Reklama

Reklama

Uprawiam sztukę mniejszą

O poezji, muzyce i błędach młodości opowiada Adam Nowak z zespołu "Raz, dwa, trzy".

Dariusz Łukaszewski: - Kiedy słucha się piosenek, polskich, zagranicznych, nawet fajnych, dobrych, kręcących i poruszających dogłębnie, a potem czyta się same ich teksty, bez muzyki, to zwykle następuje rozczarowanie, bo teksty płyciutkie i słabe. Słowa twoich piosenek żyją swoim życiem. Nie waham się powiedzieć, że to jest poezja. Czy wszystkie twoje teksty kończą jako piosenki?

Adam Nowak: - Cha, cha... Zdarza mi się napisać wiersz. I mam zapisy takich usiłowań. Kiedy stosuję techniki poetyckie, czy literackie - o ile takie techniki mogą w ogóle być stosowane w wierszu, bo spotykam się i z takim myśleniem, że on się powinien właściwie wylać prosto z serca i zostać zapamiętany jako akt twórczy, i że w ten sposób można napisać wiersz - wtedy bliska mi jest precyzja, której nie zawsze udaje mi się osiągać w takim natężeniu jak bym chciał. Poetycka precyzja, i przede wszystkim logika, która powinna być w tekście. Te teksty, które pisałem na początku i które były anegdotyczne, były napisane z powodu pragnienia napisania wiersza, ale były to teksty piosenek. Mówię tu o pierwszych anegdotycznych tekstach, natomiast te, które są później pisane, od "Niecudu" właściwie... nawet od płyty "Sufit", to już przestają być teksty anegdotyczne, choć wciąż są piosenkowe. Jeżeli zabrać im muzykę, okaże się, że mogą być podejrzane o bycie wierszem.

Reklama

Ale nie zawstydza cię, jeśli ktoś powie, że jesteś poetą?

Adam Nowak: - Jeżeli ktoś mnie będzie podejrzewał, że jestem poetą, to odpowiem: zdarza mi się, że tak, że jestem. Ale to z uczuciem wstydu nie ma nic wspólnego, natomiast wykonawca, któremu przypina się u nas gębę poety, funkcjonuje w społecznym odbiorze z wizerunkiem tego, który porusza się parę merów nad ziemią, a ja do takiego obrazka nie pasuję. Nie zaprzeczę, jeśli ktoś będzie chciał mnie podejrzewać o to, że mógłbym być poetą, natomiast ja sam nie dążę w tym kierunku, żeby moje życie zamienić w akt bycia poetą.

Mogę ci się z czegoś zwierzyć?

Adam Nowak: - Proszę bardzo.

Ja właśnie ciebie podejrzewam o to, że jesteś poetą...

A skoro tak, to pewnie - jak robią poeci - chodzisz po świecie, rozglądasz się, obserwujesz, spostrzegasz, przetwarzasz to i opisujesz. Opisz swoją wioskę, a opiszesz świat - to słynne zdanie Tołstoja przypomniał mi w niedawnej rozmowie Jerzy Pilch...

Adam Nowak: - No tak, dokładnie tak jest, jak powiedział Tołstoj, i można by jeszcze głębiej w to pójść - nie dlatego, żeby poprawiać Tołstoja, broń Boże - opisz człowieka, którego widzisz, a spojrzysz na świat jego oczami, poznasz to wszystko, co przez niego przeszło: ludzi, których znał. Miejsce, w którym mieszka, skąd pochodzi; mało tego - są tacy, którzy usiłują powiedzieć dokąd on zmierza. Cha, cha...

Czy opisałeś już swoją wioskę?

Adam Nowak: - Nie, jeszcze nie opisałem mojej wioski. Na początku lat dziewięćdziesiątych usiłowałem opisać to, co widzę w miejscu, w którym jestem, bo ja się wtedy nie do końca czułem zadomowiony gdziekolwiek. Dlatego powstał utwór "Talerzyk", który choć brzmi niepoważnie, to jednak był bardzo poważną próbą zarejestrowania tego, w którym miejscu życia się znajduję, jaki to jest czas, co widzę, i jakie są tego konsekwencje dla mnie.

To był "Talerzyk", a w utworze "Pod niebem pełnym cudów"...

Adam Nowak: - To było już później.

Tam ujawniasz, między innymi: "właśnie pod takim niebem/wciąż nie wiem czego nie wiem". Czy od tego czasu ten stan niewiedzy się zmienił? Czy on jest dalej inspirujący? Czy ogóle warto wiedzieć wszystko?

Adam Nowak: - Nie, no, to kompletnie nie jest atrakcyjne, żeby wiedzieć wszystko. Oczywiście, w ujęciu pragmatycznym warto chcieć wiedzieć wszystko, ale w ujęciu filozoficznym jest to kompletnie niemożliwe. W związku z tym, w każdym istnieje napięcie wyzwalane przez niemożność poznania wszystkiego, dotknięcia, zobaczenia, zbadania - z jednej strony, a chęć dogłębnego poznania, ze strony drugiej. Ale sam proces usiłowania dotarcia do istoty rzeczy, wniknięcia w tajemnicę struktury, za pomocą której funkcjonuje świat, takie dążenie uważam za obowiązek. Mimo, że niemożliwe jest poznanie absolutne, to trzeba to nadgryzać. Bez tego, bez próby opisania nieopisywalnego, po prostu nie można niczego odkryć, znaleźć ani opisać. Jakkolwiek mogło to dziwnie zabrzmieć, to jest moja odpowiedź na twoje pytanie.

W "Trudno nie wierzyć w nic" są takie zdania: "i byłem tym kim chciał bym był/ i żyłem jak chciał bym żył/ i byłem kim miałem być".

Adam Nowak: - To jest raczej pytanie , do Boga, tak sformułowane, żeby uniknąć znaków zapytania.

A moje pytanie do ciebie brzmi tak: gdybyś dostał jeszcze raz szansę wyboru swojej drogi życiowej, to zmieniłbyś coś zasadniczo, odrobinę, czy poszedłbyś jeszcze raz dokładnie po swoich tropach?

Adam Nowak: - Być może zacząłbym tę drogę wcześniej, gdyby była taka możliwość, ale pewnie popełniłbym więcej głupot, gdybym ją zaczął wcześniej cha, cha... Cóż, dostałem taką młodość i taki czas, do momentu, w którym zacząłem występować, żeby tych głupot nie popełnić aż tak wiele, ale to był trudny, mizerny i ciemny okres w moim życiu. Jednak, być może z tego powodu wszystko to, co teraz robię wygląda w taki a nie w inny sposób, bo jednocześnie jest to rodzaj, czy chęć spłacenia pewnego długu. Co jest dla samej sztuki niedobre, bo powinno tak być, że funkcjonując w tak zwanej sztuce, nawet jeśli jest to sztuka mniejsza, tak zwany artysta powinien się posługiwać tak zwanym czystym językiem, nie powinien być na niczyich usługach, nie powinien załatwiać swoich spraw, nie powinien być zwolennikiem żadnej ideologii, ani żadnej religii, powinien być czysty, bo poświęca się całkowicie sztuce... taki był manifest XIX wiecznych artystów, o ile dobrze pamiętam...

Adam, ależ to jest kompletny abstrakt!

Adam Nowak: - To jest taki ideał, do którego - uważam - powinno się dążyć, dlatego, że wtedy ten głos, który się wydobywa - głos w znaczeniu metaforycznym oczywiście - czy znak, powinien być jak najbardziej pozbawiony zakłóceń. Do tego ma prowadzić wybór ortodoksyjnej drogi artystycznej. I to jest mi bliskie. Ja taką drogę lubię, dlatego, że im mniej zakłóceń wysyła się, im zakłóceń związanych z nadawcą mniej jest w sygnale, tym ten sygnał jest czystszy, tym precyzyjniej dochodzi do odbiorcy.

Mówisz to wszystko...

Adam Nowak: - Z pozycji 45-letniego mężczyzny, cha, cha...

I w dodatku z pozycji człowieka pewnego swych racji, bo widać, że masz to wszystko przemyślane i poukładane. Powiedz, skąd ty to wiesz?

Adam Nowak: - Wiem, że jest to rodzaj doświadczenia, polegającego na tym, że nie chciałbym robić pewnych rzeczy, które robiłem w mojej dziedzinie, czyli w pisaniu i występowaniu z własnymi piosenkami, bo nie uważam, że wszystko co zrobiliśmy miało taką wartość, jaką chciałbym, żeby miało. Jeżeli sięgnę, na przykład, po piosenkę "Pod niebem pełnym cudów" to wiem, że będę ją mógł zaśpiewać w wieku 90-ciu lat, o ile dożyję, natomiast jeżeli sięgnę po piosenki z wczesnego stadium bycia wykonawcą i tak zwanym twórcą, to nie do wszystkich chciałbym wracać, bo one zostały napisane z pokusy zabawy słowem, obrazem, czy zabawy formą, i to było ciekawe doświadczenie, tylko dzisiaj robiłbym to dla własnej przyjemności w moim pokoju, natomiast nie musiałbym tego przedstawiać światu w żaden z możliwych sposobów. Ale wtedy byłem przekonany, że tak powinno się robić. I to przekonanie to jest jedno z tych złudzeń, które człowiek ma, i których jak najszybciej powinien się wyzbyć.

Okres robienia czegoś dla jaj, egoistycznej zgrywy, bezrefleksyjnej brawury masz już za sobą?

Adam Nowak: - Myślę, że tak. Ale nie mówię o tym dlatego, że dzisiaj chcę się czuć poważnym artystą, bo przecież uprawiam sztukę mniejszą, która nie powoduje, że jestem poważnym artystą, jestem uznawany za poważnego artystę, ale to jest tylko opinia, która o mnie krąży, natomiast...

A to nie jest to samo?

Adam Nowak: - To nie jest to samo.

I czujesz dyskomfort, gdy biorą cię za poważnego artystę?

Adam Nowak: - Nie. Może powtórzę za Schaefferem, tę jego skrótową opowieść o samym sobie, która jest dla mnie niezwykle imponująca. Powiedział, że on sobie zdaje sprawę z tego, że istnieje on i opinia o nim, i że tym pierwszym zajmuje się czasami, tym drugim nigdy.

Ładne.

Adam Nowak: - Ja podpisuję się pod tym obiema rękami. Co prawda mógłbym mieć wpływ na opinię o mnie, ale to jest praca po nic. Jeżeli mogę mieć wpływ na siebie, przez pracę nad sobą, to to ma sens, na to mogę mieć i mam wpływ, natomiast na opinię o mnie wpływu mieć nie chcę. Przez jednych jestem uznawany za wielkiego, przez innych za hochsztaplera, jeszcze przez innych za egzaltowanego wykonawcę piosenek religijnych i na to wpływu nie mam.

Zasygnalizowałeś, że w twojej młodości jakieś mizerne i straszne rzeczy się działy. Może masz ochotę powiedzieć co to takiego było oraz kiedy i skąd dowiedziałeś się, że czas na zmianę życia?

Adam Nowak: - Wiesz co, oczywiście ja o tym nie opowiem; te tajemnice zdradzę może na łożu śmierci, bo to są informacje, które zahaczają o...

Gatunkowo jest to tak ciężkie?

Adam Nowak: - Gatunkowo jest to dosyć ciężkie dla mnie, ja do tego nie chcę wracać i nie lubię wracać, bo to był czarny okres w moim życiu; taka informacja nie miałaby teraz większego wpływu na nic. Zresztą ja już mówiłem o wnioskach jakie wyciągnąłem z tego okresu i jak one się przełożyły na to co teraz robię. A jeśli ktoś bardzo chce wyśledzić, wytropić coś, na upowszechnianiu czego wcale mi nie zależy...

Ja nie mam takich śledczych, prokuratorskich ambicji - ty mówisz to, co uważasz za ważne, a ja jedynie próbuję uruchomić w tobie te ważności pytaniami, które po to jedynie są, żeby najwartościowsze rzeczy, które masz do powiedzenia, z ciebie wydobyć, a nie promować rzeczy, które taką mają wartość znikomą, że ty chcesz o nich zapomnieć. Po co mi taka wiedza?

Adam Nowak: - To jeszcze mi powiedz, jak brzmiał drugi człon pytania?

Skąd wiedziałeś i kiedy, że nie należy iść tą drogą?

Adam Nowak: - Ja nie wiedziałem. Zacząłem czuć, że to wszystko, co się wywróciło do góry nogami w moim życiu, i sposób w jaki postępowałem, doprowadziło mnie do momentu, w którym wszystko było relatywne. I bez względu na to, w jaki sposób i po co otwierałem usta, okazywało się, że ja właściwie tylko kłamię. Przed sobą. Ja wiedziałem o tym, że umiem się tak posługiwać słowem i tak wykorzystać inteligencję, żeby, jak to mówią w Poznaniu zawsze wyszło na moje dobro. Bez względu na to czy kogoś krzywdziłem czy nie. Nie brałem pod uwagę ludzkich odczuć, emocji. Dlatego nazywam ten okres czarnym w moim życiu. Zacząłem mieć tego serdecznie dosyć, bo się zaczęli odsuwać ode mnie ludzie, którzy mnie lubili i kochali, a jednocześnie ci, którzy mnie poznawali byli zafascynowani taką degrengoladą, jaką prezentowałem, ale trochę mnie zaczęli uważać za wariata, a ja jednak samego siebie za wariata nie uważałem, więc coś mi się tutaj przestało zgadzać. Musiałem poszukać takiego sposobu docierania do ludzi, żeby nie zachorować na totalną samotność.

Ktoś ci pomógł wtedy?

Adam Nowak: - O, tak! Tych rąk pomocnych było wiele. Wśród nich ludzie, którzy mnie uczyli, gdy chodziłem do szkół, takich kompletnie nie atrakcyjnych na pierwszy rzut oka, czyli na przykład technikum spożywcze. Tam polonistka Joasia Grzymisławska i pani Morska były osobami, które uważały, że powinienem pisać i iść w tym kierunku, chociaż ja pisałem bardzo złe rzeczy wtedy, kiepskie po prostu. Ale one w jakiś przedziwny sposób zdołały dostrzec w tym coś, z czego można będzie coś ulepić. Pod warunkiem jakiejś wytężonej pracy nad samym sobą. Po latach to się ziściło w jakiejś mierze, miały odrobinę racji. Ja im zawsze będę dziękował dlatego, że pomogły mi zwrócić uwagę na to, że ja mogę odzywać się do ludzi w sposób szlachetny, no, tak to ujmę.

Dobrze jest w życiu spotkać takie osoby, ale też ważne, żeby umieć ich nie przegapić. Zasługą tych pań jest to, że dostrzegły coś w tobie, a twoją, że umiałeś nie odrzucać ich - co by nie powiedzieć - pedagogicznych sugestii czy wskazań.

Adam Nowak: - No tak, ale moja zasługa jest niewielka lub żadna, bo moja rola ograniczyła się do tego tylko, i aż, że zostałem zauważony, może przez napięcie, jakie roztaczałem wokół siebie. Bo bez względu na to, czy ja bym pisał, grał w piłkę, koszykówkę, uprawiał jakiś inny sport, to napięcie mi zawsze towarzyszyło i miało wpływ na ludzi. Po latach dostrzegłem, że zamiast szermować tym napięciem w kompletnie nieodpowiedzialny sposób, trwonić je, można to skanalizować i skierować w naprawdę dobrą stronę. Stąd się bierze moje przekonanie dzisiaj, że ta dziedzina sztuki, jaką uprawiam, że ona może być użytkowa, bez uszczerbku dla artystycznego wyrazu. Że to się da połączyć. Zresztą nie jestem tu pierwszym odkrywcą, chociażby Czesław Miłosz twierdził, że poezja powinna być sztuka użytkową. A przecież wyraz artystyczny jego poezji niezwykły i siła ogromna, prawda?

Ładny pogląd Miłosz wygłosił, ale jego poezja jest odbierana w dosyć hermetycznym kręgu. Głowy nie dam, ale moi sąsiedzi jej nie czytają, a nawet wątpię czy ktoś na osiedlu?

Adam Nowak: - Ja nie mówię, że użytkowość ma się przekładać na popularność, czy na masowość! Jeżeli uda się napisać wiersz, wypowiedzieć zdanie, czy przekazać coś w piosence, co może być użyte, czy przejęte przez innych ludzi nie jako dzieło sztuki wielkiego artysty Adama Nowaka, tylko jako coś, co może być pomocne w ludzkim życiu, to to jest ta użytkowość, która bardzo mi odpowiada.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje