Reklama

Reklama

Kształtować rzeczywistość

Jak urządzić wnętrze, by czuć się w nim dobrze? Czym w istocie jest design? O ulotności trendów, kreowaniu przestrzeni i ludzkim dążeniu do równowagi opowiedział Karolinie Chymkowskiej Robert Majkut.

Czy w przypadku projektowania wnętrz możemy mówić o obowiązujących trendach? Jaki jest Pański stosunek do pojęcia stylu, mody czy nurtu?

Robert Majkut: Nie ma czegoś takiego jak jeden determinujący nurt. Bardziej zależy to od osobowości samych projektantów, a także potrzeb, oczekiwań oraz aspiracji klientów. Obecnie występują obok siebie różne style, równie dobre jakościowo - klasyczne nurty przetworzone na formy współczesne, ultranowoczesność oraz nadal silnie obecny włoski minimalizm, czy wreszcie powrót do lokalnych korzeni. Niemniej to bardziej konkretne firmy czy konkretni projektanci proponują pewne rozwiązania, aniżeli są one dyktowane przez obowiązujący nurt.

Reklama

Cel jest jeden - dążenie do jakości. Design opiera się na złożonych fundamentach, na poziomie użytkowości, zaawansowanych technologii, które zmieniają nasze życie, na poziomie ekologiczności produktu, na poziomie tego, jak zmienia się jakość naszej przestrzeni. Żyjemy w rozdarciu między ambicjami i aspiracjami a rzeczywistością, która nas otacza. Ekscytujemy się tym, że na targach we Włoszech pokazano jakąś szafkę - a w Warszawie nie mamy nawet porządnych chodników. Co więcej, ta rzeczywistość jest rozwarstwiona: między Warszawą, innymi większymi miastami w Polsce, a poszczególnymi częściami kraju - widać przepaść.

Moją rolą jest zajmowanie się zagadnieniami, które w tej sferze funkcjonują, zwykłymi problemami ludzi, których bardziej od aktualnych trendów interesuje to, by przestrzeń była wygodna, bezpieczna, funkcjonalna.

Czy zatem moda ma w obrębie projektowania wnętrz jakieś szczególne znaczenie?

R.M.: Są pojedyncze zjawiska, ale przypominają migotanie gwiazd w nocy. Nadejście dnia je weryfikuje. Czy takie efemerydy mogą faktycznie wpłynąć na rzeczywistość? Ludzka innowacyjność ma swoje źródło w tym, że zaczęliśmy zmieniać naszą rzeczywistość w sposób świadomy - tworząc narzędzia, budując domy, szyjąc ubrania. U źródeł tego znajdowała się konkretna potrzeba. Jeśli potrzebna jest maczuga, to jedna, ale dobra - nie zaś pięć różnych, w zależności od tego, jaki kto założył garnitur z bawolej skóry.

Najlepszymi odbiorcami designu są ludzie, którzy oczekują bardzo dobrego projektu, niekoniecznie spektakularnego, ale opartego na naprawdę solidnych materiałach. Są to osoby, które nie traktują wyposażenia wnętrza w kategorii mody czy ulotnego zjawiska, ale mają świadomość tego, że kreują pewną trwałą wartość.

W jaki sposób powstają Pańskie projekty?

R.M.: W mojej pracy z ludźmi jest bardzo ważne, byśmy byli zgodni co do tego, czego oczekujemy i co nam się podoba. Ta wspólnota gustów i wyobrażeń względem tego, jak ma wyglądać dobre życie w otoczeniu dobrych przedmiotów, jest podstawą porozumienia. Zazwyczaj są to rzeczy wyraziste, idące w kierunku lekko klasycyzującym, często nawiązujące do utrwalonych wizualnie form, wydobywające to, co w nich szlachetne; bądź też rzeczy wybitnie nowoczesne. Najczęściej staram się umiejętnie łączyć te dwie opcje. Zwracam uwagę na atrakcyjność formalną, ale przede wszystkim na dobre rzemiosło. Nie proponuję klientom rozwiązań jakościowo tandetnych, ponieważ tak rozumiem swoją odpowiedzialność za jakość życia, które będą potem w tej przestrzeni wiedli. Nie da się tak po prostu odpowiedzieć na pytanie, jak "dobrze" urządzić wnętrze.

Obowiązuje tu ta sama zasada, jak z pytaniem "jak dobrze się ubrać". A ja pytam - ubrać kogo? Czy to osoba wysoka czy niska, gruba czy chuda, biznesmen czy artysta, nosi dredy czy goli się na łyso? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wnętrze, tak jak ubranie, musi być dostosowane do osoby, do stylu życia. Nie ma czegoś takiego jak wspólny mentalny mianownik uniwersalnej przestrzeni estetycznej.

Od czego zatem zacząć urządzanie wnętrza?

R.M.: Uważam, że przede wszystkim trzeba umieć zgodzić się ze sobą samym - wiedzieć, czego się chce. W drugiej kolejności poprosić o pomoc osobę - projektanta - która takie pragnienia rozumie, która myśli podobnie. Trzeba szukać własnej tożsamości, a nie robić kalkę tego, co jest akurat "na fali". Są różne modele życia i formy spędzania czasu, stąd dobierane do wnętrza przedmioty trzeba rozważać nie tylko pod kątem tego, że są ładne i że się nam podobają, ale również pod kątem tego, że mają przede wszystkim nam służyć. Należy zastanowić się, gdzie jest centralny punkt domu - w kuchni, przy stole, przed telewizorem, a może w pokoju bilardowym czy w warsztacie? W przypadku przestrzeni prywatnych, najważniejsze w projektowaniu jest wsłuchanie się w siebie.

Można jednak oceniać, że pewne rozwiązania są wybierane chętniej niż inne?

R.M.: Oczywiście. Często jest to zresztą motywowane biologicznie, ponieważ biologia determinuje, że kontakt z pewnymi formami, barwami czy kształtami pobudza albo wycisza, uspokaja bądź też skłania do większej aktywności. Nikt z nas nie czułby się szczęśliwie, siedząc non stop w czarnych pomieszczeniach. Nie dlatego, że czarny ma takie a nie inne konotacje kulturowe, wiąże się z grzechem, śmiercią i żałobą, tylko dlatego, że jest przez nas biologicznie postrzegany jako noc, brak światła. Jest zaprzeczeniem tego, czego oczekujemy od wnętrz w normalnym, codziennym użytkowaniu; zaprzeczeniem komfortu świetlnego. Ludziom, tak jak roślinom, potrzebne jest światło. Takie naturalne, biologiczne potrzeby są badane i kodyfikowane, z czego korzysta również design. Przykładowo, unikamy raczej czerwonych sypialni, ponieważ czerwony pobudza, zamiast wyciszać. Wybierzemy raczej szarość czy jasny błękit.

Mówi się, że kolor kremowy sprawdzi się we wnętrzu lepiej aniżeli np. klasyczna biel, ponieważ emanuje ciepłem. Niebieski jest często wymieniany jako ulubiony kolor, ale już mało kto lubi niebieskie wnętrza, ponieważ dają wrażenie chłodu. Wszystko to wynika po prostu z tego, że jesteśmy ludźmi - to kod, na podstawie którego intuicyjnie kształtujemy naszą przestrzeń. Człowiek, jako taki, dąży do równowagi, i bardzo często sposobem jej poszukiwania jest próba ogarnięcia przestrzeni, poszukiwania miejsca pomiędzy neutralnym, bezpiecznym tłem, w którym czujemy się dobrze, a intrygującymi podnietami wizualnymi w stylu konkretnego żyrandola, stołu czy fotela. Stąd taka popularność łączenia bardzo spokojnych, nowoczesnych rzeczy z elementami antycznymi i na odwrót - np. plastikowe krzesła w klasycznym wnętrzu.

Skoro mówimy o gustach, to jakie rozwiązania wybiera Pan najchętniej?

R.M.: Lubię manifestacje mojego prywatnego świata, w kluczu takim, w jakim ja go sobie wyobrażam. Jestem zdecydowanym zwolennikiem obłych form, które charakteryzuje naturalna miękkość linii nawiązująca do płynności ruchu ludzkiego ciała. Nasza fizyczność jest bardziej zbliżona do form miękkich i płynących aniżeli ostrokątnych, kanciastych. Nie oznacza to oczywiście, że świat powinien być gładki jak kamienie opłukane w rzece - to by było monotonne. Podstawą jest równowaga.

Jak powinna wyglądać współpraca między klientem a projektantem?

R.M.: Najważniejszy jest dialog - praca designera wymaga, aby obie strony mówiły i słuchały, aby istniało między nimi porozumienie. Każdy klient jest indywidualnością i wymaga indywidualnego traktowania. Nie wierzę w coś takiego, jak uniwersalna mądrość i prawda absolutna. Z dobrym projektantem trzeba najpierw rozmawiać, a potem mu zaufać. Istotne jest, aby przy całym bogactwie wyboru, jaki mamy we współczesnym świecie, oraz obecności ludzi, z których pomysłów możemy skorzystać, wybierać te drogi i rozwiązania, które są nam najbliższe.

Essence
Dowiedz się więcej na temat: design | rzeczywistość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama