Reklama

Reklama

Czy dzieciństwo ma wpływ na nasze życie?

Mój ojciec był tyranem. W moim rodzinnym domu wszystko musiało być tak, jak on sobie zażyczył. I ja, i brat bardzo się go baliśmy, więc robiliśmy wszystko, by go zadowolić.

Zresztą, nie było mowy, by mu się sprzeciwić, bo surowo nas karał. Gdy byłam coraz starsza i coraz więcej rozumiałam, zastanawiałam się tylko nad jednym - dlaczego moja mama wybrała za męża takiego człowieka, dlaczego godzi się na takie traktowanie? I przysięgłam sobie, że ja na pewno nie powtórzę jej błędu, że wyjdę za mąż za mężczyznę, który będzie się ze mną liczył, szanował mnie i z którym będę mogła stworzyć prawdziwy, partnerski związek. Gdy poznałam Ryśka, byłam pewna, że to właśnie taki facet, którego szukam. Kulturalny, szarmancki, spokojny. I taki ciepły, serdeczny. Kompletne przeciwieństwo mojego ojca. Wyszłam więc za niego, doczekaliśmy się dwójki dzieci. Jesteśmy razem już 15 lat. I czasem zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że tak długo z Ryśkiem wytrzymałam? Bo on, owszem, tak jak był, jest kulturalny, spokojny, ciepły. Kocha mnie i dzieci, to pewne. Ale to nie facet, tylko, jak to mówią, "ciepłe kluchy". Ani nic nie załatwi, ani żadnej decyzji sam nie podejmie. Przez te 15 lat ciągle słyszę tylko jedno od niego: "Zrób, jak chcesz, kochanie". Mam tego serdecznie dość! Naprawdę, nie chciałam powtarzać scenariusza z rodzinnego domu, ale nie o takim mężu marzyłam. Jestem już tak zmęczona tą jego niezaradnością. Czasem mam wrażenie, że on by zginął beze mnie. Co mam robić?

Reklama

Ola, 40 lat

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 31 (w sprzedaży od 4 sierpnia br.) i na stronie:

www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje