Reklama

Reklama

Michael Sanderson: Przyglądajmy się naszym myślom

- Codzienna walka powoduje, że jesteśmy przemęczeni, zestresowani, nie umiemy cieszyć się z tego, co mamy. Brakuje nam spokoju. Dzięki uważności możemy przyjrzeć się wszystkim naszym myślom, tropić absurdy, lęki. Zobaczyć, co nam służy, czego potrzebujemy - mówi Michael Sanderson z Akademii Mindfulness.

Katarzyna Pruszkowska: Czym jest Mindfulness?

Michael Sanderson: - Celowym zwracaniem uwagi na to, co dzieje się "teraz". To bardzo ważne, bo zwykle myślimy o przyszłości albo przeszłości, wspominamy albo marzymy. Uważność zakłada, że koncentrujemy się na chwili, która właśnie trwa.

Rozumiem, że trudno skoncentrować się na bieżącej chwili, kiedy wokół jest wiele bodźców. Ale często trudno zapanować nad myślami nawet wtedy, kiedy już jest spokojnie np. przed snem.

- To prawda. Nasz umysł jest nieustannie zajęty. W pracy myślimy o tym, co będziemy robić po powrocie, w domu - o tym, co będziemy jutro robić w pracy. A przed snem, zamiast się wyciszyć, często analizujemy problemy, które pojawiły się w ciągu minionego dnia. To wszystko bywa bardzo męczące.

Reklama

Nad myślami można zapanować?

- Można sprawić, że nie będą nieustannie zwracały na siebie naszej uwagi. Wiele osób mówi "nie mogę przestać o tym myśleć". Natomiast odpowiedni trening uwagi pozwala opracowywać pewną niezależność od swoich procesów myślowych.

Jak?

- Przede wszystkim uświadamiając sobie, że mamy wybór. Można ująć to tak:  wszystko, co robimy w życiu, ostatecznie prowadzi nas albo do szczęścia, albo nieszczęścia. Więc jeśli ktoś zda sobie sprawę z tego, że ta nieustanna gonitwa myśli mu przeszkadza bo np. nie może skupić się na ważnych rzeczach albo przestać zamartwiać, może przyjrzeć się temu zagadnieniu w duchu przyjacielskości i cierpliwości wobec siebie. A to spowoduje, iż stopniowo te myśli stracą siły.

- To nie jest łatwe, bo każdy z nas ma w sobie "wewnętrznego nadzorcę", który nieustannie nas pilnuje i ocenia. Np. podczas medytacji, kiedy staramy się nie wikłać w swoich myślach, pojawia się i mówi "brawo, teraz ci się udało" albo "znowu ci się nie udało, jesteś za słaba, to nie dla ciebie". Na początku warto zdać sobie sprawę z tego, że ten nadzorca istnieje. Nie aby z nim walczyć, czy ignorować jego głos, ale aby posłuchać go i nauczyć się mówić: "dobrze, że jesteś, ale w tej chwili nie jesteś mi potrzebny".

Znam ten głos.

- Każdy z nas go zna. Czasem komunikuje wprost: "nie jesteś dość dobry", "nie uda ci się". Ale czasem przybiera bardziej subtelną maskę. Mówi: "jesteś dobra, ale możesz być lepsza", czyli dąży do sytuacji, w której człowiek sam staje się dla siebie katem. Za dużo wtedy pracuje, chodzi na dziesiątki zajęć dodatkowych, kursów, szkoleń. Wszystko dlatego, żeby być lepszym, żeby "nie marnować swojego życia". Nasz nadzorca przekonuje nas, ile możemy osiągnąć, kim się stać, jeśli będziemy harować. To oczywiście prowadzi do wypalenia, bo ciało w końcu odmówi posłuszeństwa, umysł może też. Ludzie nauczyli się ignorować sygnały, które wysyła nam organizm: jeśli boli, bierzemy tabletkę, jeżeli chce nam się spać, pijemy kawę.

Zagłuszamy, żeby móc dalej walczyć.

- Tak. Ludzie zapominają, że rozwój wymaga czasu. Posłużę się metaforą, ale chyba całkiem trafną. Kiedy sadzimy roślinę nie wymagamy od niej, żeby urosła w tydzień. Podlewamy ją, przenosimy doniczkę z miejsca na miejsce, żeby zapewnić jej jak najlepsze warunki, chronimy od mrozu. Jeśli o nią zadbamy, urośnie. Ale w swoim tempie. Jeśli będziemy ją za często podlewać, zostawimy za długo na palącym słońcu - zgnije albo uschnie. Ludzie zapominają, że są podobnie delikatni. Zamiast chwalić się za każde osiągnięcie, nawet jeśli nie wszystko poszło zgodnie z planem, złoszczą się na siebie. A przecież można powiedzieć: "udało mi się, nauczyłam się. Następnym razem pewnie pójdzie mi lepiej".

Dlaczego jesteśmy wobec siebie tacy okrutni?

- Może w przeszłości nie mieliśmy innego wyjścia. Życie naszych przodków było bardzo ciężkie, pełne wojen, głodu, strachu. Nie mogli, w przeciwieństwie do wielu z nas, powiedzieć, że wiedzą, co będzie jutro czy za tydzień. Walczyli, bo chcieli poprawić swój los, dążyli do tego, żeby ich potomstwo żyło godniej. I tak przeważnie się stało. Żyjemy dłużej, mamy więcej dóbr materialnych, czasami nawet za dużo. Ale ten instynkt, który prowadził naszych przodków, ciągle w nas jest. Ciągle od siebie wymagamy "więcej".

- Łudzimy się, że więcej pieniędzy, większy dom, lepszy samochód, lepsza praca sprawią, że będziemy szczęśliwi. To nie tak, tak nie da rady. Bo ta codzienna walka powoduje, że jesteśmy przemęczeni, zestresowani, nie umiemy cieszyć się z tego, co mamy. Brakuje nam spokoju. Dzięki uważności możemy przyjrzeć się wszystkim naszym myślom, tropić absurdy, lęki. Zobaczyć, co nam służy, czego my jako ludzie potrzebujemy. Jedną z najważniejszych rzeczy w praktykowaniu Mindfulness jest nawiązanie kontaktu z ciałem. My nauczyliśmy się wygłuszać jego sygnały, więc teraz musimy na nowo zobaczyć, że one jednak do czegoś nam służyły.

Czy takie oderwanie od ciała i kontaktu z myślami jest charakterystyczne dla naszych czasów? Kiedy patrzę na moją babcię widzę, że ona nie ma takich kłopotów.

- Na pewno dziś jest nam trudniej, ale kto wie, jaka pani babcia była w młodości. Może tak samo zdezorientowana, jak wielu młodych ludzi dziś? Ona wiele już przeżyła, przeszła własne kryzysy, miała czas na przemyślenia. Myślę, że dziś ludziom jest trudniej, bo wokół jest wiele "rozpraszaczy". Młodzi ludzie, wychowani na serialach i filmach, uważają, że życie powinno przypominać bajkę. Że musi być po brzegi wypełnione rozrywką. A przecież w życiu są chwile nudy, jest smutno, bywa trudno. Chodzimy do kina i płacimy za bilety, żeby na chwilę zapomnieć o życiu, które wiedziemy i przez dwie godziny żyć tym bardziej interesującym. Dlatego warto spróbować zmienić swój sposób myślenia o życiu: nasza codzienność jest lepsza, a filmy, seriale czy wpisy na Facebooku to często sztuczne, wyśnione. 

- Ludzie często poświęcają wiele energii na uciekanie od swoich myśli, lęków, problemów. Zaprzeczają emocjom, które i tak powstają, a później zostają w ciele. Jeżeli nauczymy się patrzeć na swoje życie w całości, przyglądać wszystkiemu - także trudnym albo bolesnym sytuacjom, nauczymy się patrzeć na swoje życie z dystansu. A ten dystans sprawia, że jesteśmy spokojniejsi, i w sumie mądrzejsi.

Jakie są skutki praktykowania uważności? Jak szybko się pojawiają?

- Istnieje wiele badań, które potwierdzają, że Mindfulness pomaga radzić sobie m.in. z depresją, zaburzeniami lękowymi czy bezsennością. Skutki oczywiście nie są natychmiastowe, bo znakomita większość z nas żyje przeważnie na "autopilocie": automatycznie wykonujemy rozmaite czynności, mamy nawyk wyobrażania sobie problemów, których jeszcze nie ma albo angażujemy, półświadomie, czas i energię na analizowaniu tego, co się stało. Klasyczne kursy Mindfulness trwają 8 tygodni, bo trzeba odwracać się od niektórych starych nawyków, aby efektywnie uczyć się uważności. Po tym czasie widać już pierwsze efekty, ale wiele z nich to tylko pierwszymi krokami ku odkrywaniu samego siebie, procesem który w miesiącach czy nawet latach po kursie znajduje pełen wyraz.

Najbliższe 8-tygodniowe kursy MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction) prowadzone przez Michaela Sandersona rozpoczynają się: 14 marca w Krakowie, 15 marca w Tychach, 17 marca w Warszawie (kurs w języku angielskim), 12 i 13 maja w Warszawie (kurs w języku polskim) 16 maja w Łodzi, 17 maja w Poznaniu.

Więcej informacji można znaleźć na stronie Akademii Mindfulness i na Facebooku

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje