Reklama

Reklama

Drżyjcie niewierni mężowie!

Napięcie, niepewność, co przyniesie jutro, ciągły ruch... Nie każdej z nas podobałaby się taka praca. Ale one nie narzekają. Widzą w niej zalety: podróże, nowe kontakty, szybkie tempo. Renata i Iza opowiadają nam, jak to jest być kobietą detektywem.

Dziesiąta rano, hotel w miasteczku na południu Polski. Izabela i Renata odsypiają zlecenie. Zakończyły je pomyślnie parę godzin wcześniej. Okazało się, że figurant (tak mówi się o osobie obserwowanej) jest niewinny.

Reklama

Nie zdradza żony, naprawdę jeździ z kumplem pograć w golfa. Nagle Izę ze snu wyrywa dzwonek telefonu komórkowego, który trzyma zawsze przy łóżku.

- Pilna sprawa! - słyszy głos pracownika Agencji Detektyw 24, dla której pracują. - Musicie przejąć figuranta i zrobić dokumentację. Za pół godziny będzie przejeżdżał przez miejscowość, w której jesteście.

Iza biegnie w piżamie przez korytarz. Puka do pokoju Renaty. - Pobudka! - woła. Dwadzieścia minut później, ubrane w bojówki i bluzy, jadą za granatowym autem dostawczym.

- Za to właśnie kochamy tę robotę! - mówi Renata ze śmiechem. - Mogę siedzieć w domu z szydełkiem, a za chwilę mknąć ponad sto kilometrów na godzinę w kierunku gór. Detektyw prowadzi intensywne życie. I nie wie, co to jest nuda.

Po kilku godzinach docierają do wiejskiej chaty w górach. Dyskretnie robią zdjęcia, gdy kierowca auta wchodzi do środka, notują. Zadanie wykonane.

Potrzebowałyśmy zmiany

Iza i Renata mają za sobą kilkadziesiąt rozwiązanych spraw. Zero "przegranych". W agencji wiedzą, że dla tego tandemu nie ma zadań niemożliwych.Detektywkami są od dwóch lat.

- Zadecydował przypadek - przyznają obie. Nie oglądały filmów akcji i to zajęcie nie było ich marzeniem. Renata prowadziła małą firmę, Iza była menedżerką restauracji. Obie czuły, że ta praca nie daje im satysfakcji.

Mniej więcej w tym samym czasie znalazły ogłoszenie o naborze do agencji detektywistycznej. Do centrali w Lublinie dotarły tego samego dnia: Iza z Łodzi, Renata z Warszawy. Rozmowa kwalifikacyjna, testy, kursy przygotowawcze. I wreszcie pierwsze zadania. Od początku tworzyły tandem. Zgrały się, polubiły. Zwykle pracują razem, czasami zdarza się, że osobno albo w większych zespołach.

Wszystko zależy od rodzaju sprawy. - Porozumiewamy się błyskawicznie - opowiadają. - Nieraz podczas obserwacji siedzimy po kilka, kilkanaście godzin w aucie. Nigdy się nie nudzimy!

Spędzają ze sobą więcej czasu niż ze swoimi mężczyznami. Oszczędzają im szczegółów z akcji: że było niebezpiecznie, że ryzykowały. - Po co się mają martwić? - mówią obie.

Sprawdź narzeczonego

Pierwsze zlecenie? - Śledziłyśmy obcokrajowca. Klient chciał poznać przebieg jego wizyty w Polsce: z kim się spotyka, co robi - relacjonuje Izabela.

Ale najwięcej spraw dotyczy śledzenia niewiernych mężów i żon. - Zdarzają się też prośby o ustalenie ojcostwa - opowiada Renata.

- Facet od kilku lat płaci alimenty i nagle z jakiegoś powodu zaczyna się zastanawiać, czy to na pewno jego dziecko. Była żona nie zgadza się na badania, więc zostajemy mu tylko my.

- To są zwykle dosyć trudne sprawy, bo trzeba pobrać materiał genetyczny, ślinę lub włos - dodaje Iza. Inne częste zlecenia, to ustalenie czyjegoś adresu, numeru telefonu.

Coraz częściej zdarza się, że narzeczeni przed ślubem chcą sprawdzić przyszłą żonę lub męża: czy nie udaje kogoś innego, czy nie ma za sobą nieciekawej przeszłości, itp.

Kiedyś do agencji zgłosiła się kobieta, która twierdziła, że narzeczony ją notorycznie zdradza. Iza i Renata jeździły za nim wiele godzin. Był czysty jak łza. Kobieta wciąż jednak nie wierzyła w niewinność partnera.

Trzeba było zastosować metodę bardziej radykalną . Iza przysiadła się do niego w pubie i usiłowała go zagadać - Wcale nie proponowałam mu od razu pójścia do łóżka. Ale jeśli ktoś myśli o zdradzie, wystarczy mały sygnał. Ten mężczyzna był naprawdę w porządku - wspomina Renata. Choć żeby przekonać o tym jego dziewczynę, musiałam uciec się do prowokacji.

Tajemnica służbowa

Obie panie są zadbane i efektowne. Czy zdarza im się w pracy wykorzystywać swoją kobiecość? Renata raz zaczarowała parkingowego na lotnisku. - Musiałam siedzieć w aucie pół dnia, w palącym słońcu. Popatrywał na mnie podejrzliwie, więc zaczęłam grać bezradną kobietkę, którą śledzi niewiernego narzeczonego - opowiada. - Uwierzył, a w odpowiednim momencie ułatwił mi szybki wyjazd z parkingu, bez kolejki.

Renata za nic w świecie nie wyjawi, co dokładnie powiedziała parkingowemu, a Iza - o czym rozmawiała z figurantem w pubie. - Nie możemy zdradzać szczegółów na temat pracy. Dyskrecja to jedna z podstawowych zasad w tym fachu. Tak jak lekarz czy ksiądz, detektyw zasłania się tajemnicą służbową.

- Tym bardziej że pomagamy także znanym osobom - mówią. - Czasem jesteśmy świadkami bardzo niewygodnych dla nich sytuacji. Dochowujemy tajemnicy, więc nie bez powodu klienci nam ufają.

Dowiedz się więcej na temat: zlecenie | detektyw

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje