Reklama

Reklama

Ciekawość nie zna granic...

Paparazzo, paparazzi - to pierwotnie żartobliwe określenie dla żądnych sensacji fotografów prasowych, którzy śledzą i rejestrują życie gwiazd.

Słowo paparazzo znaczy po włosku "brzęczący insekt", a wywodzi się ze sławnego filmu Federico Felliniego z 1960 roku "La Dolce Vita", w którym właśnie niejaki Paparazzo kreuje rolę natarczywego fotografa. Paparazzo grał Walter Santesso, a pomysł na określenie fotografa tym nazwiskiem wziął Fellini z ławy szkolnej. Tak nazywał się przyjaciel reżysera - bezwzględny, natarczywy i szukający sensacji.

Paparazzi są zawsze w pogoni za dobrym i ciekawym, a najlepiej szokującym zdjęciem. Nigdy dotąd paparazzi nie mieli tak złej opinii jak obecnie.

Reklama

W całej Europie, od chwili śmierci lady Diany, zostały bardzo zaostrzone restrykcje prawne w stosunku do paparazzi, pomimo tego ciągle pojawiają się zdjęcia wielkich i sławnych, które zaspokajają ciekawość czytelników brukowej prasy, ale naruszają prywatność i w wielu przypadkach ranią godność obiektów zdjęć.

Paparazzi spędzają swe życie w korytarzach hotelowych, przed bramami domów gwiazd - wszędzie tam, gdzie można liczyć na "złapanie" znanej twarzy. W Hollywood i wielkich metropoliach amerykańskich i europejskich trwa istna wojna między ochroniarzami gwiazd i paparazzi. W tej wojnie wszystko jest możliwe i dozwolone.

W Ameryce w tej branży królują obecnie dwa ważne nazwiska. Frank Griffin, szef największej w Los Angeles agencji paparazzi "Bauer & Griffin" oraz młody, 26-letni paparazzo Mel Bouzad, Anglik z pochodzenia.

Bouzad stał się znany, gdy dostał 120 tys. dolarów za zdjęcie Jennifer Lopez i Bena Afflecka zaraz po rozwiązaniu swoich zaręczyn. Wiadomość dostarczyła mu przekupiona fryzjerka aktorki. Mając lat 16 fotografował już dla londyńskiej agencji Yellow Press, gdyż żaden inny zawód nie mógł mu przynieść 3 tys. funtów dochodu dziennie.

Bouzad zna wszystkie haczyki i metody tego zawodu, a wiele sam wynalazł. Czasem bardzo proste, ale niezwykle skuteczne.

Słynnego Liama Gallaghera wyciągnął z domu przysyłając mu pod drzwi po prostu pizzę. Gdy drzwi zostały otwarte wystarczyło nacisnąć migawkę aparatu.

Bouzad posiada swój "system nawigacyjny", który obejmuje 200 najważniejszych miejsc, gdzie pojawiają się gwiazdy. Później zdjęcie, transfer poprzez laptop do biura i chętne pisma kupują. Takie zdjęcia trzeba szybko sprzedać, bo na następny dzień muszą być już świeże.

Około 600 "topowych" zdjęć robi utalentowany paparazzo w ciągu roku i wszystkie sprzedaje. Gdy w ciągu dnia interesy idą źle, wynajmuje helikopter i wybiera się na "polowanie".

Mel Bouzad w wywiadzie wyznał, że rozdaje około 5 tys. kart wizytowych rocznie, wszystkim, od kelnera przez pielęgniarkę, po menedżerów, obiecując dobre pieniądze za użyteczne informacje: kiedy, gdzie, kto, z kim? Wszystko może się przydać. I wszyscy.

Jak mówią o sobie paparazzi, ich głównym celem jest "uczłowieczenie sław", zrzucenie z nich masek, pokazanie w zwykłych sytuacjach, bez makijażu, kreacji - po prostu w kapciach. Lub sytuacjach, które mogą przerodzić się w skandal.

To właśnie jest interesujące dla zwykłych "zjadaczy" prasy bulwarowej - Pamela Anderson na zakupach bez makijażu, Cindy Crawford w brudnym podkoszulku podczas zabawy z córeczką, Robbie Williams w spodniach pokazujących brzuch, nietrzeźwi synowie księcia angielskiego etc.

Ciekawość ludzka nie zna granic, dlatego paparazzi zarabiają miliony i są ciągle potrzebni. Ich problemy z prawem i ze sławnymi tego świata są z góry zaprogramowane w zawód, gdyż nikt nie fotografuje się chętnie w sytuacjach dla siebie żenujących czy poniżających.

Dodać warto, że paparazzi też często żyją w ukryciu, podobnie jak obiekty ich zainteresowania.

Niemiecki paparazzo Hans Paul w cyklu rozmów o swoim zawodzie opowiadał o miejscach spotkań amerykańskich aktorów. Okazuje się, że najlepiej zrobić dobre zdjęcie nie w Hollywood, a w Malibu. Tam właśnie gwiazdy robią zakupy w supermarkecie "Ralph", jedzą w restauracji Japończyka "Nobu", a kawę piją się na stojąco w "Starbucks"

Ulubione motywy paparazzi to pocałunki i chwile intymności, pobyty na plaży, zakupy, zabawy z dziećmi... To w przypadku gwiazd, bo jest także druga strona tego medalu - dokumentacja gwałtu, przemocy, śmierci i cierpienia... Bo zasadą paparazzi jest nie mieć zasad.

Paparazzi bardzo często trafiają do sądu, mają na koncie wyroki, ale i to nie jest ich w stanie powstrzymać. Dlatego w niektórych miastach lub stanach USA wprowadza się lokalne przepisy przeciwko paparazzi.

Za sprawą gubernatora Arnolda Schwarzeneggera w Kaliforni obowiązuje bardzo ostra ustawa, która ma chronić wielkich i sławnych przez wścibstwem paparazzi. Z opowiadań samego Schwarzeneggera wynika, że codziennie pod jego domem stoi około 20 samochodów paparazzi, w oczekiwaniu na minę, z jaką wyjdzie z domu.

Za "prekursora" zawodu paparazzi uznaje się Amerykanina Matthew B. Brady'ego, który przedstawił w 1861 roku amerykańską wojnę domową z całym jej okrucieństwem.

Wiele lat później Erich Salomon małą kamerą Leica zrewolucjonizował dziennikarstwo fotograficzne. To on znajdował polityków śpiących w salach konferencyjnych i gwiazdy lat trzydziestych ubiegłego wieku w niedwuznacznych sytuacjach. Nowojorski tygodnik "Life" pisał w 1936 roku o Salomonie z wielkim podziwem.

Lata całe zdjęcia paparazzi były uchwyceniem chwili, wydarzenia, obrazem czasu... Z czasem jednak cyfrowa rewolucja stworzyła inne możliwości, a zdjęcie w bulwarowej gazecie stało się składanką kilku zdjęć, fotomontażem. I ponoć tak trzeba, bo czytelnik tabloidu czeka ciągle na coś nowego, szokującego...

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: paparazzo | paparazzi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje