Reklama

Reklama

Wyznania szalonej dziewicy

Koniec plotek! Anna Przybylska (31) nie planuje ślubu ani przeprowadzki do Warszawy. W SHOW opowiada też o kulisach pracy z "szalonymi dziewicami" i zdradza, czy lubi rozmawiać o seksie.

Jak to się stało, że wstąpiłaś do "Klubu szalonych dziewic"?
Wszystko zaczęło się od rozmowy z reżyserem Robertem Wichrowskim. Zabrał mnie na cudowny, długi, majowy spacer i długo opowiadał o fabule. Pamiętam, że pomyślałam: "Jaki odważny serial! Chce go robić". Potem była seria castingów, prób tekstowych i kostiumowych. Już na tym etapie panowała świetna atmosfera. Gdy więc spotkaliśmy się na planie, wszyscy się znaliśmy i lubiliśmy. Nie byłam zdziwiona, bo ja mam szczęście do ludzi.

Reklama

Mogłaś wybrać najbardziej odpowiednią dla siebie dziewicę?
Reżyser od razu widział mnie w roli Karoliny.

Dlaczego akurat w tej roli?
Karolina jest żywiołowa, zawsze mówi, co myśli, i niespecjalnie przejmuje się modą. Skończyła rehabilitację, teraz prowadzi własny gabinet masażu. Na jednej z imprez poznaje Mikołaja, z którym idzie do łóżka. Po trzech spotkaniach okazuje się, że jest w ciąży. A to młody facet, ma 22 lata.

Serial będzie opowiadał o polskiej rzeczywistości?
Powiem szczerze, że do tej pory nie do końca podobały mi się niektóre produkcje serialowe w TVN-ie. Część z nich była takimi pocztówkami nieprzystającymi do naszej rzeczywistości. Magda M. wyglądała infantylnie jak na prawniczkę, a jednak każda kobieta chciała mieszkać i wyglądać jak ona. Kiedy Magda skracała grzywkę, pół Polski nosiło taką fryzurę.
Najpierw słyszałam, że "Klub szalonych dziewic" ma być podobny do amerykańskich hitowych produkcji jak "Seks w wielkim mieście". Nie widziałam ani jednego odcinka. Dostałam nawet z produkcji kilka kaset z serialami typu "Gotowe na wszystko" czy "Szminka w wielkim mieście". Powiedziałam jednak, że nie będę oglądać, bo nie chcę się sugerować.

Wiem tylko, że bohaterki "Seksu w wielkim mieście" były ubrane w "diory". A przecież nikt w Polsce nie uwierzy kobietom, które przez 24 godziny na dobę chodzą w szpilkach i biją kotleta schabowego w ciuchach haute couture. W "Klubie szalonych dziewic" wszystkie jesteśmy ubrane po bożemu, bez niesamowitej stylizacji. A przy tym mówimy odważne rzeczy.

Dlatego przyjęłaś rolę w tym serialu?
Podobnego, równie śmiałego, jeszcze w Polsce nie było. To jest film o czymś, a nie tylko ładny obrazek. Poruszane w nim będą naprawdę ciekawe kwestie: aborcja, homoseksualizm, zdrada, dyskryminacja w pracy, in vitro. Poza tym zdjęcia robił Jeremi Prokopowicz, który gwarantuje nowoczesne kadry. Nie ograniczał aktorów praktycznie niczym. Do tego dynamiczny montaż i nowatorskie rozwiązania, bo ekran podzielono na kilka części.

Trzymałyście się tekstu scenariusza?
Często pozwalano nam na improwizacje, dlatego mogłam wykorzystać wrodzoną kąśliwość. W scenach we czwórkę wiele dialogów kończy się spontaniczną puentą. Swobodne riposty, przekomarzania okazały się fajną przyprawą. Widać, że nasze bohaterki znają się 15 lat i świetnie się ze sobą czują.

Dużo rozmawiacie o seksie.

A to niby domena mężczyzn? Podobno oni co kilka sekund myślą o seksie i wieczorami oglądają strony porno w internecie. Ja w swoim damskim towarzystwie nie unikam tych tematów. A proszę mi wierzyć, że kilka kobiet znam (śmiech). W tym gronie jest wiele starych, dobrych trójmiejskich przyjaciółek, kilka żon piłkarzy i kilka aktorek. Kiedy się spotykamy, non stop śmiejemy się, rozmawiamy o facetach i seksie. Przyznam, że bardzo to lubię.

Choć pochodzisz z tradycyjnej rodziny...
Tak, ale zawsze rozmawiałam na temat seksu, nawet z mamą czy babcią. Nie da się ukryć, że to ważny aspekt życia. Bardziej martwi mnie, że dziś nagość i erotyka są wszechobecne. Nawet na tabletkach na hemoroidy jest zdjęcie gołej pupy. Niedawno byłam w Paryżu na sesji zdjęciowej. Od słowa do słowa okazało się, że większość ludzi w ekipie jest biseksualna. Teraz czytam genialny scenariusz o facecie, który non stop uprawia autoerotykę, surfując w internecie. Zastanawiam się, czy to jest modne? Czy seks i miłość między dwójką kochających się ludzi trafi niedługo do skansenu?

Rozmawiałaś już z córką na temat seksu?
Owszem, przyszedł taki dzień, że spytała mnie, skąd biorą się dzieci. Nie mówiłam wtedy o bocianie czy kapuście. Nie czułam się zażenowana. Przecież moja córka widziała mnie i Jarka nago. Powiedziałam więc, że jak rodzice się kochają, to ziarenko od mamy łączy się z plemnikiem tatusia i potem w brzuszku u mamy rośnie mały człowiek. Ona przecież ma młodszego brata, więc ciąża czy poród to dla niej bardzo realne słowa.

Co jest dla ciebie najważniejsze w wychowywaniu dzieci?

Szczerość! Choć jestem rodzicem-kumplem, nigdy nie oszukuję moich dzieci. Jeśli Oliwka i Szymon widzą, że czasem zapalę papierosa albo wypiję kieliszek wina, to nie mogę im później zabraniać małej paczki chipsów. Gdybym robiła inaczej, byłabym hipokrytką.

W serialu grasz odważne sceny. Twój Jarek bywa o ciebie zazdrosny?

Nie sądzę. Przecież on zna mój system wartości, a wiążąc się ze mną wiedział, że jestem aktorką. Ostatnio oglądał film "Czeluskin", który niedługo pojawi się na ekranach. Jest tam scena, podczas której moją bohaterkę gwałci kilku mężczyzn. Jarek powiedział mi tylko, że to bardzo mocna i dobra scena.

Podobno w długotrwałym związku warto podsycać zazdrość mężczyzny.
No nie wiem. Chyba nie uprawiam gierek typu: facet musi cały czas zdobywać i gonić uciekającego króliczka. To bez sensu.

Jak się pracowało z Anną Dereszowską, Moniką Buchowiec i Dominiką Łakomską?
Kiedy podejmowałam decyzję, czy wziąć udział w tej produkcji, obsada była ważnym argumentem. Ten serial tworzą dobre nazwiska, z którymi po prostu chce się pracować. Z Anią Dereszowską znamy się już wiele lat, ale nie miałyśmy okazji dobrze się poznać.

Słyszałam, że na planie miałyście prywatne przedszkole. Producenci bardzo szli wam na rękę?
Ależ bzdura (śmiech)! Jednego dnia kręcono reportaż z planu filmowego do "Dzień Dobry TVN" i wtedy urodziła się ta plotka. Ponieważ Dominika Łakomska jest młodą matką, musiała na planie karmić swoje dziecko piersią.

Moja Oliwka też wtedy była. Raz zabrałam ją ze sobą, bo bardzo chciała zobaczyć, jak wygląda moja praca. Ona przecież chodzi do szkoły. Nie zafunduję jej indywidualnego toku nauczania. Wolę, żeby żyła normalnie, uczyła się w zwykłej szkole z ławkami, w grupie rówieśników.

Czy to prawda, że planujesz przenieść się na stałe do Warszawy?
Na razie nic mi o tym nie wiadomo.

Denerwują cię kłamstwa na twój temat?
Nic na to nie poradzę, że według wielu dziennikarzy już kilka razy wychodziłam za mąż i kupuję apartament w Warszawie. Zauważyłam nawet pewną prawidłowość: ślub zawsze biorę zimą! (śmiech). I to co roku!

Pracujesz w Warszawie, mieszkasz w Łodzi, masz dzieci. Jak sobie radzisz?
Mam już piętnaście lat wprawy. Jak jest dobra logistyka, to zawsze się udaje (śmiech).

Takie cechy charakteru dziedziczy się w kobiecej linii?
Dobra organizacja to rzecz nabyta. Dojeżdżając do Gdańska, Warszawy czy Poznania nauczyłam się myśleć o kilku rzeczach naraz. Ale nie jestem oczywiście idealna. Zawsze gdy wyjeżdżam od mamy, ona za mną krzyczy: "Wzięłaś klucze? Masz paszport i dowód?". Wtedy oburzam się: "Mamooooo, ależżż oczywiście, że mam!". Wsiadam do taksówki i zaczynam szukać. Po chwili klnę i krzyczę do taksówkarza: "Wracamy, zapomniałam kluczy!". W progu stoi już mama i z uśmiechem mówi: "Wiedziałam, że wrócisz".

Gdzie można cie teraz zobaczyć?

Oczywiście w "Klubie...". Na ekrany wrócił też serial "Daleko od noszy". Poza tym niedługo do kin trafi film, w którym gram z Piotrem Adamczykiem "At the zoo". No i nadal można mnie spotkać w aucie na trasie Warszawa-Łódź.

Rozmawiała Iwona Zgliczyńska

Czytaj więcej w najnowszym wydaniu magazynu o gwiazdach "SHOW". W sprzedaży od 1 marca.

Show
Dowiedz się więcej na temat: show | film | serial | śmiech | wyznania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy