tylko mamy taką możliwość, musimy jej udzielać. Uczestnictwo w tego typu programach jest prawdziwą przyjemnością i w żaden sposób nie jest to związane z jakimkolwiek wyrzeczeniem. Niestety to, co możemy zrobić, to tylko mała kropelka w morzu potrzeb.

Jak ocenia Pani dzisiejszy pokaz w wykonaniu najmłodszych?

Linia odzieżowa Smyk jest mi jak najbardziej znana, chociażby z tego powodu, iż jestem częstym gościem w tych sklepach, zaopatruję Andżelikę w ubrania tej firmy, a przy tym sama bardzo ją lubię. Dzisiejszy pokaz bardzo mi się podobał ze względu na kolorystykę i dziewczęcy styl.

Jak to jest z zakupami, czy Andżelika sama wybiera strój, który chciałaby nosić?

Andżelika od najmłodszych lat posiada instynkt. Potrafi trafnie wybrać stroje, w których świetnie wygląda. Myślę, że ma bardzo dobry gust, często staje się także moim doradcą w sprawach ubioru. Niestety ubieranie jej nie jest takie proste. Dyskusje w sprawie ubioru, sprawiły, że Andżelika ma swoje dwa dni w tygodniu, w których sama wybiera ubranie.

Skończyły się już wakacje, rozpoczęła się szkoła. Jak Pani córka podeszła do "szkolnego" tematu?

Andżelika chodzi do zerówki, którą kontynuuje w przedszkolu, więc prawdziwy stres i rozmowy o szkole rozpoczną się dla niej dopiero za rok. Myślę jednak, że nie będzie z tym problemu. Córka bardzo chętnie czyta, rysuje i z pozytywnym nastawieniem podchodzi do nauki. Problemem może być dla niej dzwonek w szkole, ponieważ nie lubi tego dźwięku. Słysząc go gdzieś tam przy okazji - twierdzi, że jest zdecydowanie za głośny.

Niechęć córki do dzwonka to cecha odziedziczona po mamie? Czy Pani też nie lubiła szkolnego dzwonka?

To wynika raczej z tego, że nie przepadam za głośnymi i hałaśliwymi miejscami, mimo wszystko szkołę bardzo lubiłam i nie miałam z nią większego problemu.

Dźwięk dzwonka nie kojarzył się Pani z koszmarem i niemiłymi wspomnieniami?

Nie, nie absolutnie. Szkołę wspominam bardzo miło, starania o jak najlepsze oceny wynagradzał czerwony pasek na świadectwie i myślę, że z Andżeliką będzie bardzo podobnie.

Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje