Reklama

Reklama

Finger piercing

Konwencjonalne pierścionki zaręczynowe, choć piękne, to dla niektórych narzeczonych jednak jakby za mało. Przekonane, że miłość wymaga poświęceń, przekłuwają... palce.

Finger piercing, czyli kolczyk w palcu, co wrażliwszym każe odwrócić wzrok. Wiadomo, że osoby zaprawione w bojach potrafią zdecydować się na przekłucie nawet bardziej unerwionych części ciała, ale przebite palce to zdaniem wielu galopująca przesada. Zwłaszcza wtedy, kiedy powbijane ozdóbki mają zastąpić pierścionki zaręczynowe.

Reklama

Zwolenniczki trendu przekonują, że dzięki przekłuciu zaręczynowa biżuteria zawsze będzie na swoim miejscu. Odpadają problemy z zagubionymi pierścionkami zsuwającymi się z palców oraz z próbami zmieniania rozmiarów tych pierścionków w miarę upływu lat. Kłuć można klasycznie (kolczyk przechodzi na wylot) lub sposobem microdermal, czyli skórnej kotwicy. Większa część kolczyka zostanie wówczas niewidoczna, schowana pod skórą, a ozdobny kamyk będzie obnoszony z dumą po świecie.

Osoby nieprzekonane twierdzą, że tego typu wymysły są równie trafione, jak tatuaże z imieniem ukochanego... No i dlaczego poświęcać ma się kobieta?

Sam ślad po piercingu w palcu podobnie jak nieprzemyślany tatuaż, najprawdopodobniej zostanie na całe życie, nawet jeśli właścicielka zdecyduje się na usunięcie biżuterii. Na przykład po zerwanych zaręczynach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje