Ula Chincz: dzieci powinny być angażowane w prace domowe

Choć jej mama - jak sama ją określa - nie była mistrzynią porządków, Ula Chincz nie znosi bałaganu. Co ciekawe, odkryła to dopiero, gdy zamieszkała na swoim. "Dzieci powinny być angażowane w prace domowe" - przekonuje dziennikarka.

PAP Life: W programie "Misja ratunkowa", w którym pomaga pani uczestnikom uporać się z domowym bałaganem, można zauważyć, że ludzie mają tendencje do gromadzenia. Jaki jest pani sposób na to?

Ula Chincz: Myślę, że wszyscy mamy tendencje do zbieractwa. Nie wiem, dlaczego to w nas siedzi, ale rzeczywiście nie mamy trzeźwej oceny tego, co naprawdę nam się kiedyś przyda. Jedyna receptą jest zafundowanie sobie "weekendu zmiany", podczas którego weźmiemy do ręki każdą z tych rzeczy i dobrze zastanowimy się, czy tego użyjemy, czy możemy to komuś oddać lub sprzedać, albo pozbyć się w jakiś inny sposób. Po takim weekendzie, gdzie się człowiek rzeczywiście napracuje, ale opróżni dom z tych złogów, to jest zupełnie inne życie. Warto, bo to zła organizacja powoduje, że bałagan rośnie.

Reklama

Skąd w ogóle w pani taka potrzeba tego, żeby mieć wszystko w domu poukładane? Może w kimś z rodziny miała pani taki wzór?

- Moja mama nie była mistrzynią porządków (śmiech). Choć umiała stworzyć w domu atmosferę, miała takie architektoniczne zacięcie, nie lubiła porządkowania. Ja sama dopiero na swoim zobaczyłam, ile to jest roboty. Wówczas zaczęłam szukać rozwiązań, które mi to ułatwią, usprawnią, żebym tyle godzin nad tym nie spędzała. Także to są lata doświadczeń i eksperymentów.

I jakiego odkrycia w tej dziedzinie pani dokonała?

- Jedna z takich największych rzeczy, jakich się nauczyłam, to że źle zorganizowana przestrzeń generuje bałagan. Bowiem, jeżeli będziesz musiała wyjąć pięć rzeczy, żeby wziąć z szafki coś, co jest ci potrzebne, to koniec będzie taki, że te pięć rzeczy zostanie na wierzchu, bo nie będzie ci się chciało ich chować. Bałagan gotowy. A bałagan przyciąga bałagan i wtedy się już robi w ogóle sajgon (śmiech). Te doświadczenia, chęć zaspokojenia ciekawości, sprawiała, że też to polubiłam.

Czy pojawienie się w pani życiu dziecka jakoś wpłynęło na to, że teraz jest pani jeszcze bardziej uporządkowana, jeśli chodzi o sprzątanie domu?

- Nie sądzę, aby pojawienie się dzieci u kogokolwiek mogło sprawić, żeby stał się bardziej uporządkowany - wręcz przeciwnie (śmiech)! Kiedy 9 lat temu na świecie pojawił się w moim życiu mały człowiek, podstępnie zaczął kolonizować przestrzeń. Na początku w ogóle nie było go widać, a potem tak stopniowo zajmował coraz więcej miejsca - to jest kryzysowy moment, nie tylko w temacie porządku domowego, ale w ogóle dla rodziny. Także dzieci - jeśli chodzi o porządki - generują wszelakie zło.

- Jednak mówiąc całkiem poważnie - uważam, że dzieci od małego powinny być angażowane w prace domowe. Nie akceptuję tego, że to mamy mają zazwyczaj na głowie porządki. Każdy domownik tworzy dom i każdy domownik powinien mieć w nim jakieś obowiązki, nawet jeśli ma 3 lata. Trzylatki też mogą robić podstawowe rzeczy. Więc jak najbardziej postrzegam dziecko jako dwie dodatkowe ręce do pomocy przy porządkach.

Z Ulą Chincz - gospodynią programu "Misja ratunkowa" oraz autorką bloga Ula Pedantula - rozmawiała Paulina Persa.


Dowiedz się więcej na temat: Ula Chincz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje