Reklama

Reklama

Mieszkać jak w Watykanie

Emerytowany malarz pokojowy przerobił swoje mieszkanie, pokrywając ściany freskami w stylu renesansowym, wzorowanymi na tych z Kaplicy Sykstyńskiej. Zainspirowała go książka o Watykanie.

64-letni Robert W. Burns zamienił wałek do malowania na bardziej delikatny pędzel, po tym jak na jednej z garażowych wyprzedaży kupił książkę, która odmieniła jego życie. - Nigdy niczego nie malowałem, nie licząc oczywiście prac, które wykonywałem jako malarz pokojowy - opowiada Burns - Zacząłem metodą prób i błędów i ku własnemu zaskoczeniu, przekonałem się, że potrafię malować renesansowe obrazy.

Ambitną przemianę domu znajdującego się w Brigthon, Burns rozpoczął w roku 2003.
8 lat później niemal każda powierzchnia, w tym należącym do miasta budynku, została pokryta zawiłymi malowidłami przypominającymi dzieła Michała Anioła. Jednak w przeciwieństwie do swojego mistrza, Burns posługiwał się akwarelami, a nie farbami olejnymi.
Burns pozwolił sobie też na wprowadzenie pewnych nowoczesnych elementów: portretu swojej żony i podobizny kontrowersyjnego brytyjskiego aktora Russella Branda przedstawionego jako Jezusa.

Podczas kiedy dom ulegał stopniowej transformacji, Burnsa ogarniały wątpliwości i nieustannie stawiał on sobie pytanie, czy nie posuwa się za daleko, ponieważ dom coraz bardziej przypominał Watykan. Jednak żona cały czas zachęcała go do dalszej pracy: "Jeśli zacząłeś, skończ!" - mówiła.
Teraz, kiedy praca jest skończona, Burns jest zachwycony wynikiem.

- Jestem z tego bardzo dumny. Chętnie pokazuję dom, nawet kiedy przychodzą robotnicy, zawsze ich oprowadzam. Są zszokowani!
Burns martwi się, że dzieła będą musiały zniknąć, jeśli on i jego żona wyprowadzą się.
- Oczywiście trzeba zostawić dom w takim stanie, w jakim się go zastało, więc prawdopodobnie będę musiał wszystko zamalować. Pozostaną tylko kremowe ściany i białe sufity.

Obecnie Burns maluje na płótnie, więc pewnie będzie miał co ze sobą zabrać, jeśli zdecyduje się na przeprowadzkę.
Przedstawiciele Rady Miasta twierdzą, że nie będą żądać zamalowania ścian, nie wiadomo jednak jak na freski zareagują nowi najemcy.
Sam twórca ma nadzieję, że rozsławienie jego dzieła może je uratować. Może jeśli gazety zaczną pisać o tym niezwykłym domu, powstanie tu muzeum?
Na podst. AFP

Reklama

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje