Reklama

Reklama

Trudna praca modelki

Modelka, piosenkarka, aktorka Agnieszka Maciąg w ramach "Letniego Ogródka INTERIA.PL" opowiedziała o urodzie oraz o tym, jak trudny zawód wykonują modelki.

INTERIA.PL: Czy uroda przeszkadza, czy pomaga w życiu?

Reklama

Agnieszka Maciąg: Gdybym miała urodzić się ponownie, to na pewno chciałabym być ładna. Od razu składam takie zamówienie. Uroda pomaga w życiu. Chociaż są momenty, kiedy uroda przeszkadza, kiedy chcemy być kochani dla samych siebie i chcemy pokazać ludziom, że jesteśmy wartościowi niezależnie od tego, jak wyglądamy. To są rzeczy, które przeszkadzają. Uroda chce nam pokazać po pierwsze, że można odwracać uwagę od tego kim jesteśmy, co mamy w sobie. Jest fasadą, która rzuca się na pierwszy rzut oka. Po drugie istnieje przekonanie, że jak ktoś jest ładny to głupi, albo że los jest niesprawiedliwy i daje urodę albo coś innego. I z takim stereotypami trzeba trochę walczyć.

Jednak wydaje mi się, że jeżeli ktoś jest wartościowy sam w sobie, to na pewno sobie poradzi. Natomiast uroda na pewno pomaga w wielu rzeczach. Po pierwsze czujemy się lepiej sami ze sobą, łatwiej jest nam nawiązywać kontakty z innymi ludźmi. A czy mamy więcej miłości? Nie sądzę. Natomiast sądzę, że mamy więcej szans. Gdyby nie moja uroda to na pewno nie mogłabym zrobić w życiu tego, co zrobiłam. I to jest zasługa mojej urody, że byłam modelką, mogła być w wielu miejscach świata, mogłam podróżować i zarabiać pieniądze w taki sposób a nie inny. To są zalety urody.

Znakomicie pani wygląda i ma świetną figurę. Czy to efekt wielu wyrzeczeń i poświęceń?

Wydaje się, że bardzo ważne jest to, żebyśmy dbali o siebie, ale nie przesadnie. Ludzie od zawsze dbali o siebie, jednak myślę, że jesteśmy teraz trochę zagubieni i to zagubienie odbiera nam urodę. Wiele osób np. spędza czas przed telewizorem czy komputerem zapominając o tym, że też mają swoje ciało, które potrafi dać radość np. uprawiając sport, ruszając się. I nie mówię tego wyłącznie w kontekście sytuacji damsko-męskich, ale właśnie o takich rzeczach jak taniec, gdzie są momenty, kiedy cudownie jest mieć ciało i się nim cieszyć - chociażby na przykład biegając boso po trawie, w deszczu. To są takie fantastyczne rzeczy. I warto o to ciało dbać, żeby się w nim dobrze czuć.

Czy ja bardzo dbam siebie ? Nie jestem pod tym względem jakaś chorobliwa i cieszę się z tego, że nie widzę siebie wyłącznie jako ciało, tylko też jako człowieka i mam taki fajny dystans do tego. Nie mam jakiegoś problemu, że mam zmarszczkę - nawet jeśli ktoś ją widzi to trudno, jest to efekt mojego życia, doświadczeń. Kurze łapki od śmiechu mam na pewno. I nie mam na razie zamiaru czegoś z tym robić, i walczyć z tym, że czas mija. Staram się żyć w zgodzie z naturą i ze sobą, znaleźć w życiu to, co jest piękne.

Była pani modelką, nagrała płytę i wystąpiła w filmie. Która z tych dziedzin jest pani najbliższa?

Zajmowałam się w życiu wieloma rzeczami. Pracowałam jako modelka, nagrałam płytę, wystąpiłam w filmie. Każda z tych dziedzin jest dla mnie czymś zupełnie innym. Bycie modelką na początku było dla mnie szansą na podróże, szansą na to, żeby wyrwać się ze świata w którym byłam, a chciałam poznać inny świat. Potem stało się sposobem na zarabianie pieniędzy, sposobem na utrzymywanie rodziny, czyli stało się po prostu moim zawodem. Ten zawód miał na pewno momenty, które były dla mnie bardzo radosne i czułam, że się realizuję w tym zawodzie. Jednak bardzo często nie miałam na to szansy np. pozując do katalogu To nie jest wyzwanie jakieś bardzo artystyczne, chodzi o to, żeby sprzedać dobrze ubrania i to się robiło po prostu dla pieniędzy.

Natomiast płytę nagrałam zupełnie nie dla pieniędzy. Płyta była wyrazem moich potrzeb, emocji i chęci dzielenia się tymi emocjami z innymi ludźmi. Nie każdy chciał to dzielenie przyjąć. Wiem o tym, że ta płyta sprawia im wielką radość, mimo tego, że to było kilka lat temu. Ona żyje cały czas. I jest to na pewno dla mnie dziedzina, w której się spełniam. Jeśli chodzi o granie w filmie to była zabawa, mały epizod, taki dziesięciodniowy przerywnik w życiu. Może teraz efekt tego jest dłuższy, bo film już jest. Jednak dla mnie było to dziesięć dni czegoś nowego w życiu i nie wydaje mi się, żebym teraz robiła wszystko, by być aktorką. Chyba to nie jest do końca mój świat. Nie wiem, co jeszcze będę robiła dalej. Zobaczymy.

Co jest najtrudniejsze w pracy modelki?

W pracy modelki wcale nie jest najtrudniejsze chodzenie po wybiegu, bo tego można bardzo szybko się nauczyć. ani też pozowanie do zdjęć, bo tego też można się szybko nauczyć. Natomiast trudne jest to, że często jesteśmy - modelki - ubierane w rzeczy, które niezbyt nam się podobają. Mamy makijaż, który zupełnie nam nie odpowiada. I wydaje nam się, że wyglądamy brzydko i że to nie jesteśmy my. I odnalezienie się w tym, żeby dobrze się czuć i to sprzedać było trudne. Poza tymi trudnymi chwilami były momenty fizycznego zmęczenia, kiedy musiałam w ostrym świetle otwierać oczy, a byłam bardzo zmęczona, bo właśnie przyleciałam z drugiego końca świata. Wiał wiatr i leciał piasek i to były momenty fizycznie bardzo, bardzo ciężkie. Nie narzekam, że ten zawód jest trudniejszy niż inne, bo każdy zawód ma swoje złe strony. Jednak są takie momenty, które musimy po prostu pokonać, nie możemy się gdzieś schować, musimy tkwić w tym, mimo tego, że cierpimy fizycznie. I to jest uciążliwe.

Przez pewien czas doradzała pani w kwestiach mody. Czy uważa pani, że Polacy mają dobry gust, są dobrze ubrani?

Zawsze mi się wydawało, że Polacy ubierają się bardzo średnio. I tak było, bo nie mieliśmy za bardzo szansy, żeby ubierać się dobrze. Nie było możliwości, sklepów i tylko osoby zdeterminowane były w stanie podążać za modą, osoby, którym bardzo na tym zależało, które potrafiły uzbierać pieniądze na dżinsy z Pewexu czy uszyć sobie coś fajnego. Ale od 15 lat nasza ulica wygląda zupełnie inaczej, wprawdzie brakuje nam trochę do Londynu, gdzie ludzie ubierają się bardzo fajnie, z fantazją i polotem. Nowy Jork jest na drugim miejscu, a potem dopiero Paryż, który jest bardzo konserwatywny.

Polacy szukają swojego miejsca w tej chwili. Wydaje mi się, że Polki są bardzo piękne, zadbane i pięknie się ubierają. Natomiast zastrzeżenia mam co do panów, którzy bardzo różnie podchodzą do tego tematu i uważają, że zajmowanie się modą jest niemęskie. Z czym się nie zgadzam. Ale wydaje mi się, że jest potencjał w naszym narodzie i za parę lat będzie bardzo fajnie.

Kobiety mają wiele kompleksów, szczególnie tych dotyczących wyglądu. Czy pani też takie miewa?

Patrząc na Dodę-Elektrodę, zazdroszczę jej tego, że jest tak bardzo zakochana w sobie. Jest osobą, która nie może oderwać od siebie wzroku. Ja w ogóle nie mam czegoś takiego, ale uważam, że to jest jej siła. Uważa, że jest po prostu świetna. Ja dostrzegam w sobie wiele wad i wydaje mi się, że w ogóle kobietom w dzisiejszym świecie jest bardzo ciężko zaakceptować siebie i swoje wady, ponieważ ideał piękna jest bardzo wygórowany, niedostępny i przeidealizowany np. przez technikę komputerową i całe zespoły ludzi poprawiających urodę modelek czy aktorek. Myślę, że każda kobieta powinna pracować nad tym, żeby zaakceptować siebie taką, jaka jest, zaakceptować swój wygląd. Czasami jest to trudne, ale warto spróbować.

Czy w relacjach damsko-męskich uroda ma duże znaczenie?

Jestem idealistką w sprawach damsko-męskich. Zawsze mi się wydawało, że nie jest wcale ważne, to jak wyglądamy, tylko to kim jesteśmy w środku, co do siebie czujemy, co sobie dajemy. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeżeli mój mężczyzna mówi, że mnie kocha, niezależnie od tego, jak wyglądam, to wierzę że mnie kocha. Kochając drugiego człowieka sprawa fizyczności przestaje być tak bardzo ważna, bo czujemy się akceptowani. I to jest też niebezpieczne, gdy kobiety zaczynają chodzić przy swoim mężczyźnie w papciach i wałkach na głowie. Musimy mieć świadomość, że nie jesteśmy samą duszą i składamy się także z ciała.

Dziękujemy za rozmowę.

Dowiedz się więcej na temat: rzeczy | Monika Pietrasińska | ciało | zawód | modelki | uroda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje