Reklama

Reklama

"Zakręczysty" Steffen Möller

Kręci mnie jak widzę ludzi uśmiechniętych albo śmiesznych. Kręcą mnie dziwne polskie słowa... Ogólnie jestem dość zakręczystym facetem... - mówił w programie Transmisja w tv.interia.pl Steffen Möller, najpopularniejszy Niemiec w Polsce.

Aktor znany z serialu "M jak miłość" i programu "Europa da się lubić" odpowiadał na pytania internautów na żywo, ale również za pośrednictwem tradycyjnego czata. Opowiadał m.in. o swojej pracy, popularności, tym co lubi w Polsce, a co go drażni, o kobietach, żurku, wódce i swojej najnowszej książce.

- Ja ogólnie bardzo lubię Polaków - i to nie jest wcale wazelina. Jestem tutaj od 12 lat. Najbardziej mi się podoba u Polaków tzw. lekkość. Ogólnie ludzie lekko ze sobą rozmawiają, są krótkie riposty - mówi Steffen Möller. - Zauważyłem, że Polacy są dosyć nieufni i ja dostrzegam też u siebie tę cechę. Jestem optymistą - to chyba mi zostało jeszcze z niemieckim cech. Bo w Polsce optymisty to chyba trzeba z lupą szukać.

Reklama

- Dodam od razu, że policja niemiecka nie szuka mnie listem gończym. Dlaczego wyjechałem? Skończyłem studia - filozofię i teologię, a wyjechałem, bo byłem ciekawy nowego kraju i języka. Najpierw chciałem pojechać do Włoch, ale tam czułem się turystą, a tu w Polsce czułem, że ludzie się mną interesują i to mi się podobało. Był od razu taki impuls, właśnie wróciłem z Włoch, nie podobało mi się tam i po powrocie do Berlina zobaczyłem plakat o kursie j. polskiego w Krakowie...

Początki nie były łatwe. - Nikogo nie znałem w Warszawie. Musiałem znaleźć pracę, uczyłem niemieckiego w liceum - wspomina.

Czy osiądzie tu na stałe? - Wygląda na to, że tak. Choć sam jestem tym zaskoczony. Byłem w wielu państwach europejskich - ale tutaj chcę wracać.

Niewiele osób wie, że w Niemczech dostał odznaczenie państwowe. - Tak, ale nie żelazny krzyż. To jest taki order - drugi od dołu. Bo w Niemczech jest siedem rodzajów orderów. Dostałem go z rąk ambasadora niemieckiego za zasługi w zakresie stosunków polsko-niemieckich.

- Za Niemcami na co dzień nie tęsknię, tylko czasami za niemieckimi księgarniami. Chociaż ostatnio już nie - bo właśnie wydałem swoją książkę. "Polska da się lubić" pisałem prawie przez rok. Po polsku, sam to pisałem. Jest to książka o wielu polskich cechach, o moich ulubionych miejscach w Polsce. Wtrącam także moje anegdoty o mojej współpracy z Romanem Polańskim - bo występowałem w jednym jego filmie, chociaż może on nie wie o tym - opowiada.

Pytany o swoją ulubioną potrawę polskiej kuchni bez zastanowienia odpowiada: żurek. A co do innych specjałów... - Polska wódka - już jestem ekspertem, wiem że jest wiele rodzajów. Lubię - krótko mówiąc, byłem ostatnio na weselu i wypiłem 11 setek. To pewnie mało dla niektórych - mówi.

Czy jego zdaniem "najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny"? I czy może zdradzić czy jest z kimś związany? - Boję się trochę takich pytań. Staram się być dyskretny. Mogę powiedzieć tyle, że Polki mi się podobają. Jest taka jedna kobieta z Wałbrzycha, która pisała do mnie i pewnie to była okazja, którą przegapiłem... Ale miała ponad 60 lat. OK, była taka jedna studentka, która dała mi w prezencie dziki miód... Może chciała powiedzieć, że przypominam Gucia?

Jaki jest jego ideał kobiety? - Ogólnie lubię ładną buzię... Czy jest gruba czy nie, czy Niemka czy Bułgarka. I przede wszystkim oczy muszą być duże.

Przeczytaj relację z czata

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Steffen Möller

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy