Reklama

Reklama

10 lat za podrywanie

Nawet 10 lat więzienia grozi "zakochanemu" Sebastianowi W. za jego niefortunne zaloty.

Proces bezrobotnego Sebastiana W., który przez ponad rok miał nękać dwudziestokilkuletnią dentystkę, a także jej ojca i znajomego rozpoczął się w piątek przed warszawskim sądem rejonowym. Oskarżony swe działania tłumaczył przed sądem "zakochaniem", nie przyznał się do przestępstw.

Sebastianowi W. prokuratura postawiła łącznie 13 zarzutów, w tym: śledzenia i molestowania kobiety w autobusie, prób wdarcia się do domu poszkodowanej, naruszenia nietykalności policjantów, którzy próbowali go wylegitymować, a także gróźb kierowanych pod adresem znajomego kobiety i uszkodzenia jego samochodu.

Reklama

Poszkodowana Angelika K. powiedziała dziennikarzom, iż oskarżony m.in. pojawiał się po kilka razy dziennie pod jej domem, "biegał za samochodem, kładł się na masce". "Potrafił o trzeciej nad ranem być u mnie pod balkonem i rzucać kamieniami w okno" - dodała.

Mężczyzna składał w piątek po odczytaniu aktu oskarżenia wyjaśnienia i potwierdził, iż dążył do spotkań z dentystką. Nie przyznał się jednak do żadnego z postawionych mu zarzutów.

Dramat lekarki zaczął się w październiku 2006 roku, gdy asystowała ona przy wyrywaniu zęba oskarżonemu. Kolejnego dnia mężczyzna pojawił się znowu w klinice i wyznał kobiecie miłość. Mimo, że starała się unikać oskarżonego, Sebastian K. nie rezygnował; zaczął też przychodzić pod blok dentystki i jej rodziców.

"A skąd oskarżony znał adres poszkodowanej" - zapytał sędzia Łukasz Mrozek. "Jak byłem przesłuchiwany na policji w grudniu 2006 roku, to na biurku leżało zawiadomienie z adresem i numerem telefonu Angeliki" - odpowiedział Sebastian W. Dodał, że przychodził pod dom kobiety, gdyż "był zakochany i zrozpaczony całą sytuacją".

"Czuję się tym wszystkim zmęczony, mam dość i choć jestem niewinny mogę poddać się karze dwóch lat więzienia w zawieszeniu na lat pięć" - mówił oskarżony.

Na wniosek ten nie wyrazili jednak zgody prokurator i Angelika K., która jest oskarżycielką posiłkową. Uzasadniali oni, że "żadna kara w zawieszeniu nie jest adekwatna do okoliczności sprawy".

W ocenie pełnomocnika poszkodowanej, mec. Rafała Rogalskiego, dużym sukcesem jest doprowadzenie sprawy do etapu postępowania sądowego. Rogalski dodał, iż początkowo pojawiały się rady, by kobieta "umówiła się na kawę z późniejszym oskarżonym i wyjaśniła nieporozumienia".

Sebastianowi W. grozi do 10 lat więzienia. Mężczyzna od prawie dziewięciu miesięcy przebywa w areszcie. Wniosek o uchylenie aresztu złożył jego obrońca, natomiast prokurator i pełnomocnik poszkodowanej wystąpili o przedłużenie aresztowania. Śródmiejski sąd rejonowy rozstrzygnie tę kwestię 4 grudnia. Proces będzie kontynuowany 5 stycznia, wówczas wyjaśnienia zakończy oskarżony, sąd ma wysłuchać także poszkodowaną.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kara więzienia | oskarżeni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje