Każdemu, kto wybierze się za naszą południową granicę wydawać się może, że czas płynie wolniej. Podobne odczucia miałem i ja, tym bardziej, że na Słowację wjechałem przez nasze oblężone Podhale. Mijając rozległe pastwiska i rzucając okiem na majaczące po lewej Tatry kierowałem się do Trzciany. To niewielkie miasto, niegdyś słynące z garncarstwa powoli stara się rekultywować swoją historię, robiąc to w dużej mierze rękami miejscowego rzemieślnika, Ľubomíra Hoľmy. W jego szkółce można krok po kroku prześledzić proces tworzenia naczyń, a nawet... samemu spróbować swoich sił.
I serdecznie polecam tę opcję.
Rowerem do Polski... i z powrotem
Krótka wizyta w Trzcianie była jednak dopiero przystawką przed tym, na co zęby ostrzyłem sobie najmocniej: testem fragmentu Szlaku Dookoła Tatr. Odcinek, który najmocniej mnie interesował biegł z Lieska do Czarnego Dunajca, a dalej - w stronę Nowego Targu. W teorii przyjazd na Słowację po to, by rowerem... wrócić do Polski może nie wydawać się szczególnie atrakcyjny, ale wystarczy pokonać pierwsze metry by zdać sobie sprawę, że to strzał w dziesiątkę. Podczas, gdy ścieżki wokół nieodległego, leżącego po "naszej" stronie Jeziora Czorsztyńskiego są niemiłosiernie zapchane, tam trudno jest (zwłaszcza w dzień powszedni) kogokolwiek spotkać.
Możliwość spokojnego obcowania z naturą to jedno, ale osobną kwestią są fenomenalne wręcz widoki. Na całej, słowackiej części trasy rozciąga się przepiękna panorama Tatr Zachodnich, a przy korzystnych warunkach dostrzec można i majaczącą w oddali Babią Górę. Przygotowane zostały liczne miejsca odpoczynku, umiejętnie wkomponowane w dawną, kolejową infrastrukturę a dodatkową atrakcją są zaadaptowane na potrzeby dwóch kółek mosty i przepusty, nawiązujące architekturą do kolejowej architektury.
Nie trzeba się przy tym obawiać przesadnego wysiłku - brak jest istotniejszych podjazdów, wszak ścieżkę poprowadzono po trasie dawnej linii kolejowej. Serdecznie polecam! A skoro już przy kolei jesteśmy...
Szybciej niż pociąg?
Prawdziwą gratką była możliwość oglądania na żywo... wyścigu kolarzy z pociągiem. Impreza "Faster than a Tran" zakładała rywalizację peletonu z kursującym od składem, tzw. "Orawką". Liczącą 50 kilometrów trasę pokonuje on ze średnią prędkością niespełna 31 km/h. Śmiałkowie mogą sprawdzić, czy zdołają zameldować się na finiszu przed nim, a w gronie tych, którzy stanęli do rywalizacji w tym roku była między innymi mistrzyni olimpijska w slalomie, Petra Vlhova. Pytania o wrażenia była zachwycona, choć zaznaczyła, że przyjeżdżając na Orawę tak naprawdę... nie wiedziała, czego się spodziewać.
Więcej o zmaganiach w ramach "Faster than a Train" przeczytać można tutaj
Mało? Na Orawie atrakcji jest o wiele więcej. Szeroko reklamowane są tamtejsze zamki (szczególnie godny uwagi jest ten w Orawskim Podzamczu!), a dla miłośników górskich wędrówek ciekawą opcją będzie odwiedzenie Małej Fatry czy Gór Choczańskich. Słowem - każdy znajdzie coś dla siebie.










