Reklama

Reklama

Zakochani na planie

Wprawdzie reżyserzy, planując kręcenie miłosnych scen, tak dobierają aktorów, aby była pomiędzy „chemia”, lecz w praktyce różnie bywa. Głośniej o tym w Hollywood, ale polskim aktorom i filmowcom też zdarzały się takie sytuacje...

Najwięcej ekranowych duetów, które w rzeczywistości za sobą nie przepadały, znajdziemy w Hollywood. Romantyczni bohaterowie filmu "Dirty Dancing": Jennifer Grey i Patrick Swayze wcale nie byli parą gruchających gołąbków! Patrick wyznał, że nie dogadywał się z koleżanką i podczas zdjęć, i prywatnie. Denerwowały go jej humory i zmienne nastroje. Z kolei Marilyn Monroe nie znosiła Laurence'a Olivera - partnerował jej w "Księciu i aktoreczce" - oraz Tony'ego Curtisa, z którym zagrała w komedii "Pół żartem, pół serio".

Reklama

W Polsce takie przypadki były rzadkością. Od czasów międzywojennych obowiązywała zasada, by nie obsadzać w rolach zakochanych tych aktorów, którzy nie lubią się wzajemnie. Być może dlatego nie zobaczyliśmy jako pary w jednym filmie Miry Zimińskiej i Eugeniusza Bodo.

Kilka lat temu zdarzył się jednak bardzo poważny wyjątek, gdy życie wyprzedziło wiedzę i założenia producentów. Chodziło o Grażynę Szapołowską i Jana Englerta, którzy wcześniej pozostawali raczej w dobrych stosunkach; zdarzyło się im grać intymne sceny w kinowej adaptacji dramatu Witkacego "W starym dworku, czyli niepodległość trójkątów". Jednak wiosną 2011 r. doszło między nimi do otwartego konfliktu, gdy Englert, piastując funkcję dyrektora Teatru Narodowego, wyrzucił dyscyplinarnie Szapołowską z pracy. Powodem było niestawienie się aktorki na przedstawienie, ponieważ tego dnia miała zaplanowany wcześniej udział w telewizyjnym show "Bitwa na głosy", w charakterze jurorki.

Sprawa znalazła epilog w sądzie. Wcześniej obie strony wypowiadały się o sobie w bardzo niemiłym tonie, a Szapołowska zarzucała przełożonemu, ze faworyzował żonę, Beatę Ścibakównę, kosztem innych pracowników. Najbardziej jednak zelektryzował wszystkich fakt, że podczas tej afery Szapołowska i Englert zagrali razem w serialu "Układ warszawski". Co więcej - wymienili przed kamerą długi i namiętny pocałunek! Następnie, zgodnie ze scenariuszem, aktorka ostro spoliczkowała partnera, co jak twierdzą obserwatorzy, musiało sprawić jej wiele satysfakcji. Jednak Englert zniósł tę scenę mężnie. A w sądzie pracy sprawę wygrał.

Za największego zdobywcę serc aktorek uchodził Andrzej Łapicki. Podobno romansował z większością filmowych partnerek, lecz kończył przygodę wraz z ostatnim ujęciem kamery i powracał na łono rodziny. Nie wszystkie panie się z tym godziły. Elżbieta Czyżewska romans z Łapickim, zapoczątkowany na planie telewizyjnego spektaklu, potraktowała poważnie i odeszła od reżysera Jerzego Skolimowskiego. Wyprowadziła się ze wspólnego mieszkania. Według relacji Kazimierza Kutza zazdrosny Skolimowski biegał z nożem po Warszawie, szukając partnerki.

- Dopadł ją u Agnieszki Osieckiej - opowiadał Kutz - (...) kiedy blady Skolim z nożem w ręku stanął na progu, morderstwo zawisło w powietrzu. Nakazał jej wrócić do domu. Gdy heroicznie odmówiła, z jego ust popłynęły znamienne słowa: "Eeela, robisz największy błąd w żżżyciu..., gggeniusza się nie ppporzuca...". Notabene po latach Jerzy Skolimowski zemścił się w wyjątkowo wyrafinowany sposób na Andrzeju Łapickim. Nawiązał romans z jego młodą córką, co bardzo zabolało aktora. Mimo zaangażowania Czyżewskiej Łapicki wrócił do rodziny. Stosunki między nimi mocno się pogorszyły. Aktorka związała się z amerykańskim dziennikarzem Davidem Halberstamem i wyjechała do USA.

Z Andrzejem Łapickim spotkała się ponownie na planie filmu "Wszystko na sprzedaż". Dla tej roli specjalnie przyleciała ze Stanów. On grał reżysera filmowego, ona jego dawną miłość. Oboje byli profesjonalistami, więc w czasie pracy nie wracali do dawnych pretensji i dramatycznego rozstania. Film "Wszystko na sprzedaż" reżyserował Andrzej Wajda, który nieco wcześniej sam został bohaterem towarzyskiego skandalu.

Na planie "Popiołów" nawiązał romans z Beatą Tyszkiewicz. Drugie małżeństwo reżysera właśnie się rozpadało, natomiast młodsza o dwanaście lat aktorka była stanu wolnego. Tyszkiewicz i Wajda pobrali się w maju 1967 r, dwa miesiące po uzyskaniu rozwodu przez reżysera. Na świecie była już ich jedyna córka, Karolina. Nieoczekiwanie rozstali się już kilkanaście miesięcy później. Prawdopodobną przyczyną rozwodu był romans Tyszkiewicz. Być może z... Andrzejem Łapickim.

Rozgoryczony reżyser zemścił się na płci żeńskiej, realizując "Polowanie na muchy". Odmówił powierzenia Tyszkiewicz głównej roli w tym filmie. A kiedy jeden z dziennikarzy przygotowywał książkę o środowisku aktorskim tamtych lat i planował rozdział o Beacie Tyszkiewicz, Wajda dał mu do zrozumienia, że "musi się zdecydować: albo ona, albo on".

Współczesne seriale też mają swoje skandale. Agnieszka Kotulanka i Tomasz Stockinger grali kochające się małżeństwo w "Klanie", choć prywatnie się nie lubili. Z kolei Arkadiusz Nader (52 l.) z "Rancza" - serialowy mąż Magdaleny Waligórskiej (34 l.) - oskarżył ją o rękoczyny. Samo życie...

Sławomir Koper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje