Reklama

Reklama

Jak świat mody radzi sobie z anoreksją?

Na początku lat 90. świat mody zachwycił się filigranową Kate Moss, która zapoczątkowała trend na bardzo szczupłą (żeby nie powiedzieć wychudzoną) sylwetkę. Wówczas nikt nie przypuszczał, że nagła zmiana kanonów piękna zbierze tak krwawe żniwo.

Dziś triumfy na wybiegach święcą tzw. "it girl", czyli dziewczyny, które nie tylko prezentują ubrania, ale inspirują tysiące kobiet na całym świecie. Wspomnieć w tym kontekście wypada chociażby o siostrach Gigi i Belli Hadid, których majątek w 2017 roku szacowano kolejno na 9,5 oraz 6 mln dolarów. Wyprzedziła je m.in. Kendall Jenner - przyrodnia siostra Kim Kardashian, która zarobiła aż 22 mln! Co ciekawe, współczesne top modelki niekoniecznie muszą być naturalnymi pięknościami: nieobce są im zabiegi medycyny estetycznej, a nawet poważniejsze ingerencje chirurgiczne.

Reklama

Do drugiej grupy ulubienic projektantów należą córki gwiazd. Kaia Gerber (jej matką jest Cindy Crawford) czy Lily-Rose Depp jeszcze kilka lat temu mogłyby tylko pomarzyć o pracy na wybiegu (obie nie spełniają kryterium wzrostu, do niedawna tak istotnego w zawodzie). Tymczasem siła znanego nazwiska w połączeniu z młodością i świeżością okazują się więcej niż wystarczające. Przynajmniej dla dyrektorów domów mody Chanel, Dior czy Burberry.

Modelki, o których mowa, dzieli niemal wszystko. Łączy za to smukła sylwetka: wystające obojczyki, mały biust, idealnie płaski brzuch - wciąż trudno wyobrazić sobie, by było inaczej. Owszem, "plus size" czasem pojawia się na wybiegu, najczęściej przybiera jednak karykaturalną formę - próżno szukać tam kobiet w rozmiarze 40, a pojawiają się te, które noszą ubrania z metką 52. O zdrowie modelek dbać mają specjalne ustawy, m.in. ta, zakazująca pracy dziewczynom, których BMI (Body Mass Index) nie przekracza 18. Pierwszy wprowadził ją Giorgio Armani wstrząśnięty głodową śmiercią Any Caroliny Reston - brazylijskiej modelki, która zmarła w 2006 roku.


Reston, gdy trafiła do szpitala w ciężkim stanie, miała zaledwie 21 lat i ważyła 40 kilogramów przy 172 cm wzrostu. Oficjalną przyczyną jej zgonu były nieprawidłowości w pracy nerek, wskutek których rozwinęło się zakażenie. Media szybko obiegły zdjęcia potwornie wychudzonej Brazylijki do ostatnich chwil biorącej udział w pokazach. Matka dziewczyny zdradziła, że Ana Carolina żywiła się wyłącznie jabłkami i pomidorami. Restrykcyjną dietę narzuciła sobie po tym, jak podczas jednego z castingów usłyszała, że jest za gruba, by pracować jako modelka. Wystarczyły dwa lata, by Reston się zagłodziła.

Trzy miesiące wcześniej to samo spotkało Luisel Ramos uważaną powszechnie za pierwszą ofiarę anoreksji wśród modelek. 22-letnia Urugwajka upadła tuż po zejściu z wybiegu w rodzinnym Montevideo i zmarła w domu dziadków, do którego niezwłocznie ją przewieziono. Jako przyczynę zgonu podano niewydolność mięśnia sercowego. Bliscy Ramos przyznali jednak, że kobieta kilka dni przed śmiercią przestała jeść. Wcześniej jej dieta opierała się przede wszystkim na dietetycznej coli. Chociaż modelka wyglądała bardzo źle, wciąż wygrywała castingi do pokazów i otrzymywała angaże. Kilka miesięcy po Luisel zmarła jej młodsza, zaledwie 18-letnia, siostra - Eliana. Modelkę znaleziono w domu dziadków, gdy było już za późno na ratunek. Przyczyną śmierci był atak serca, do którego doszło w następstwie skrajnego wycieńczenia organizmu.

W obliczu tak dramatycznych (i nagłośnionych przez media) wydarzeń świat mody nie mógł pozostać obojętny. Za Armianim poszły kolejne domy mody: posypały się deklaracje dotyczące nowych zasad przyjmowania modelek do pracy. Jak mantrę powtarzano "BMI wyższe niż 18". Oczywiście, takie obostrzenie pozwalało uniknąć zatrudniania modelek wygłodzonych i skrajnie wychudzonych, ale należy pamiętać, że według Światowej Organizacji Zdrowia BMI na poziomie 18,4 to wciąż niedowaga. Szczególnie, gdy mowa o dziewczynach bardzo wysokich, czyli większości zawodowych modelek. W 2007 roku nie było mowy o tym, by sprawę uregulować prawnie - doszło jedynie do nieformalnej, branżowej umowy.

Kolejny wstrząs przyszedł trzy lata później wraz ze śmiercią Isabelle Caro - modelki, która stała się twarzą walki z anoreksją. Francuzka z zaburzeniami odżywiania walczyła od 13 roku życia, jednocześnie pracując w świecie mody. W 2007 roku zatrważające zdjęcia Caro autorstwa Oliviero Toscaniego pojawiły się w magazynie "La Reppublica" i na bilboardach w jednej ze stolic mody - Mediolanie, tuż przed rozpoczęciem Fashion Weeku. Modelka, ważąca wówczas zaledwie 30 kilogramów, pozowała do nich nago, w pozycji półleżącej. Tuż po ich publikacji Isabelle udzieliła licznych wywiadów. "Wiem, że moje ciało jest ohydne. To... cierpienie, którego doświadczyłam, może mieć sens tylko wtedy, jeżeli pomoże ono komuś, kto wpadł w tę pułapkę, z której ja wciąż próbuję się wydostać" - mówiła. Wycieńczoną wieloletnią głodówką modelkę zabiło... przeziębienie. W chwili śmierci miała 28 lat i ważyła 31 kilogramów.

Równie duże kontrowersje, co waga, wywołuje wiek modelek biorących udział w pokazach. Kiedy jedna z najlepiej radzących sobie w branży Polek - Monika Jagaciak (mająca wówczas 14 lat) została zaproszona na australijski fashion week, doszło do protestów. W konsekwencji w regulaminie umieszczono zapis o tym, że zatrudnione modelki powinny mieć więcej niż 16 lat. Dziś Jagaciak ma na koncie współpracę z największymi domami mody, a w 2010 roku Fashion TV ogłosił ją najlepszą modelką sezonu. Piękna "JAC" prowadzi też udane życie rodzinne - w sierpniu 2019 roku urodziła pierwsze dziecko - córkę Milę.

Tyle szczęścia, co Polka nie miała jednak Włada Dziuba. 14-letnia Rosjanka zmarła w październiku 2017 roku w wyniku ekstremalnego wycieńczenia i zapalenia opon mózgowych. Dziewczynka pracowała przez trzy miesiące w Chinach. W rozmowach telefonicznych z mamą skarżyła się na bóle głowy i brzucha oraz chroniczne zmęczenie. Podczas pokazu w Szanghaju (przygotowania do niego trwały aż 13 godzin) zasłabła i zapadła w śpiączkę. Po dwóch dniach 14-latka zmarła, a z czasem na jaw zaczęły wychodzić kolejne fakty. Młodziutka modelka miała uszkodzoną wątrobę i nerki, w jej ciele znaleziono również "biologiczną substancję", co uruchomiło spekulacje na temat domniemanego zatrucia. Wiele wskazuje jednak na to, że dziewczyna doprowadziła do wycieńczenia organizmu. Dziuba nie miała wykupionego ubezpieczenia zdrowotnego, co skutecznie powstrzymywało ją od wizyty u lekarza. W Szanghaju była całkiem sama, a rosyjska agencja modelek nie poniosła odpowiedzialności za jej śmierć.

We Francji już od 2015 roku dyskutowano o konieczności wprowadzenia ustawy regulującej wagę modelek biorących udział w pokazach. Ostatecznie, dwa lata później nad Sekwaną w życie weszło prawo nakazujące modelkom dostarczania pracodawcy dokumentu od lekarza poświadczającego wysokość wskaźnika BMI. Pod uwagę brane mają być również wyniki morfologii krwi. To specjalista ma ocenić, czy kobieta jest zdrowa, biorąc pod uwagę m.in. jej wiek, budowę ciała oraz proporcje. Za złamanie ustawy grożą bardzo wysokie kary finansowe, sięgające 75 tys. euro. Regulacje objęły także branżę fotograficzną - od 1 października 2017 roku wszystkie retuszowane zdjęcia muszą zawierać stosowny opis. Podobne zmiany wprowadzono także m.in. w Hiszpanii, Izaraelu oraz we Włoszech. Celem tych działań jest oczywiście zapobieganie zaburzeniom odżywiania i odejście od promowania nieosiągalnych i szkodliwych kanonów piękna.

W tym samym roku, w przeddzień jesiennego Tygodnia Mody w Nowym Jorku, przedstawiciele kilkunastu luksusowych marek podpisali kartę przepisów zakazującą zatrudniania bardzo młodych oraz wychudzonych modelek. Dokument sygnowały m.in. domy mody Dior, Louis Vuitton, Givenchy, Alexander McQueen, Kenzo, Gucci czy Saint Laurent. "Pora zapomnieć o istnieniu rozmiaru 32" - grzmiano wówczas w gazetowych nagłówkach.

Owszem, zmianę na wybiegach da się zauważyć, ale wciąż dochodzi do absurdów, jak w przypadku modelki Urlikki Høyer, która na castingu do pokazu Louis Vuitton, usłyszała, że jest za gruba. Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Dunka nosi rozmiar 34! Tymczasem tęsknota za latami 90. dotyczy także standardów panujących wówczas na wybiegach. Nazwiska Cindy Crawford, Claudii Schiffer, Lindy Evangelisty czy Heleny Christensen do dziś są synonimem niewymuszonego, naturalnego i zdrowego piękna bez wyrzeczeń.

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje