Reklama

Reklama

Dwa razy tańsze owoce i warzywa? Witajcie na samozbiorach

Kilkunastoprocentowa inflacja uderza w Polaków. W odpowiedzi na wzrost cen, wielu z nas szuka sposobów na ograniczenie wydatków lub dodatkowe przychody do domowego budżetu. Rozwiązaniem mogą okazać się… samozbiory. Na czym polegają i ile można dzięki nim zaoszczędzić? Oto odpowiedź.

Samozbiory czyli "przyjemne z pożytecznym"

"Przyjemne z pożytecznym" - tak o samozbiorach mówią ci, którzy brali w nich udział. Na czym polegają? Uczestnicząc w samozbiorach własnoręcznie zbieramy owoce, które potem można odkupić od rolnika za ułamek ceny.

Ogłoszenia o sadach i plantacjach oferujących samozbiory, można znaleźć w mediach społecznościowych i w serwisach ogłoszeniowych, najczęściej jednak rozchodzą się one "pocztą pantoflową".

 Rolnicy decydują się zamieszczenie takiej oferty z różnych przyczyn: czasem chodzi o brak rąk do pracy, czasem o ograniczenie strat np. po nawałnicy, gdy owoce trzeba szybko zebrać.

Reklama

Zobacz również: Jak wydawać mniej pieniędzy na artykuły spożywcze?

Samozbiory: Od jagód po jabłka

Choć praca w polu czy sadzie wiąże się z niemałym wysiłkiem fizycznym, uczestnicy samozbiorów chwalą sobie to rozwiązanie. Ich wysiłkom kilka dni temu przyjrzeli się dziennikarze "Dziennika Wschodniego". "Owoce są pyszne, naprawdę wspaniałe" - cytuje gazeta panią Bożenę z Opola Lubelskiego. "Dobrze, że jest taka możliwość. Przede wszystkim jest taniej niż w sklepie. Poza tym sama sobie urwę i sama zjem".

W ramach samozbiorów można zrywać najróżniejsze owoce: od jagód, przez truskawki, po jabłka czy gruszki. Wszystko zależy od sadu czy plantacji, do której się wybierzemy.

Zobacz również: Bosacka aż złapała się za głowę. Ekspertka apeluje do klientów

Samozbiory odpowiedzią na inflację?

Popularność samozbiorów zwiększa się z roku na rok. Wpływ na rosnące zainteresowanie tą formą zakupu owoców ma kilka czynników. Są to m.in.: zwiększona świadomość konsumentów, chcących pozyskiwać żywność z pewnego źródła, moda na życie w stylu slow, chęć kontaktu z naturą oraz proekologiczne postawy.

W tym roku do tej listy można dopisać jeszcze jeden czynnik, a mianowicie inflację. W czerwcu wyniosła ona ponad 15 proc., a najszybciej rosną ceny żywności, paliw i energii elektrycznej. Nie będzie więc dziwnym, jeśli tego lata Polacy po owoce ruszą nie do marketów i na stragany, ale do sadów.

Zobacz również: 500 plus dla małżeństw. Sprawdź, czy mógłbyś skorzystać

 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy