Reklama

Reklama

Tilda Swinton: Muza dwuznaczności

"Za każdym razem, gdy robię film, myślę, że będzie on tym ostatnim" - przyznała Tilda Swinton. Na szczęście dla filmowców i widzów, kocha ten, w jej przypadku dwuznaczny i wyrafinowany, taniec z kinem.

- Wciąż sądzę, że moje zainteresowanie aktorstwem nie jest wystarczające, aby być aktorką. Ale potem odnajduję w tym coś intrygującego - zdradza w rozmowie z Sbs.com Tilda Swinton, która 5 listopada obchodziła 59. urodziny. Jej ostatnią filmową kreację można było podziwiać w filmie Jima Jarmuscha, "Truposze nie umierają".

Tilda Swinton, która wychowywała się w zamożnej szkockiej rodzinie szlacheckiej i uzyskała dyplom z dwóch fakultetów na Uniwersytecie Cambridge, sprzeciwiła się woli rodziców, którzy widzieli ją u boku męża arystokraty i została awangardową aktorką. "Dałam sobie prawo być sobą" - mówiła o swoim wyborze.

Reklama

Już w czasie studiów występowała na deskach teatru. W filmie zadebiutowała rolą kochanki Caravaggio w obrazie pod tym samym tytułem w reżyserii Dereka Jarmana. Od tego czasu aktorka i odważny twórca filmowego postmodernizmu stali się nierozłączni aż do jego śmierci na AIDS w 1994 r. Po dwuletniej żałobie, której wyrazem była rezygnacja z aktorstwa, Swinton powróciła do gry i to w filmach głównego nurtu jak "Plaża", "Vanilla Sky", "Adaptacja", "Opowieści z Narnii", "Michael Clayton" (Oscar) czy "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona".

Tylko aktorka jej pokroju mogła przyznać, bez cienia zawstydzenia, że ceremonia Oscarów była dla niej nieco rozczarowująca. - W tym czasie nigdy nie widziałam Oscarów w telewizji. Wiedziałam, że to wielka sprawa, ale nie miało to żadnego realnego wpływu na moje życie. Pamiętam, że byłam trochę rozczarowana, że nie były wspanialsze. A potem pomyślałam: "dlaczego jesteś rozczarowana?". Uświadomiłam sobie, że dzieje się tak, ponieważ moje wyobrażenie odnosi się do filmu "Bodyguard" z Whitney Houston - to był jedyny raz, kiedy widziałam Oscary, i to w bardzo rozbudowanej wersji. Nikt nie wybiegł na scenę, nie został postrzelony ani nic! - wspomina w rozmowie z " Rolling Stone".

Określana jest mianem muzy dwuznaczności, kameleonem kina. Przyznaje, że w życiu boi się niewielu rzeczy, najbardziej przerażająca wydaje się nuda. - Myślę, że jestem zbyt leniwa, aby się bać - zdradza w rozmowie z "W magazine". - - Poza tym, lubię nie wiedzieć, co będzie dalej - dodała.

W końcu nie każdy postanawia pomóc w otwarciu szkoły, w której nie ma ocen i testów. W 2013 roku, Ian Sutherland McCook i Tilda Swinton wraz z grupą rodziców i nauczycieli pragnących zapewnić młodym ludziom nowe podejście do edukacji, otworzyli szkołę Drumduan Upper School, gdzie nauka w dużej mierze opiera się na sztuce i wiedzy zdobywanej przez praktykę.

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje