Reklama

Reklama

Prawie jak ojciec

Macochy z bajek są zwykle złe i zazdrosne. Ojczymów bajkopisarze jakoś oszczędzają. A przecież w życiu jest inaczej. Czasem naprawdę trudno zaakceptować nowego partnera mamy.

Zbliżając się do domu, Tomek nagle zwalnia krok. Wlecze się noga za nogą, ze zwieszoną głową wpatruje w mokry asfalt. Jest zimno, ale jemu się nie śpieszy. Przez dłuższą chwilę krąży wokół bramy strzeżonego osiedla. Spogląda w oświetlone okna. Wyobraża sobie mieszkających tam ludzi. Jak wracają z pracy, witają się przyjaźnie, jedzą razem kolację i opowiadają, co im się dziś przydarzyło. Śmieją się, na pewno się śmieją, w innych rodzinach jest przecież wesoło.

Potem odnajduje swój blok i klatkę, przekręca klucz w zamku. Nie chciał się tu przeprowadzić. - Mamo, zostańmy w naszym mieszkaniu, nie sprzedawaj go - prosił. Ale ona była zdecydowana, chciała zacząć nowe życie z nowym mężczyzną.

Reklama

Facet mamy

Tomek nie pamięta dokładnie rozwodu rodziców, był jeszcze mały. Kłócili się, mama płakała albo krzyczała na ojca, żeby się wynosił. Pewnego dnia po prostu zniknął z ich życia. Tomek bardzo tęsknił, czekał. Był pewny, że tata do niego zadzwoni i zaproponuje spotkanie. Za żadne skarby nie chciał tego momentu przegapić, więc kiedy zasypiał, kładł sobie słuchawkę na poduszce, ale telefon milczał. Mijały tygodnie, miesiące. Aż pewnego dnia pojawił się Rafał, "facet mamy", tak w myślach nazywa go Tomek. W modnych ciuchach, muskularny, opalony. - Goguś - podsumował go chłopiec. Dla niego był kimś obcym, intruzem, który wdarł się w ich życie i zaczął rządzić, wszystkich ustawiał, komenderował. Od początku zachowywał się tak, jakby obecność Tomka bardzo go irytowała. Nie zaprzyjaźnili się, obaj z trudem znosili swoją obecność.

Tomek wchodzi do domu. Rafał leży na kanapie przed telewizorem, pije piwo, wokół pełno łupinek od orzeszków. - O, już jesteś - mówi, nie odrywając wzroku od ekranu. Tomek idzie dalej, na końcu korytarza jest jego pokój. W pierwszej klasie podstawówki narysował rysunek i powiesił go sobie na drzwiach. Umieścił na nim napis "Pokój Tomka". Był bardzo dumny, bo sam poskładał literki. Pamięta, że Rafał podszedł i zerwał kartkę, a potem zmiął ją w kulkę i przez zaciśnięte zęby wysyczał: - Żaden twój pokój! Zapamiętaj sobie: jesteś u mnie!

Bo to głupi kundel był...

- Proszę, wyprowadźmy się, nie chcę z nim mieszkać - łkał w nocy Tomek. - Znowu robisz z igły widły - denerwowała się mama. - Mało mam kłopotów? Musisz mi jeszcze dokładać.

To prawda, jej też nie było lekko. Rafał bywał wybuchowy, agresywny. To typ choleryka, łatwo wpada w szał, a wtedy zupełnie nad sobą nie panuje. Niszczy wszystko, co stanie mu na drodze. Kiedyś nawinął się Czips. Solidny kopniak sprawił, że ze skowytem uderzył w ścianę. Tomek rzucił się psu na pomoc. Za późno. Ciałem Czipsa wstrząsały drgawki, potem nagle znieruchomiał. Chłopak długo jeszcze gładził jego futro i płakał. Nie mógł się uspokoić, połykał łzy, krztusił się, szlochał.

- Nie ma co ryczeć, to był głupi kundel, denerwował mnie - powiedział Rafał, sięgając po papierosa.

To wtedy Tomek poczuł smak prawdziwej nienawiści. - Nienawidzę go, rozumiesz? - wykrzyczał potem mamie. - Chcę zamieszkać z ojcem. Gdzie on jest? Dlaczego nie pozwalasz mi się z nim widywać?

- Nie ma go, wyjechał - wyjaśniała mama. - Mieszka w Australii, założył nową rodzinę. Powiedział, że nie chce nas więcej widzieć. Nie mówiłam ci, bo nie chciałam, żeby ci było przykro.

Tomek rzucił się na tapczan i nakrył głowę poduszką. - Wydoroślej wreszcie. Czy ty naprawdę nie widzisz, że nie tylko tobie jest trudno? - mówiła dalej mama. - Przyznaję, Rafał jest, jaki jest, ma swoje wady, ale na swój sposób nas kocha i dba o to, żeby niczego nam nie brakowało. Zapłacił za twój obóz narciarski i za kurs angielskiego. Myślisz, że byłoby mnie na to wszystko stać, gdybyśmy byli sami?

- Wolę nigdzie nie wyjeżdżać, niczego od niego nie chcę, on jest wstrętny, obrzydliwy! - wykrzykiwał Tomek.

- Widzę, że wychowałam egoistę. Jak zwykle myślisz tylko o sobie - powiedziała mama i wyszła z pokoju.

Biorę sobie ciebie za ojca

Tomek ma przyjaciela Marcina. On też jest z rozwiedzionej rodziny. Może dlatego dobrze się rozumieją, bo wszystko inne raczej ich dzieli. Marcin to typ sportowca, wysoki, przystojny, trenuje koszykówkę. Przy nim Tomek czuje się pewniejszy, imponuje mu powodzenie, jakim Marcin cieszy się wśród dziewczyn.

Marcin rzadko wspomina o biologicznym ojcu. Kiedyś powiedział, że to "skończony dupek". - Nie mów tak - wtrąciła się jego mama. - Może teraz nie jest dobrym ojcem, ale kiedyś naprawdę był. Wstawał w nocy, zmieniał ci pieluszki, niewielu mężczyzn to robi, możesz mi wierzyć.

Marcin czuje się bardzo związany z mamą. Pamięta, jak ciężko przeżyła rozwód, ciągle płakała. Na stoliku przy jej łóżku stało mnóstwo słoiczków z lekarstwami: na uspokojenie, na depresję, na sen. Biedna, nie dawała sobie rady. Wszystko wokół kojarzyło się jej z dawnym życiem. Nie mogła tego znieść, a już najbardziej wspólnych znajomych. Dlatego, kiedy dostała propozycję pracy w stolicy, nie wahała się długo. - Wyprowadzamy się - zdecydowała.

Marcin po wakacjach już nie wrócił do starej szkoły. Przyjechał z mamą do Warszawy. Nikogo tu nie znali. Pamięta wynajęte mieszkanie z obcymi meblami. Hałas od ulicy i gołębie tłukące skrzydłami o parapety okien. Mama miała nową pracę i była bardzo zajęta. Najbliżej domu znajdowała się szkoła sportowa.

- Myślisz, że dasz radę? - spytała. - Czemu nie? Lubię grać w piłkę - odpowiedział. Po lekcjach i po treningu zostawał na boisku i ćwiczył rzuty do kosza, często aż do zmroku. Mama późno wracała. - Tak się teraz pracuje w stolicy - tłumaczyła przez telefon swoim rodzicom.

Uznała, że Marcin jest na tyle odpowiedzialny, że może mieć swój klucz. Sam odrabiał lekcje i odgrzewał sobie kolację. Mama przychodziła i do nocy ślęczała przed komputerem. Nie miała czasu ani dla niego, ani na życie towarzyskie. Powtarzała, że syn jest jej ukochanym mężczyzną i żadnego innego nie potrzebuje. Aż pewnej wiosny przyprowadziła do domu Pawła. Podobnie jak ona pracował w firmie reklamowej.

Niezłomny twardziel z deskorolką

- Miły facet - cieszył się z jego coraz częstszych wizyt Marcin. - Za którymś razem obiecał, że w niedzielę zabierze mnie na mecz - wspomina. - Nauczony doświadczeniem, że ojciec prawie nigdy nie spełniał swoich obietnic, na wszelki wypadek nie robiłem sobie nadziei. To był mój stary, wypróbowany sposób na unikanie rozczarowań. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy w niedzielę, punktualnie o 15.00, Paweł zadzwonił do mnie na komórkę: "Jesteś gotowy? Za pięć minut jestem u ciebie. No chyba nie zapomniałeś o naszym meczu?".

Potem Marcin z mamą wybrali się w odwiedziny do Pawła. Mieszkał w domu pod lasem, w małej miejscowości pod Warszawą. Był początek lata, świeciło słońce. Mama rozłożyła się w ogrodzie na leżaku. Paweł podszedł do Marcina. - Co, nie lubisz się opalać? Ja też nie. Chodź, pojeździmy na rowerze. Mam drugi w garażu.

Marcin, choć miał już jedenaście lat, wciąż jeszcze lubił przytulać się do mamy albo wślizgiwać do jej łóżka, żeby pogadać, pobyć trochę razem. Oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał przed kolegami. Na podwórku był "ziomem", niezłomnym twardzielem z deskorolką. Pewnego ranka odkrył, że mama w łóżku nie jest sama. Obok niej spał Paweł. Po cichu wycofał się do swojego pokoju.

Przez następny rok on i mama prowadzili coś w rodzaju podwójnego życia. Tydzień roboczy spędzali u siebie, a weekendy u Pawła. To był czas, kiedy powoli zaczynali czuć się rodziną. Mieli coraz więcej wspólnych spraw i znajomych. Początek kolejnych wakacji przyniósł niespodziankę. - Nie mam tu co robić, jadę do Pawła, będziemy razem naprawiać płot - oświadczył Marcin.

Mama pracowała wtedy nad ważnym projektem i było jej nawet na rękę, że zostanie sama. Oni tymczasem spędzili we dwóch cały tydzień. A potem następny. - Mamo, przywieź mi moje rzeczy, chcę tu już zostać na zawsze - poprosił syn. I tak się stało. W ślad za nim podążyła mama. A za nią meblowóz. - Przyjechałaś tu dla swojego synka, nie dla mnie - śmiał się Paweł. - Pamiętaj, że to ja pierwszy sobie ciebie wybrałem - przypomniał mu Marcin.

W niewoli u siedmiogłowego smoka

- Najgorsze były wspólne obiady - przekonuje Tomek. - Oczywiście, kochanemu syneczkowi dasz najlepszą porcję - podjudzał Rafał. - Darmozjad lubi sobie nieźle podjeść. O, patrz, ile deseru sobie nałożył. Nie za dużo, kolego, pakujesz sobie na talerz? Trochę umiaru, to wszystko kosztuje.

Mama zwykle wtedy milczała albo udawała, że ją to bawi, nigdy nie stanęła w obronie Tomka. Nie chciała konfliktów. Starała się przeczekiwać drażliwe sytuacje.

- Czy to ma znaczenie? To tylko słowa - tłumaczyła synowi.

Rafał miał przykry zwyczaj robienia nalotów, nieoczekiwanie wpadał do pokoju Tomka i szukał pretekstu do awantury. - Mówiłem ci, żebyś zgasił komputer, prawda? - Tak, ale ja chciałem tylko coś skończyć - protestował nieśmiało chłopak. - Spójrz na siebie - wrzeszczał Rafał. - Wyglądasz jak baba, długie włosy, okularki, dwie lewe ręce, zero sportu. A może ty nie jesteś facet, co? Ale ja się za ciebie wezmę. Twoja mama jest za dobra, na wszystko ci pozwala i przez to nauczyłeś się nam włazić na głowę. Jazda! Do roboty. Posprzątaj mieszkanie. Słuchaj, jak się zaraz nie ruszysz, to inaczej porozmawiamy.

Tej nocy Tomek znów nie mógł zasnąć, mimowolnie zaciskał pięści, w ciemności wyobrażał sobie różne wypadki, w których Rafał tragicznie umiera. Efektowne katastrofy lotnicze, malownicze pożary, mrożące krew w żyłach kraksy samochodowe. A potem pogrzeb. Mama trochę popłacze, ale wkrótce na pewno poczuje ulgę. Zostaną sami, Tomek się nią zaopiekuje, nie chce, żeby była nieszczęśliwa.

Syna nigdy nie uderzę...

Ale na przekór tym rojeniom Rafał miał się dobrze, nie prześladowały go żaden pech ani choroba, przeciwnie - był zdrowy i pewny siebie. - Może go jakoś otruć? - fantazjował Tomek. I już miał pomysł na nowy komiks. Komiksy to jego największa pasja. Rafała przedstawiał w nich zwykle jako diabła albo niszczycielskiego robota. Wcześniej rysował go jako siedmiogłowego smoka. Prawdziwy tata był białym rycerzem, który przybywa na wezwanie, by rozprawić się z potworem. Po kolei obcinał mu głowy, aż zostawał sam kadłub z miotającymi się na wszystkie strony bezsilnymi szyjami.

- Mama nie może pójść na wywiadówkę, ja pójdę - oświadczył kiedyś Rafał. - Ale ty nie jesteś moim ojcem! - protestował Tomek. - Nie jesteś nawet mężem mamy. Ty jesteś nikim! - krzyczał i czuł, że łzy płyną mu po twarzy. Widział, jak Rafał robi się purpurowy ze złości, podchodzi bliżej, mierzy go wzrokiem, jakby chciał się zamachnąć, ale nie robi tego. Odwraca się plecami i mamrocze pod nosem. - Twoja mama mnie poprosiła, to pójdę.

Narzucił na siebie płaszcz i włożył buty. Potem obrzucił Tomka szybkim spojrzeniem, jakby sobie coś nagle przypomniał. - Mój stary, jak wracał z wywiadówki, to tak się na mnie wyżywał, że nie mogłem wstać - mówił cicho. - Obiecałem sobie, że ja mojego syna nigdy nie uderzę. I nie zrobię tego, zobaczysz. Nawet jeśli masz coś na sumieniu z tą szkołą.

Obyło się bez afer. Po powrocie Rafał wyglądał na zadowolonego. Powiedział nawet: - Pani chwaliła cię, że świetnie rysujesz, pokazała mi twoje prace. Kurczę, niezły jesteś, kto by pomyślał, taki artysta.

Wszyscy jesteśmy jak James Dean

Tomek czasem opowiada Marcinowi o swoich problemach z "facetem mamy". Nie wszystko, oczywiście. Dziwi się, że przyjaciel inaczej widzi Rafała: - Mnie się wydaje całkiem w porządku. Jest najlepszym trenerem tenisa, jakiego znam. Wszyscy się do niego zapisują. Uparty, mocny, nikomu nie odpuszcza, uczy wygrywać. Myślę, że wielu chłopaków chciałoby mieć takiego starego, który nie wygląda jak sflaczały pomidor. On jest do rzeczy, jestem pewny, że gdyby ktoś coś do ciebie miał, pierwszy stanąłby w twojej obronie.

Tomek narysował nowy komiks. Pierwszy raz nie obsadził Rafała w roli "złego". Tym razem jest jednym z generałów na czele wielkiej armii. Tacy jak on bywają brutalni i okrutni, ale to im powierza się dowodzenie. Oni prowadzą wojska do zwycięstwa.

Czasem zazdrości Marcinowi, że jeździ z Pawłem na narty, że chodzi z nim na mecze, do kina i na basen. Mają tyle wspólnych tematów. - Paweł lubi powtarzać, że zawsze chciał mieć syna i cieszy się, że dostał już takiego gotowego, wyrośniętego - śmieje się Marcin. - Ludzie myślą, że to mój prawdziwy tata, bo jesteśmy do siebie bardzo podobni fizycznie. To ma swoje plusy. Nie muszę kupować garnituru na maturę, pożyczę od Pawła. Wszystkie jego ciuchy na mnie pasują, czasem biorę sobie coś od niego z szafy.

Ojciec

Tomek nie wyobraża sobie podobnej sytuacji. Sam jest raczej niski i wątły, poza tym nie podobają mu się ubrania Rafała. Za bardzo szpanerskie. On musi mieć wszystko najlepsze: markowe buty, zegarek, jeśli telefon, to oczywiście najnowszej generacji iPhone. No i samochody, sportowe, wyścigowe modele. Takie kocha najbardziej, jeździ po nie do Niemiec. Kupuje stare roczniki od kolekcjonerów. Uwielbia szybką jazdę, taką do zatracenia. Mama strasznie się boi, że kiedyś spowoduje wypadek. Tomek ubrania kupuje na wagę, szkoda mu pieniędzy, odkłada na podróże. Na szczęście Rafał przestał już krytykować jego wygląd, nie czepia się włosów ani palenia. Ostatnio nawet zaproponował mu piwo. - Chyba zrozumiał, że staję się dorosły i wkrótce będę miał swoje życie. Kiedy wspomniałem, że jak dostanę się na studia, to od razu się wyprowadzam, spojrzał na mnie zdziwiony. - Ale po co masz się wynosić? Przecież nikt ciebie nie wygania.

Obaj chłopcy są już w maturalnej klasie. Z utęsknieniem czekają na dorosłość. Wierzą, że już niedługo ich życie się zmieni, zyskają wolność. - W grudniu będę wreszcie pełnoletni - cieszy się Tomek. - Wyrobię sobie paszport. Mój stary przez dwa lata nie znalazł czasu, żeby pójść z mamą do urzędu paszportowego i złożyć swój szacowny podpis. Zawsze miał jakieś ważniejsze sprawy. Na niego w ogóle nie można liczyć, dzwoni i ściemnia. Nigdy nie powie prawdy, chce tylko, żeby inni myśleli, że on jest w porządku.

W rozmowach z Tomkiem Marcin często mówi o Pawle "ojciec". "Zapytam ojca", "Ojciec mi dał", "Zadzwonię do ojca". Tego też Tomek mu zazdrości. Bliskości. Rafał nigdy go nie przytulił, nie poklepał przyjaźnie po plecach.

- Ojciec wypożyczył film, powiedział, że powinienem go obejrzeć, chcesz się przyłączyć? - spytał niedawno Marcin. W ten sposób Tomek poznał "Buntownika bez powodu" w reżyserii Nicholasa Raya z Jamesem Deanem w roli Jima Starka. Był wstrząśnięty. Dopiero po kilku dniach opowiedział Marcinowi, że w postaci buntownika rozpoznał... Rafała. - On tak samo manifestuje swój ból agresją. Jest podobnie kapryśny, kłótliwy, nieufny i wciąż napięty. Nieustannie prowokuje, bo sam czuje się rozdarty i zagubiony - tłumaczył Tomek, który zdążył już prześledzić biografię aktora. - Nie uwierzysz, ale on miał podobne dzieciństwo. Wcześnie umarła mu matka, a ojciec go nie kochał i nie potrafił się nim zająć. Rafał chyba nigdy mu tego nie wybaczył.

- A ty swojemu umiesz wybaczyć? - spytał znienacka Marcin. - Tomek zamilkł i posmutniał. - Jeszcze nie wiem, ale zaczynam rozumieć, że wszyscy mamy problemy z ojcami.

Magda Rozmarynowska

Tekst pochodzi z magazynu

PANI
Dowiedz się więcej na temat: Ojców | pokój | telefon | ojciec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje