Reklama

Reklama

Najpopularniejsza polska blogerka kulinarna radzi, jak nie przytyć w święta

Dla osób dbających o linię święta stanowią nie lada wyzwanie. Rozkoszowanie się smakiem bożonarodzeniowych potraw nierzadko skutkuje bowiem dodatkowymi centymetrami w talii. Jak przekonuje autorka poczytnego bloga „Krytyka Kulinarna”, aby ucztowanie przy suto zastawionym stole nie zakończyło się nadprogramowymi kilogramami, musimy do wigilijnego biesiadowania podejść z głową.

Aromatyczny bigos, rozgrzewający czerwony barszcz z chrupiącymi krokietami, śledzie, kutia, a do tego piernikmakowiec - wigilijne dania przywołują wspaniałe wspomnienia i zachwycają niepowtarzalnym smakiem. Nadmiar pyszności, które lądują na naszym talerzu podczas świąt może mieć jednak katastrofalne skutki w postaci nadprogramowych kilogramów, które pojawiają się na wadze tuż po Bożym Narodzeniu. Wizja niekontrolowanego świątecznego obżarstwa już teraz spędza sen z powiek wielu dbającym na co dzień o linię osobom. Bo gdy przed oczami pojawiają się ulubione przysmaki, nie jest łatwo odmówić sobie kolejnej porcji kalorycznego smażonego karpia i bigosu.

Reklama

Czy zatem powinniśmy zrezygnować z ulubionych świątecznych dań w imię walki o smukłą sylwetkę? Nic z tych rzeczy. Kluczowy pozostaje wszelako umiar i podejmowanie świadomych decyzji przy stole. Do tego namawia nas Magda Grzebyk, autorka najpopularniejszego w Polsce bloga z kategorii food & travel, czyli "Krytyki Kulinarnej". Zacząć warto od rozmiaru talerza. 

- Normalnie przy odchudzaniu mówi się o tym, by jeść z mniejszego talerza. I co do zasady ma to sens, ale nie podczas Świąt. Podczas Świąt jest dokładnie odwrotnie. Mały talerzyk to podstępny producent fałd i opon. No bo a to śledzika sobie dołożysz, a to zaraz sałateczki i tak leci całe popołudnie i wieczór. Jeden dzień, drugi dzień, trzeci... BUM! Rozmiar więcej. Gdybyśmy to wszystko zmagazynowali na jednym dużym talerzu, to by nam wyszły oczy z orbit, ile jesteśmy w stanie zjeść podczas jednego rodzinnego posiedzenia - wskazuje autorka.

Sugeruje ona, by zamiast sięgać po zdradliwy mały talerzyk, nałożyć całą porcję na większy talerz. W ten oto sposób natychmiast uświadomimy sobie, ile w rzeczywistości zamierzamy zjeść, a co za tym idzie, będziemy mogli oszacować bilans kaloryczny posiłku. I, być może, zrezygnować z czwartego kawałka makowca.

 - Proszę bardzo, nałóż wszystko, na co masz ochotę, oszacuj czy to wystarczająca dla Ciebie porcja obiadowa i pozostań przy tym aż do kolacji. Jeśli taką ilością jedzenia najadasz się w dzień powszedni, to w Święta też Ci wystarczy. Obiecuję! - zapewnia blogerka. I dodaje, że jej największym sprzymierzeńcem w walce ze świątecznym obżarstwem jest woda. Poleca ona popijać wodę zwłaszcza przed i w czasie ucztowania. Dzięki temu szybciej poczujemy sytość, a w konsekwencji - zjemy mniej.

Grzebyk podkreśla, że jednym z największych grzechów, jakich dopuszczamy się przy wigilijnym stole, jest nadmierne spożycie chleba. 

- Zjedz sałatkę jarzynową, proszę bardzo. Święta bez sałatki nie mają przecież sensu. Dołóż sobie jakiejś dobrej wędliny, pewnie. Ale nie dopychaj chlebem! Od chleba rośnie wszystko to, co nie powinno rosnąć. Zostaw go sobie na inne okazje, teraz jest tyle dobroci na stole, że naprawdę nie ma potrzeby jeść chleba. Chleb tuczy. Wiem, to smutne, ale tak po prostu jest - mówi Grzebyk. I przypomina o rekomendowanej przez specjalistów metodzie na zniwelowanie objawów przejedzenia: należy się ruszać. 

- Spacer jeszcze nikogo nie zabił, za to wielu wyszedł na dobre. Odrobina ruchu wspiera metabolizm, poprawia nastrój i do pewnego stopnia niweluje poczucie winy. Wszystkie te aspekty związane ze spacerem są jednakowo godne i chwalebne - podsumowuje blogerka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje