Reklama

Reklama

Zaufasz?

Zaufanie to podstawa udanego życia we dwoje. Dlaczego więc niektórzy mają z tym problem? Czy można nauczyć się ufać, nawet jeśli życie nauczyło nas głębokiego dystansu? Tak! Zaufaj!

Temperament i przeszłość
Ekstrawertycy mają o wiele większą łatwość w ufaniu innym, a co za tym idzie - łatwiej również wybaczają i odbudowują nadwyrężone zaufanie w sytuacjach nieporozumień.Nie oznacza to oczywiście, że introwertycy, czyli osoby z natury zamknięte, nie są w stanie zaufać. Potrzebują na to po prostu więcej czasu (na ogół bardzo wnikliwie analizują wszelkie za i przeciw). Za to - jeśli już się zaangażują i zaufają - są to relacje bardzo głębokie. Nie jest jednak tak, że nasze wrodzone predyspozycje w zupełności warunkują powodzenie w relacjach.

Reklama

Drugi, nie mniej ważnym obszarem decydującym o tym, czy w życiu kierujemy się otwartością i zaufaniem czy przeciwnie, są nasze doświadczenia z przeszłości. Tak, jak wyrastając w określonym kraju uczymy się języka, który później zawsze dominuje, nawet, gdy uczymy się innych, podobnie uczymy się swoistego "języka znaczeń", który przypisuje konkretnym zachowaniom innych, nasze konkretne tłumaczenia. Podczas, gdy język danego kraju ma ściśle określony system znaczeń i jest to system niezmieniany, tak "język rodziny" jest tworem indywidualnie stworzonym w ramach danej grupy i wcale nie musi być czytelny dla innych. Sami nie zdajemy sobie sprawy z tego subiektywnego systemu znaczeń, którym się kierujemy.

Samospełniające się proroctwa

Reagujemy natomiast szeregiem silnych emocji na naruszenie przez innych tych naszych niepisanych zasad. Najczęściej odbieramy to jako "niekochanie" przez drugiego i w myśl takiego przekonania zaczynamy się odpowiednio zachowywać, np. boczymy się bez słowa, wycofujemy z bliższego kontaktu, robimy drobne złośliwe uwagi w momentach, kiedy bliski nie reaguje tak jakbyśmy tego oczekiwali, popłakujemy po kątach, itp.

Z biegiem czasu mamy efekt w postaci "samospełniającego się proroctwa", tzn. inny człowiek - nie wiedząc, o co nam chodzi, zaczyna reagować na nasze zachowanie (boczenie, złośliwość) odsunięciem się od nas, nie okazywaniem ciepła i zaangażowania. Zyskujemy wówczas swoiste potwierdzenie, że nie warto nikomu ufać, bo - wcześniej, czy później i tak przestanie się o nas troszczyć, będzie zimny, itd. Skąd taki osąd? W sytuacjach zagrożenia naszych podstawowych potrzeb, np. potrzeby bezpieczeństwa, bliskości i miłości, używamy automatycznie dużych uogólnień. Jak łatwo się domyślić - katastrofa gotowa.

Wcale tak nie musi być!

Żeby sobie pomóc, musimy być bardziej świadomi tego, jak doświadczenia kształtowały zarówno naszą wizję tzw. "idealnego związku", jak i tego, co ten związek w naszym poczuciu burzy. Nie jest to prosta sprawa. Negatywne doświadczenia przekładają się automatycznie na nasze reakcje. Nie da się też tego "na sucho" przeanalizować. Można to natomiast zrobić, gdy zaczynamy mieć pretensje, bądź żal do partnera. Odłóżmy na bok cisnące się na myśl hasło "no przecież to oczywiste", tylko zastanówmy się, co w danym zachowaniu wywołuje nasz niepokój.

Dowiedz się więcej na temat: doświadczenia | problemy | zaufanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje