Reklama

Reklama

Adopcja ze wskazaniem

Jedna kobieta pragnie być mamą za wszelka cenę. Druga - przeciwnie, nie chce albo nie może wychować dziecka. A przecież jej syn lub córka też zasługują na miłość. Choćby w obcej rodzinie.

Co roku 1200 matek biologicznych oddaje noworodki ludziom, których same wybrały, omijając trudne procedury w ośrodkach adopcyjnych. Dorota i Kasia odnalazły się w internecie. Dzięki temu spotkaniu ich wspólna córka jest otoczona miłością.

Zaparkujcie przy starym klonie. Pod nim jest ławka. Spotkajmy się za pół godziny - Dorota instruuje przez telefon. - Zrozumiałem - odpowiada Maciek. Ściska Kasię, swoją żonę, za rękę.

- Wszystko się uda - szepcze - nie jesteśmy przestępcami. Jest 16 maja 2008 roku. Za chwilę wezmą w ramiona swoją córeczkę. Kiedy tylko odbiorą ją od Doroty. Mamy biologicznej. "Nie róbmy tego w szpitalu", Dorota bała się, że personel odkryje, że oddaje dziecko. Ordynator natychmiast zgłosiłby to ośrodkowi adopcyjnemu, a ona chciała znać przyszłych rodziców swojego dziecka. Sama ich znalazła. W internecie. Teraz pod klonem odda córeczkę, której nie może wychować. Są! Kasia otwiera drzwi taksówki.

Reklama

To twoja mama

Dorota ma na rękach zawiniątko w śpioszkach. - "Lenko, to twoja mama", Dorota podaje śpiące niemowlę zdecydowanym ruchem. Kasia uśmiecha się. Dorota zaciska usta. "Ma twoje oczy, zobacz, jaka jest do ciebie podobna". Kiedy Maciek układa Lenkę w foteliku, Kasia powtarza w kółko: "Dziękuję ci. Nie rozmyślisz się? - pyta po raz setny. Dorota kręci głową: - To wasza córka. Dajcie znać, kiedy dojedziecie", jak najszybciej chce się pożegnać. - Pamiętam rozstanie, klatka po klatce, jak w zwolnionym tempie - wspomina Kasia. - Odwracam się i widzę pod klonem starą kobietę. 23-latka wyglądała jak pięćdziesiątka. Smutna. Opuszczona.

Dorota też pamięta każdą sekundę: - Usiadłam na ławce i przez pół godziny wyłam. Leciały łzy. Bluzka była mokra od mleka. Tabletki na zatrzymanie laktacji jeszcze nie działały. "Będzie miała życie jak księżniczka", pocieszałam się, myśląc o córce. Przecież Kasia powtarzała: "Znasz teorię pomylonych brzuchów? Lenka zagubiła się w czasoprzestrzeni. Niechcący zamiast do mojego ciała trafiła do twojego. Wiesz, że w tej historii są trzy ciąże. Jedna moja. Jedna twoja. I nasza wspólna".

Ciąża Kasi

Dziewięć miesięcy wcześniej. Kasia obchodzi 38. urodziny. W prezencie wiadomość: "Jesteś w ciąży", potwierdza ginekolog. Maciek MMS-em rozsyła przyjaciołom zdjęcie z USG. "Ten pączek w dolnym rogu to dziecko!", pisze. Finał czterech lat starań w ich sześcioletnim małżeństwie.

- Nie od razu chcieliśmy być rodzicami - opowiada Kasia - studia MBA, doktorat, wysokie stanowisko w lianiach lotniczych. "Poczekajmy, nacieszmy się sobą, pojedźmy na Kostarykę, do Laosu, na Saharę - może tam zaplącze się jakieś ziarenko", żartuje Maciek, kiedy rozmawiają o dziecku. "Nie teraz. Trzeba wziąć tabletki na malarię", odkładają jednak decyzję.

Spełniają kolejne marzenia: kupują 200-metrowy dom z ogrodem. O dziecko starają się "bez ciśnienia". W kuchni wylegują się koty. Pojawia się wilczur Loco. Kasia zwraca się do nich "Dzieciaki, micha!". Szczęśliwe życie w ciągu dnia. Nocą męczą koszmary.

14 dni ciąży

- Śniła mi się córeczka - wspomina Kasia. Już wie: Chce dziecka. Niepokoi się: "Trzy lata bez antykoncepcji. Co ze mną nie tak?". Badania, kolejny rok prób. Bez skutku. "Może in vitro", namawia lekarz. Zielona tabletka rano, czerwona wieczorem - trzeba wspomóc się hormonami. Są jajeczka! Udaje się zapłodnienie w probówce. W 38. urodziny Kasia jest w ciąży. Bolą piersi, ma nudności. Prosi męża: "Kup mi kwas foliowy, owoce, jogurty. A! i krem na rozstępy", postanawia celebrować każdy dzień ciąży. W sumie 14 dni. - Piersi przestały boleć. Krwawiłam - opowiada. "Poronienie", potwierdza lekarz. Kolejne próby, tabletki, zabiegi - rachunki przekraczają cenę średniej klasy samochodu. Kasi nie chce się wstawać rano z łóżka. Dostaje szału, czytając mail od koleżanki poznanej w klinice: "In vitro się udało, kończymy czwarty miesiąc". "Kochanie, próbujmy - namawia Maciek. - Po co, niech ktoś wyrwie mi macicę. Ten ochłap mięsa!".

W dniu, kiedy to wykrzykuje, po kolędzie przychodzi ksiądz. Kasia histeryzuje: "Do diabła z Panem Bogiem! Daje dzieci ludziom, którzy gwałcą, biją, pakują do beczek. Ale nie nam. - Pomodlę się za was", mówi ksiądz. "Może spróbujecie adopcji?", sugeruje katolicki ośrodek. Kasia wykręca numer po kilku tygodniach. Oschły głos w słuchawce dopytuje: "A ślub kościelny jest? Państwo praktykujący? - No różnie. - To jak będzie regularnie, zapraszam". Kasia rzuca słuchawkę. - "Zabierz mnie daleko", prosi męża. Tydzień później wyruszają na Jamajkę.

Adopcja ze wskazaniem

W taksówce na lotnisko Kasia słucha audycji. "Ile kosztuje dziecko. Pięćdziesiąt, sto tysięcy? - dopytuje dziennikarz. - Adopcja ze wskazaniem to nie handel dziećmi - denerwuje się kobieta. - Jest zgodna z prawem. Matka biologiczna w ciąży znajduje rodziców zastępczych, omijając procedury w ośrodku adopcyjnym. Noworodek zamiast spędzić sześć tygodni w metalowym łóżeczku w pogotowiu opiekuńczym albo szpitalu, trafia do upatrzonych taty i mamy. To zaleta adopcji ze wskazaniem".

Po 20 godzinach lotu, w Bridgetown na Jamajce Kasia znajduje kafejkę internetową. Wstukuje adres zapisany na serwetce na lotnisku: adopcjazewskazaniem.pl. W dziale "ogłoszenia" wiele podobnych postów: "Szukam rodziny dla mojej Kruszynki. Uczciwych ludzi, którzy zapewnią jej prawidłowy rozwój emocjonalny i intelektualny. Mam siedemnaście lat. Za tydzień urodzę córkę, na którą mnie nie stać. Nie pracuję, bo muszę się uczyć. Proszę o kontakt tych, którzy mogą zabrać chłopczyka od razu po porodzie". - O Boże, to za tydzień - Kasia pokazuje anons Maćkowi. - Nie zdążymy wrócić. Oboje chcą wierzyć: tu znajdzie się nasze dziecko.

Ciąża Doroty

Luty 2008. "To będzie moja dzidzia, mamusiu? Taka laleczka jak baby born" - dopytuje się czteroletnia Maja. W poczekalni przychodni głaszcze po brzuchu Dorotę. "Ciii, Majuniu, ciii", ucisza dziewczynkę. Bo ludzie usłyszą. Dorota jest w dwudziestym tygodniu ciąży. Odkąd na teście zobaczyła dwie kreski, budzi się w nocy przerażona. Serce wali jak oszalałe, drżą ręce. Ciało wysyła sygnał: wiem, że nie chcesz tego dziecka. Dorota chodzi w obszernych swetrach, luźnych bojówkach. Przytyki koleżanek: "Chyba utyłaś", tłumaczy: "Zajadam stresy czekoladą". Ukrywa ciążę. Ma 23 lata.

Usiłuje być choć "przyzwoitą" mamą dla Mai, zaliczyć licencjat na wymarzonej europeistyce, sprawdzić się w pracy - jest księgową. Po rozstaniu z mężem mieszka w kawalerce z mamą rencistką i córką. Musi zarobić na całą trójkę. I gdzieś, między wykładami, pracą i zajmowaniem się Mają - pożyć. Iść na imprezę, do kina. Poszukać mężczyzny. "W moim życiu nie ma miejsca na kolejne dziecko. Nikt się o nim nie dowie", postanawia. "Nie dorosłam do bycia dorosłą", myśli.

Poczuć dawną beztroskę

Dwa lata wcześniej. Dorota z kilkunastomiesięczną córką jedzie do rodzinnego domu. "Mamo, zaopiekuj się Majką, proszę. Trafiła mi się praca w Londynie. Zarobię dwa tysiące funtów. Wynajmę mieszkanie. Będę mogła wyprowadzić się od Rafała. Zacznę normalne życie". Rafał, ojciec Majki i mąż Doroty, ma 20 lat. Nie pracuje, dostaje pieniądze od rodziny. Zamiast bawić się w dom, woli palić jointy albo wychodzi po papierosy. Czasem na kilka dni. Potem wraca i przeprasza: "Tylko was kocham".

Dostaje rozgrzeszenie. - To była wieczna szarpanina - opowiada Dorota. - Niezapłacone rachunki, zakupy na kreskę w osiedlowym sklepie. Użeraliśmy się, potem godziliśmy w łóżku. Traktowałam seks jak protezę czułości. Przecież nie zasługiwałam na więcej - mówi. - Zawiodłam rodziców, związałam się z nieodpowiednim facetem, zaszłam w nieplanowaną ciążę. No i byłam złą matką. "Weź dziecko na ręce", mówiła mama, a ja do piątego miesiąca bałam się wykąpać Maję. "Idź do babci", chętnie wciskałam córkę. Życie z dzieckiem dłużyło się.

Chciałam znowu być beztroska.

"Skoro Rafał może uciekać, ja też", myśli Dorota, planując wyjazd do Anglii. "Tylko na miesiąc", okłamuje matkę. Londyn to "ściema". Jedzie do Warszawy - zatrudnia się w restauracji. Zmienia komórkę, nie dzwoni do domu. Znika bez śladu. W stolicy ma nowe bezproblemowe życie. Jest singielką. Nie przyznaje się do dziecka, męża, zresztą co to za mąż. W drodze do pracy Dorota mija sklep z zabawkami - odwraca głowę. "Maja już potrafi liczyć. Wiesz, jak pięknie rysuje? Na Boga, wracaj, ona cię potrzebuje" - po roku życia w ukryciu Dorota dostaje telefon. To matka. - Ktoś z rodzinnego Torunia zobaczył mnie w klubie, wiadomość rozniosła się i dotarła do rodziny - opowiada.

Niechciana ciąża

- Mama nie szukała mnie przez policję. Natychmiast pozbawiono by mnie praw rodzicielskich za ucieczkę. A ona wierzyła, że wrócę i dorosnę do roli matki. "Odzyskam córkę", myśli Dorota. Wraca. Pakuje do walizek torby z prezentami dla Mai. Kiedy wchodzi, dziewczynka zawstydzona chowa się za babcię. Dopiero lalka Barbie przełamuje lody. - "Dziękuję - cieszy się. - A ma pani dla niej karocę, taką jak w przedszkolu?". - Ścięło mnie z nóg - wspomina Dorota. "Naprawię rodzinę - wierzyłam mimo wszystko. - Odzyskam męża". Udaje się. Na krótko. - Rafała interesował tylko powrót do sypialni. Potem znowu wychodził po papierosy - opowiada. - A ja wkrótce odkryłam, że jestem w ciąży. "Dziesiąty tydzień - potwierdza ginekolog. - Gratuluję, proszę nie płakać. Kobiety marzą o takiej wiadomości".

Strach. "Jak poradzę sobie z dwójką - myśli Dorota - skoro nie potrafię być mamą dla Mai. Małżeństwo mi się rozpada. Matka traktuje jak darmozjada". Szuka ratunku. "Niechciane ciąże", wpisuje wieczorem w internecie. W odpowiedzi "reklamy aborcji": "Wywoływanie miesiączki w narkozie. Telefon...", wyłącza komputer.

- Aborcja nie przeszła mi przez myśl - wyznaje. - Szukałam wsparcia, nadziei, że wszystko się ułoży, że dam radę. "W Krakowie jest okno życia - czyta na jednym z forów. - Miejsce, gdzie możesz zostawić noworodka. Po kilku minutach włączy się alarm. Zakonnice zaopiekują się dzieckiem, a ciebie już tam nie będzie". "I nigdy nie dowiem się, co się z nim stało?", myśli Dorota. Bezradna pisze kolejne posty: "Pomóżcie! Jak pokochać niechciane dziecko?". Ktoś podpowiada: "Przeczytaj artykuł o adopcji ze wskazaniem". Trafia na link do strony, gdzie takich zdesperowanych matek jest wiele. Są tam też rodzice, którzy o dziecku marzą. Dorota loguje się. Jeszcze tego samego dnia dostaje maila: "Sama oddałam córkę. Dzwoń o każdej porze... Pomogę ci przez to przejść, znajdziemy rodziców". Dorota zaczyna wierzyć: wszystko się ułoży. "Nie porzucę cię. Nie zabiję. Znajdę kochającą mamę", mówi w myślach. Ołówkiem na brudno pisze anons, który zamieszcza na stronie: "Poszukuję rodziców dla dziewczynki...".

Marta Bednarska

Twój Styl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: adopcje | ciąża | tabletki | telefon | matka | córka | myśli | adopcja | dziecko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje