Reklama

Reklama

Walka ze zmianami klimatu w rękach młodego pokolenia. „Wierzymy, że możemy coś zmienić”

Nie cichną głosy o zbliżającej się katastrofie klimatycznej. O tym, że już niedługo może stać się faktem, opowiedziała Julia Gródek – aktywistka klimatyczna z Krakowa i działaczka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Jak sama przyznała, chce walczyć o swoją przyszłość, bo w tym momencie jest ona zagrożona.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny jest ruchem społecznym będącym częścią globalnej inicjatywy Fridays for Future. Przedstawiciele organizacji podkreślają, że nie są ekspertami ds. ekologii i zmian klimatu, ale działając w MSK, wyrażają sprzeciw wobec bierności polityków w obliczu katastrofy klimatycznej.  

Postulują zmianę systemową w Polsce i Unii Europejskiej, a za jej podstawę uważają sprawiedliwą transformację energetyczną. Zależy im m.in. na neutralności klimatycznej - nie tylko w naszym kraju, ale także na terenie UE, zahamowaniu wzrostu globalnej temperatury, redukcji emisji gazów cieplarnianych i wprowadzeniu edukacji klimatycznej.

Reklama

Dagmara Kotyra, INTERIA: W Młodzieżowym Strajku Klimatycznym działają uczniowie szkół średnich i studenci. Jesteście młodymi ludźmi zaangażowanymi w działania na rzecz planety. Czujecie, że wasz głos ma znaczenie? 

Julia Gródek:  Gdy podczas organizacji strajków przychodzą do nas osoby niemal z każdej szkoły w Krakowie, to rzeczywiście wydaje się nam, że to, co robimy, ma znaczenie. Frustrujące jest natomiast to, że nie widzimy zmian ze strony polityków. Staramy się zwracać uwagę na problem, ale nie widzimy żadnej reakcji, a nawet jeśli są obietnice, to nie są one spełniane. Z drugiej strony jest bardzo dużo osób, które nas wspierają i zapraszają do miejsc, w których możemy szerzyć świadomość klimatyczną. 

Wasze strajki przynoszą efekty? 

- Myślę, że zdecydowanie tak. Może nie są to radykalne zmiany, które od razu wpływają na klimat, ale efekty są widoczne. Nasza działalność jest ważna i dlatego robimy to dalej, ponieważ wierzymy, że możemy coś zmienić. 

Z jakimi reakcjami się spotykacie? 

- Bywa różnie. Są osoby, które nie wierzą, że jesteśmy w stanie coś zrobić. Nie dowierzają, że jest problem, bo u nas nie do końca jest on aż tak widoczny. Pamiętajmy jednak, że w Polsce rok temu były susze, które spowodowały, że niektóre wsie nie miały dostępu do wody przez parę dni. Mam wrażenie, że bardzo dużo osób przymyka na to oko i nadal żyje w tej swojej bańce, wypierając możliwość jakiejś katastrofy. 

Jak można przeczytać na waszej oficjalnej stronie, uczycie się z myślą o przyszłości, którą kryzys klimatyczny stawia pod znakiem zapytania. Co chcecie zmienić? Na czym wam zależy? 

- Zależy nam na odgórnych zmianach ze strony polityków. W tym momencie to jedyna szansa, by zatrzymać wzrost temperatury w granicach 1,5°C i nie doprowadzić do ogromnej katastrofy klimatycznej, która wpłynie na nas wszystkich. Chcemy im pokazać, że tego potrzebujemy i dbamy o naszą przyszłość. Nasze młodsze rodzeństwo nie ma czasu, by się tym zająć, jest już na to za późno. To my musimy coś z tym zrobić. Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które może się tym zająć. Oczywiście, zmiany indywidualne też są dla nas bardzo ważne, ale chcemy mieć wpływ na te podejmowane odgórnie. 

Klimat jest ponad podziałami, ale mówi się, że walka z jego zmianami jest w rękach młodego pokolenia. Zauważyłaś, że młodzi ludzie mają większą świadomość dotyczącą zmian klimatu niż osoby starsze? 

- To widać, że nasze pokolenie ma większe pojęcie na ten temat. Mam wrażenie, że nas dotyka to dużo bardziej, bo myśląc o przyszłości, bierzemy pod uwagę, że możemy mieć mniejsze szanse ze względu na kryzys klimatyczny niż nasi przodkowie. Świadomość naszego pokolenia jest zdecydowanie większa niż świadomość pokolenia moich dziadków. Nawet z rozmów ze starszymi osobami wynika, że nie do końca ma to dla nich znaczenie. Mam wrażenie, że te myśli są po prostu wypierane, bo nie zetknęli się bezpośrednio z problemem. Nie dotyczy to jednak wszystkich starszych osób. Niektórzy z nich również mają pojęcie o zmianach dotyczących klimatu. 

Greta Thunberg jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktywistek ekologicznych na świecie. Jest dla was inspiracją? 

- Zdecydowanie tak. Greta była pierwszą osobą, która zaczęła strajkować u siebie w kraju i właśnie u niej powstały pierwsze organizacje Fridays for Future. Później rozpowszechniło się to na całą Europę i my jako Młodzieżowy Strajk Klimatyczny jesteśmy w pewnym stopniu odłamem tej organizacji. Bez Grety właściwie tego wszystkiego by nie było. Jest jedną z nas i bardzo się cieszymy, że coś takiego się rozpoczęło. 

Coraz głośniej mówi się o katastrofie klimatycznej. Co możemy zrobić, by jej uniknąć? Zmiana indywidualnych nawyków jest ważna, czy tylko zmiana systemowa ma znaczenie? 

- Zmiana systemowa jest najważniejsza i bez niej nie jesteśmy w stanie powstrzymać wzrostu temperatury na poziomie 1,5°C, tak jak to było napisane w ostatnim raporcie IPCC. Natomiast zmiany indywidualne mogą się do tego przyczynić. Warto podkreślić, że przemysł mięsny ma bardzo duży wpływ na emisję gazów cieplarnianych, więc przejście na wegetarianizm albo ograniczenie mięsa może pomóc. Takie podstawowe rzeczy jak gaszenie światła, czy oszczędzaniu prądu i wody również jest bardzo ważne. 

Jakie jeszcze działania można podejmować na rzecz ochrony klimatu? 

- Dobrym nawykiem jest wyłączanie wieczorem wszystkich urządzeń elektrycznych, a także rozpowszechnianie informacji dotyczących zmian klimatu, chociażby poprzez udostępnianie postów w mediach społecznościowych, oglądanie filmów naukowych i dzielenie się zdobytą wiedzą. Wszystko po to, by te informacje szły dalej w świat i zwiększały w ten sposób świadomość klimatyczną naszego społeczeństwa. 

A Ty co zmieniałaś w swoim życiu dla dobra planety? 

- Przede wszystkim przeszłam na wegetarianizm, a teraz nawet zmierzam do weganizmu. To była moja pierwsza decyzja, a później stwierdziłam, że nie mogę siedzieć biernie, bo potrzeba coraz więcej osób, które zaangażują się w działania na rzecz planety. Napisałam do MSK i od tamtego czasu działam tam aktywistycznie. Poza tym jestem w samorządzie szkolnym i staram się wprowadzać akcje dla klimatu i edukację klimatyczną, oczywiście o ile jest to możliwe. 

O co w ostatnim czasie postulowaliście? 

- Nasz ostatni strajk był poświęcony wojnie w Ukrainie. Postulowaliśmy, by odciąć zakup węgla i ropy z Rosji. Kraj ten eksportuje tych surowców najwięcej i w momencie wybuchu wojny był to nasz postulat numer jeden. 

Dlaczego zależało wam na zaprzestaniu importu surowców z Rosji? 

- Chcieliśmy w ten sposób okazać wsparcie osobom z Ukrainy. To był strajk dotyczący wojny i klimatu. Gdyby kraj przestał importować węgiel i ropę z Rosji, to nadal musiałby utrzymać energetykę na stałym poziomie, więc byłaby to motywacja do założenia większej ilości źródeł odnawialnej energii czy zastanowienia się nad większą liczbą innych rozwiązań. Raport IPCC podaje, że Polska ma czas do 2049 roku, by odejść od węgla, a nie widzimy działań i zaangażowania, by zrobić to szybciej. 

Zmiany klimatu mają źródło antropogeniczne, są wywołane przez człowieka. Co nas czeka, jeśli w tym momencie nic nie zmienimy? 

- Czeka nas ogromna katastrofa. Już teraz właściwie widzimy wymieranie gatunków, zatapianie się niektórych wysp i zmiany w ekosystemach. Od XX wieku poziom oceanów podniósł się o 20 centymetrów, a to tempo cały czas wzrasta. Może nas to w Polsce nie dotyka, może o tym nie słyszymy, ale to się dzieje cały czas. Te skutki są katastrofalne już w tym momencie i jeśli tego nie zatrzymamy, to cała nasza planeta stanie pod wielkim znakiem zapytania. 

Jakie są skutki ocieplenia klimatu? 

- Przede wszystkim wzrost temperatury oraz bardzo duże zmiany w pogodzie, susze i powodzie. Swego czasy głośno było o pożarach w Australii i one również były skutkiem zmian klimatycznych. Topnieją lodowce, wymierają zwierzęta, mamy coraz więcej ekstremalnych zjawisk pogodowych, które zdarzają się w miejscach, w których nie zdarzały się nigdy wcześniej. Ludzie tracą swoje domy i rodziny ze względu na to, co się dzieje. Te wszystkie wydarzenia trzeba powiązać ze zmianami klimatycznymi i mieć świadomość, że to my za to odpowiadamy. 

Dlaczego ludzie są bierni w działaniach ekologicznych? 

- Trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że jest dużo osób, które szerzą wiedzę, więc nie chciałabym tego zrzucać na brak informacji, ale to jedyne, co przychodzi mi do głowy. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że wiem, jak świat się w tym momencie zmienia i pozostaję bierna. Wiele osób jednak nie chce o tym wiedzieć. Przez to nie słyszą o katastrofalnych skutkach i statystykach, które są przerażające. Moim zdaniem osoba, która jest świadoma, co nas czeka, nie jest w stanie pozostać bierna w tej sytuacji. 

Oszacowano, że rok 2050 będzie rokiem katastrofy klimatycznej i może ta bierność wynika z przeświadczenia, że te niecałe 30 lat to sporo czasu. 

- Tak naprawdę tego czasu jest bardzo mało. Jeśli do tego momentu nie uda nam się nic zmienić, to będzie ogromna katastrofa, a niektórzy ludzie nie przyjmują tego do wiadomości. Wydaje się im, że do 2050 roku mają czas na powolne zmiany, ale to absolutnie nie działa w ten sposób. My potrzebujemy zmian tu i teraz. Jeśli to się nie uda, to 2050 rok będzie rokiem, w którym zmieni się wszystko. 

Jak budować świadomość klimatyczną? 

- Warto oglądać filmy dotyczące zmian klimatycznych, czytać statystyki i raporty, chociażby IPCC. Istotne jest również angażowanie się w różne strajki. One nie opierają się na wykrzykiwaniu haseł. Pojawiają się na nich również przemowy, z których można zaczerpnąć sporą dawkę wiedzy. W szkole z samej podstawy programowej nie jesteśmy w stanie się za dużo na ten temat dowiedzieć. Podczas całej edukacji w liceum są tylko trzy tematy poświęcone ekologii i klimatowi. Poza tym należy rozmawiać na ten temat, ale rozpowszechniane informacje trzeba sprawdzać i sięgać do sprawdzonych źródeł. 

Gdyby edukacja klimatyczna była na większą skalę, to bylibyśmy w stanie zatrzymać te zmiany? 

- Byłoby to bardzo pomocne. Właściwie kryzys klimatyczny wpływa na wiele obszarów naszego życia, a mało kto zwraca uwagę, że jest to ze sobą powiązane. Gdyby edukacja klimatyczna została wprowadzona, to wiele osób przejęłoby się tym, co dzieje się z planetą. 

Przez brak edukacji w społeczeństwie jesteście odbierani jako osoby, które wyolbrzymiają problem? 

- Bardzo często jesteśmy tak odbierani, oczywiście nie przez wszystkich. Nawet czasami nauczyciele komentują nasze nieobecności w szkole spowodowane strajkami. Twierdzą, że szkoła jest ważniejsza. Słychać ze strony osób starszych, że wyolbrzymiamy problem i to nasz sposób buntu. To frustrujące, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Ja chcę walczyć o moje młodsze rodzeństwo, o siebie i moją przyszłość, bo w tym momencie jest ona zagrożona. 

Gdybyś mogła teraz stanąć przed grupą osób, które nie przejmują się tym, że istnieje ryzyko katastrofy klimatycznej, to co byś im powiedziała? 

- Wyjaśniłabym całą sytuację, zaczęłabym mówić o negatywnych skutkach, przytaczając statystyki i myślę, że to by ich zainteresowało. Wiem jednak, że nie jestem w stanie przekonać każdego i zdaję sobie z tego sprawę. 

Jaki argument mógłby do nich dotrzeć? 

- Najmocniejszym argumentem mogłoby być to, że już jesteśmy zagrożeni. Możliwe, że za parę lat nie będziemy mieli wody, będzie problem z jedzeniem, a wiele osób będzie zmuszonych zmienić swoje miejsce zamieszkania. Właściwie z tego powodu zaczniemy wymierać i to zaczyna się już teraz. Nie będziemy myśleć, czym zajmiemy się w przyszłości, będziemy się zastanawiać, czy ta przyszłość będzie dla nas w stanie zaistnieć.   

***

Zobacz także:

Globalne ocieplenie. Jak zmiany klimatyczne wpłyną bezpośrednio na Polskę?

Co czwarty młody człowiek najbardziej boi się zmian klimatu

Areta Szpura: Przed nami jeszcze dużo do zrobienia

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy