Reklama

Reklama

Przebarwienia od słońca - rady ekspertów

Choć opalałam się tylko w słoneczne weekendy, na policzku zauważyłam plamki. Wkrótce mam urlop. Co robić, by uniknąć nowych przebarwień? Jak się pozbyć tych, które już są? Ewa z Poznania, 33 lata

Na skłonność do przebarwień mogą wpływać hormony

Wielu kobietom plamki posłoneczne kojarzą się głównie ze zbyt intensywnym, wielogodzinnym opalaniem się. Często zapominamy o innych przyczynach lub po prostu ich nie doceniamy. Melanina (naturalny pigment naszej skóry, wytwarzany w głębi naskórka) rzeczywiście aktywizuje się pod wpływem słońca, ale na jego rozłożenie się duży wpływ mają też inne czynniki, m.in. hormony.

Ryzyko pojawienia się plamek na skórze znacząco rośnie w czasie ciąży, bo organizm zaczyna wydzielać zwiększoną ilość hormonów – estrogenów i progesteronu. Może wtedy pojawić się tzw. ostuda, czyli nieregularne plamki na czole, policzkach i nosie. Po ciąży powinny zniknąć same. Ale jeśli w tym czasie wystawiamy twarz na słońce, mogą się utrwalić. Wrażliwość skóry zwiększa się też w trakcie stosowania tabletek albo plastrów antykoncepcyjnych i podczas hormonalnej terapii zastępczej. Zabezpieczać skórę przed promieniowaniem słonecznym powinny też osoby np. z niedoczynnością kory nadnerczy, które w trakcie leczenia biorą hormony sterydowe.

Reklama

Akcję przeciw plamkom warto zacząć, gdy tylko nastaną słoneczne dni

Z mojego doświadczenia wynika, że za ochronę przeciwsłoneczną zabieramy się za późno. Dopiero mając w perspektywie wakacje i plażowanie, sięgamy po kosmetyki z serii słonecznych, w dodatku często pomijamy te z wysokimi filtrami. Tymczasem promieniowanie UV może nam przysporzyć kłopotów już w maju czy czerwcu, gdy nie czujemy palącego słońca. By tego uniknąć, odkryte części ciała: twarz, szyję i dekolt, trzeba chronić na co dzień kremami z filtrem 15. I to nawet przy pochmurnej pogodzie, bo promieniowanie UV przenika bez trudu przez chmury.

Warto wiedzieć, że nawet szyby nie chronią skóry przed nadmiernym słońcem. Jeśli zauważymy przebarwienia, warto od razu połączyć dwie strategie: ochronę skóry oraz rozjaśnianie jej specjalnymi kosmetykami. W dzień będziemy stosować tzw. blokery, czyli ochronne kremy lub sztyfty z filtrem 50. Na noc – kremy redukujące przebarwienia. Takie preparaty zawierają też substancje hamujące tworzenie się nowych plam. Kuracja wymaga systematyczności, potrwa około czterech tygodni.

Jeśli już kiedyś walczyłaś z przebarwieniami, zachowaj czujność

Choć na przebarwienia pracujemy latem, w pełni pojawiają się jesienią. Po 30. roku życia narażona jest na nie każda z nas, ale w różnym stopniu. Ryzyko jest większe, gdy mamy genetyczną skłonność do przebarwień. Także ktoś, kto już miał plamki, jest narażony na ich powrót. Reakcje fototoksyczne mogą też być spowodowane kontaktem z ziołami, np. dziurawcem czy lekami.

Warto więc zapytać lekarza, czy stosowane leki nie uwrażliwiają na słońce, i czytać ulotki na opakowaniach. Nic nie zastąpi profilaktyki: przed urlopem polecam antyoksydanty w formie pigułek, zmniejszające skłonność do przebarwień. Potem konieczne są filtry (częste smarowanie się kremem) i pozostawanie w cieniu w porze największego nasłonecznienia.

A jeśli plamki się pojawią? Gdy są małe, można spróbować pozbyć się ich samodzielnie. Jeśli się nie uda, jesienią zgłośmy się do dermatologa. Dobierze on metodę rozjaśniania do głębokości i rozległości zmian. Do najskuteczniejszych zabiegów należą peelingi chemiczne, w tym cosmelan.

Dr n. med. Ewa Chlebus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje