Reklama

Reklama

Tam, gdzie ciągle świeci słońce

Costa del Sol to idealne miejsce, by w listopadzie naładować akumulatory. Aż 300 dni słonecznych w roku. Piękne morskie wybrzeże ciągnące się przez 161 kilometrów. A teraz pobyt tutaj kosztuje mniej niż w sezonie letnim.

Ceny są przyjazne oczywiście z powodu pory roku. Od niedawna też mamy bezpośrednie loty tanich linii do Malagi, stolicy regionu (np. Wizzair, Norwegian, Ryanair). Na dodatek rząd Hiszpanii oferuje zniżki dla seniorów (w wieku 55+, 150 euro dopłaty), które również obejmują opiekunów! Średnia temperatura jesienią to około 20 stopni, a często więcej! Można więc pozwolić sobie nawet na plażowanie. Poza tą prostą przyjemnością trafiamy tu na prawdziwy skarbiec atrakcji: wibrujące flamenco, białe miasteczka na skałach, wspaniałe jedzenie (słynne jamon, czyli szynki!), wino oraz oliwę, nie wspominając o zabytkach, które pozostawili Maurowie, chrześcijanie i Żydzi.

W cieniu palmy

Reklama

Kurorty Wybrzeża Słońca, jak Fuengirola, pełne są wielopiętrowych hoteli tuż przy plażach. Zaletą jesiennego przyjazdu jest brak tłumów. W nadmorskich knajpkach bez trudu znajdziemy miejsce, a po bilety do muzeum czy parków rozrywki nie trzeba stać w kolejkach. Można się cieszyć komfortem hotelu bez zgiełku, który będzie także znakomitą bazą wypadową dla różnych wycieczek. Choćby do Marbelli, gdzie dom ma Antonio Banderas i zatrzymują się gwiazdy, politycy, artyści, by korzystać z pięknego portu jachtowego oraz wspaniałych pól golfowych. Spacerując po deptaku, zanurzamy się więc w tzw. wielkim świecie.

Najpiękniejsze plaże znajdziemy w Algarrobo (ok. 40 km od Malagi), gdzie białe mury domów dawnej rybackiej wioski otaczają linię brzegową, a deptak ocieniają rozłożyste palmy. Tu też zaczyna się szlak słońca i wina (całość to ok. 55 km). Po kieliszku miejscowego trunku ruszamy do Torre del Mar, centrum turystycznego na Wybrzeżu Słońca. Smakosze powinni jednak zjawić się tu wczesnym rankiem, by zdążyć na targ rybny w porcie. Wtedy można zrozumieć, dlaczego Hiszpanie wymyślili tapas - te małe porcje wszystkiego pozwalają skosztować całej gamy przysmaków: ryb, serów, oliwy i oliwek czy egzotycznych dla nas krewetek i ośmiorniczek. Każdy kęs to podróż do raju!

Niedaleko, w Nerja, znajdziemy też punkt widokowy zwany Balcón de Europa, czyli promenadę, która biegnie tuż nad malowniczym klifem, a w dole błyszczy złocisty piasek i turkusowa woda. Jeśli czas pozwoli, trzeba zajrzeć do jaskiń, które liczą ponad dwa miliony lat, by podziwiać dzieła natury oraz naskalne obrazy jeleni, koni, kóz, które powstały wiele tysięcy lat przed narodzeniem Chrystusa.

Dla mieszczuchów

Miejską trasę zaczynamy oczywiście od Malagi. Kuszą bary tapas oraz chiringuitos, restauracyjki nad morzem, gdzie specjalnością są espeto (sardynki z grilla, szczególnie aromatyczne są te pieczone na patyku nad żarem). Punkty obowiązkowe to: katedra, twierdza Alcazaba ze starożytnym amfiteatrem u stóp oraz Muzeum Picassa. Malarz to najsłynniejszy obok Banderasa malagijczyk. Muzeum mieści się w starym klasztorze połączonym z nowoczesnym aneksem.

Zobaczymy jego prace z dzieciństwa (już jako kilkulatek osiągnął taki warsztat, że w tym kontekście nie dziwią późniejsze jego eksperymenty i poszukiwania). Przechadzka główną ulicą - Molina Lario, wykładaną mozaikami z marmuru - to jak specer po eleganckim salonie, zwłaszcza że tu znajdują się sklepy projektantów, modne restauracje i najlepsze bodegi, czyli winiarnie. Ekonomicznych opcji zakupowych trzeba szukać za placem przy Muzeum Picassa, gdzie toczy się życie studentów miejscowego uniwersytetu.

Flamenco i arabeski

Zobaczcie Sewillę, gdzie narodziło się flamenco. Esencją miasta są dzielnice Santa Cruz i Tirana. Wśród wąskich uliczek między straganami dostaniecie najlepsze tapas, a idące kobiety z siatkami nagle je odstawią, zaczną klaskać i tańczyć wprost na ulicy. Z Granady zaś przywieziemy niepowtarzalne wspomnienia mauretańskich budowli z marmurowymi arabeskami i cudownymi ogrodami. Takiej architektury nie ma nigdzie indziej w Europie! Psychologowie twierdzą, że nie uszczęśliwiają nas rzeczy, ale piękne przeżycia - tak. Z Costa del Sol wrócimy z ładnym kawałkiem szczęścia.

Dominika Frankowska


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje