Reklama

Reklama

Spadkobiercy. Przeczytaj Fragment!

Film, z Georgem Clooneyem w roli głównej, nakręcony na podstawie tej książki jest faworytem w walce o Oskary. Prezentujemy fragmenty tej słodko-gorzkiej historii rodzinnej o odnawianiu zagubionych więzi, o pożegnaniu z najbliższymi i o pogodzeniu.

Staram się nie naciskać na Alex i czekam, aż z własnej woli przeprosi za swoje zachowanie. Jesteśmy w kuchni, ona pije coca-colę i je płatki śniadaniowe, które wyglądają jak śrut na duże zające.

Reklama

- Jak się czujesz? - pytam.

Wzrusza ramionami i dalej przeżuwa, po czym unosi miseczkę do ust.

- Mama pozwala ci pić gazowane napoje na śniadanie?

- Nigdy nie widziała mnie przy śniadaniu.

- Gdzie jest Scottie?

Ponownie wzrusza ramionami.

- Wiesz, miło cię widzieć. Witaj w domu.

Unosi łyżkę i kręci nią kółka w powietrzu, po czym wstaje i wkłada miseczkę do zlewu.

- Włóż do zmywarki - mówię.

Wychodzi, a ja podchodzę do zlewu, aby opłukać miseczkę i włożyć ją do zmywarki. Po chwili pojawia się ponownie. Rozmawia z kimś przez komórkę. Ma przy sobie okulary słoneczne, książkę, ręcznik i jeszcze jedną coca-colę.

- Alex - mówię. - Chciałbym z tobą porozmawiać.

- Idę pływać - odpowiada.

- Dobrze, to ja też idę.

- Świetnie - mówi.

Na basenie podskakuje z nogi na nogę. Odchyla głowę do tyłu, potem wyciska wodę z włosów. Skaczę do basenu w taki sposób, żeby rozchlapać jak najwięcej wody, a gdy się wynurzam, Alex patrzy na wodę z obrzydzeniem. Woda jest zimna, a chmury przysłaniają słońce. W drodze na drugą stronę basenu płynę wśród liści opadłych z drzewa mango i ciał termitów w cynamonowym kolorze.

- Zaraz tu będzie Sid - mówi Alex.

- Kto to jest Sid?

- Mój kolega. Poznasz go. Dzwoniłam do niego.

- Co za kolega? Z HPA1?

- Nie, jest stąd. Z mojej klasy w Punahou. Znam go od wieków.

- Aha - mówię. - OK.

- Ma jakieś sprawy. Prawdopodobnie zostanie i będzie spędzał ze mną dużo czasu, dlatego że dzieje się całe to gówno.

- No tak. Jak widzę, wszystko obmyśliłaś. Gdzie on mieszka?

- W Kailua.

- Może znam jego rodziców?

- Nie. - Patrzy mi nieruchomo w oczy.

- Cieszę się, że go poznam - mówię.

Słyszymy walenie do rozsuwanych drzwi prowadzących na basen. Scottie wybiega na ceglane patio w czarnym peniuarze. Na jej chudym ciałku widać kropki białego kremu. Robi Alex zdjęcie.

- Do kurwy nędzy - krzyczy Alex. - Wyskakuj z mojej bielizny!

- Nie krzycz tak na nią - mówię.

- Ma na sobie moją bieliznę.

- I co z tego, Alex? Czy to naprawdę taki wielki problem? - Patrzę na Scottie. Chyba to jednak jest problem. Peniuar zwisa z jej klatki piersiowej i dynda między nogami. - Scottie, wracaj i przebierz się w prawdziwy kostium kąpielowy.

- Bo co?

- Natychmiast, Scottie.

Pokazuje mi palec, we właściwy sposób, tak jak ją uczyłem, i biegiem wraca do domu.

- Świetnie sobie radzisz, naprawdę - odzywa się z przekąsem Alex.

- Od Scottie w twojej bieliźnie czy moich zdolności wychowawczych większym problemem jest to, że zastałem cię pijaną w szkole, gdzie masz uczyć się odpowiedzialności.

- Tato, ja tylko trochę wypiłam, i to wszystko! Jestem odpowiedzialna. Naprawdę dobrze mi idzie, ale wy jakoś tego nigdy nie zauważacie. Nikt nie powiedział nawet jednego słowa, że się poprawiłam albo że wystąpiłam w tej głupiej sztuce, której nikt z was nawet się nie pofatygował obejrzeć. Wielka mi rzecz, że sobie wypiłam akurat wtedy, kiedy ty przyjechałeś. Wielka mi rzecz!

- Uspokój się - mówię. - Opanuj nerwy.

- Zacznij nareszcie kumać, tato.

- O co ci chodzi?

- Nie masz o niczym pojęcia. Chcę wrócić do szkoły.

Wznosi twarz do nieba, aby zanurzyć swoje długie, brązowe włosy w wodzie. Gdy opuszcza głowę w dół, jej włosy są śliskie i błyszczące. Siada na schodku w basenie i zaczyna wyjmować termity z wody, po czym układa je w rządku na krawędzi.

- Co to za krem Scottie ma na całym ciele? - pyta.

Opowiadam jej po kolei wszystko: o jeżowcu, bąbelnicach, Lani Muu.

- To chore - stwierdza.

- Potrzebuję twojej pomocy. Sam sobie z nią nie dam rady. - Leżąc na brzuchu, podpieram się ramionami na ciepłym, ceglanym patio.

Alex zsuwa się ze schodka i nurkuje. Gdy się wynurza, spostrzegam, że do jej włosów przylgnął listek w kształcie rombu. Zdejmuję go i kładę na wodzie.

- Może z nią pogadam - mówi Alex. Przechyla głowę w stronę słońca i zamyka oczy. - Chyba. Zresztą nieważne. Ktoś musi.

- Byłbym wdzięczny. Wiesz, Alex, nie powinnaś na nią krzyczeć. Jesteś jej idolką i nie masz powodu, żeby krzyczeć, nawet jeśli nałoży twoją bieliznę. A przy okazji, po co ci taka bie-lizna?

- Mama mi dała - odpowiada. - Nigdy tego nie noszę.

- To dobrze - mówię. - I pamiętaj, bądź dobra dla Scottie.

- Może będę. A może nie. Dla mnie nikt nie był dobry, a jakoś wyrosłam na ludzi. I jestem silna jak wół. - Wyciąga jedno ramię z wody i napina bicepsy.

Ten gest mnie śmieszy, ale zaraz potem zasmuca, bo nie powinniśmy sobie żartować. Nasze obecne życie nie jest zabawne. I możliwe, że już nie będzie. Muszę jej o tym powiedzieć.

Alex obraca się i opiera plecami o krawędź basenu, pozwalając nogom swobodnie unosić się na wodzie. Przychodzą mi na myśl te widokówki. Dlaczego Joanie pozwoliła jej do nich pozować?

- Alex, z twoją mamą nie jest dobrze.

- To oczywiste - rzuca.

- Uważaj na to, co mówisz. Nie chcę, żebyś powiedziała coś, czego będziesz potem żałować, jak wczoraj wieczorem. Mama się nie obudzi. Lekarze zamierzają przestać ją podtrzymywać przy życiu.

Rozumiesz, co mówię? Poddajemy się.

Stoi nieruchomo.

- Słyszałaś, co powiedziałem? Chodź tutaj.

- Po co? Czego chcesz?

- Nic. Tylko cię pocieszałem.

- Aha. Jasne. W porządku.

- Dlaczego krzyczysz?

- Muszę stąd uciekać! - Kładzie ręce na wodzie i wzdryga się, ponieważ woda prysnęła ją w twarz. - Przestań! - krzyczy. Ma czerwoną i wilgotną twarz.

- Co mam przestać? - pytam. - Nic nie powiedziałem.

Zakrywa twarz dłońmi.

- Alex - próbuję przyciągnąć ją do siebie, ale mnie odpycha.

- Nie rozumiem, co się dzieje - mówi.

- Musimy się pożegnać. To się dzieje.

- Nie potrafię. - Robi dwa szybkie i głośne wdechy, po czym jej ramiona zaczynają się trząść.

- Wiem - mówię. - Będziemy się wspierać i razem jakoś przez to przejdziemy. Nie wiem, co jeszcze można by zrobić.

- A jeśli z tego wyjdzie?

- Poproszę doktora Johnstona, żeby z tobą porozmawiał. Wtedy zrozumiesz. Takie było życzenie mamy. Kiedyś wyraziła swoją wolę i nie możemy postąpić inaczej.

- To jest wariactwo. - Łzy płyną strumieniami po jej twarzy i łamie się jej głos. - Dlaczego postanowiłeś powiedzieć mi w tym pierdolonym basenie?

- Masz rację. Trudno. Stało się.

- Nie wiem, co mam teraz robić! - krzyczy.

- Słuchaj, pojedziemy do niej. Może teraz? Możemy pojechać do niej od razu.

- Nie - protestuje Alex. - Potrzebuję trochę czasu.

Wydawnictwo Znak

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: książka | dzieci | choroby

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje