Reklama

Reklama

Lockdown był szkodliwy dla psychiki

Dramatycznie mało specjalistów dla dzieci i młodzieży, wielomiesięczne kolejki do nich, wzrost zachorowań na depresję, wzrost liczby samobójstw i prób samobójczych wśród młodego pokolenia - długo można wymieniać wyzwania, przed którymi stoi polska psychiatria wieku rozwojowego. Choć reforma ruszyła, jej efekty trudno zauważyć. Pandemia zatrzymała wiele planowanych zmian. O tych wyzwaniach opowiada dr hab. n. med. Barbara Remberk - Krajowa Konsultant w Dziedzinie Psychiatrii Dzieci i młodzieży - w rozmowie z Anną Morawską-Borowiec.

Anna Morawska-Borowiec, "Twarze depresji": Wiele światowych badań pokazuje, że grupą, która najbardziej ucierpiała w czasie pandemii są dzieci, młodzież i młodzi dorośli. Czy pani obserwacje w Polsce potwierdzają ten trend?

Dr hab. n. med. Barbara Remberk: - Tak, na pewno. W Polsce były prowadzone badania głównie internetowe w formie samooceny. One też potwierdzają wysoki wskaźnik myśli samobójczych, objawów depresyjnych i lękowych. Było wykonywane takie badanie przez Instytut Profilaktyki Zintegrowanej. Porównano wyniki obecnego badania z wcześniejszymi wynikami sprzed pandemii. W innym, wcześniejszym badaniu była wykorzystana ta sama ankieta. Ten wynik również pokazuje pogorszenie stanu psychicznego w tej grupie wiekowej.

Reklama

Ale czy widać w szpitalach nasilenie problemu? Wzrost liczby dzieci z poważnymi problemami psychicznymi?

- Tak, widać. Na pewno wpływ na to miał m.in. zdalny system szkolny. Z jednej strony wiemy, że lockdown nie był dobry, ale otwarcie szkół też budziło wiele lęku w dzieciach i młodzieży. Widać, że dużo ludzi poszukuje pomocy. Natomiast jednoznacznych wyników dotyczących praktyki klinicznej nie mam.

Po zdalnej szkole zgłaszają się do nas rodzice z dziećmi, które nadal boją się wyjść z domu, boją się ludzi. Jakie piętno pandemia odcisnęła na psychice polskich dzieci? Jakie są pani obserwacje?

- Wiemy, że objawów depresyjnych i lękowych jest więcej. Wiemy, że choć lockdown był szkodliwy dla psychiki, to powrót do szkoły też jest trudny. Nie wiemy, co będzie potem.

A jak wygląda sytuacja z dostępnością do specjalistów dzieci i młodzieży? Czy pani zdaniem na przestrzeni ostatnich lat trochę się poprawiła ta niezwykle trudna sytuacja?

- Na przestrzeni ostatnich lat zdecydowano o rozpoczęciu reformy psychiatrii dzieci i młodzieży. Według informacji od Narodowego Funduszu Zdrowia powstało ok. 250 placówek środowiskowej pomocy psychologicznej w kraju. Jednak te placówki dopiero rozpoczynają działalność. Nie wszyscy wiedzą nawet, gdzie one są, jakie one są, ale wydaje się, że to jednak ułatwiło dostęp do psychologa. Warto, by rodzice zapytali o te placówki u siebie w swoich miejscowościach.

Ale jak tych adresów poszukać? Jak się o tym dowiedzieć ma rodzic?

- Narodowy Fundusz Zdrowia trzeba pytać i sprawdzić na ich stronie. Ja nie mam takiej wiedzy, bo bym ją udostępniła. Wystąpię do NFZ z prośbą, by mi podano adresy tych nowych placówek.

Będziemy bardzo wdzięczni i nasza Fundacja chętnie opublikuje tę listę na naszej stronie, gdzie rodzice mogą zgłosić się stacjonarnie po pomoc psychologiczną w ramach NFZ.

- Dobrze, a jeśli chodzi o dalsze etapy reformy, to jest plan, żeby je kontynuować, ale na razie się niewiele zmieniło. Dostęp do lekarza psychiatry dla dzieci i młodzieży jest tak samo zły jak zawsze. To, co mnie cieszy, to zainteresowanie tą specjalizacją. Odpukać, ale rzeczywiście w ostatnim okresie zgłaszają się osoby zainteresowane psychiatrią dziecięcą.

Bardzo wielu rodziców nie wie, czy z dzieckiem powinno zgłosić się do psychiatry, czy do psychologa. Czy mogłaby pani wskazać takie objawy w przypadku dzieci, z którymi koniecznie trzeba się zgłosić do psychiatry, a z którymi można pójść do psychologa?

- Na pewno zamiary samobójcze i próby samobójcze - w tych sytuacjach trzeba pilnie zgłosić się do lekarza psychiatry albo nawet do szpitala na izbę przyjęć. Trzeba też obserwować stany nagłe, gwałtowne pogorszenie nastroju u dziecka. To może być wskaźnikiem szybko rozwijającej się choroby. W pozostałych sytuacjach, gdy - mówiąc w dużym uproszczeniu - widzimy, że dziecko cierpi, ale radzi sobie, to powinna wystarczyć pomoc psychologa. Proszę pamiętać, że psycholog i tak, gdy uzna, że sytuacja jest poważniejsza, to sam zaproponuje konsultację z psychiatrą.

Czy można zatem powiedzieć, że w większości przypadków - oprócz myśli samobójczych i samookaleczania - można w pierwszej kolejności szukać z dzieckiem pomocy u psychologa, a nie u psychiatry?

- Nie zawsze psycholog wystarczy, ale zwykle warto od niego zacząć.

Psychiatra jest oczywiście lekarzem, który - jak to lekarz - zapisuje odpowiednie leki. Czy dzieciom chorującym na depresję zaleca się leki antydepresyjne?

- U dzieci w każdym zaburzeniu psychicznym standardem jest psychoterapia albo wsparcie psychologiczne. Bardzo często zalecaną formą pomocy jest terapia rodzinna. Natomiast jeżeli objawy są nasilone, to wtedy oprócz psychoterapii zaczynamy farmakoterapię. Jeżeli objawy są łagodne, to zaczynamy od psychoterapii. Jeśli ona jest nieskuteczna, to dopiero wtedy zapisujemy lek.

Jak można najłatwiej wyjaśnić fakt, że dzieciom zdecydowa­nie rzadziej zaleca się leki przeciwdepresyjne. Z czym to się wiąże?

- Dzieci są po prostu mniej dojrzałe, co oczywiste - są inne niż dorośli. Dzieci są bardziej zależne od tego, co dzieje się w ich środowisku. Po pierwsze, w przypadku depresji bardzo ważne są sytuacje w otoczeniu dziecka - w domu, szkole, różne trudności, z którymi dziecko się boryka. Na to lek nie pomoże. Po drugie, mózg dziecka rozwija się cały czas i to jest bardziej perspektywiczne - korzystanie z psychoterapii, która wpływa na sposób radzenia sobie. Jeżeli młody człowiek nauczy się radzić sobie z problemami, to ta wiedza zostaje mu na całe życie. Kiedy mam kłopot, to mogę sobie poradzić tak, albo tak, i wiem, że mogę zmienić moje myślenie. To jest również ważna pomoc w bieżącym cierpieniu. Po trzecie, im młodsze dzieci, tym bardziej pojawia się pytanie, na ile pomaga lek, ponieważ - po pierwsze - mózg dziecka jest inny niż dorosłych, bo jest w okresie dojrzewania, a po drugie - efekt placebo jest w psychiatrii wyraźny, a u dzieci jeszcze bardziej wyraźny niż u dorosłych. Im młodsza grupa wiekowa, tym mniej pewności mamy, że lek pomoże. Właśnie dlatego zaczynamy interwencję od psychoterapii.

Przygotowujemy na październik już 13. edycję kampanii społecznej "Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.", którą Pani Profesor zna zarówno jako nasza ambasadorka jak i patron honorowy wcześniejszej edycji dotyczącej dzieci. Czy uważa pani, że świadomość depresji wśród dzieci i ich rodziców rośnie?

- Tak, przed nami jeszcze daleka droga, ale uważam, że rośnie świadomość depresji. Ponadto rośnie świadomość rodziców, że oni nie muszą się godzić na to, że dziecko cierpi, tylko mogą zgłosić się po profesjonalną pomoc. Nie muszą bezradnie patrzeć, że dziecko sobie z czymś nie radzi. Myślę, że wśród młodzieży też jest coraz większa świadomość. Np. nasi pacjenci pytani: "Jak trafiłeś do psychiatry?", czasami odpowiadają: "Kolega mi podpowiedział", albo: "Przyjaciółka mi podpowiedziała". Gratuluję Państwu już 13. edycji kampanii "Twarze depresji". To ważne działanie na rzecz walki ze stereotypami i zwiększające świadomość Polaków o tej chorobie.

Bardzo dziękuję za miłe słowa i rozmowę.

***

Tekst ukazał się w magazynie "Twarze depresji", który można bezpłatnie pobrać ze strony Fundacji "Twarze depresji".


materiały prasowe
Dowiedz się więcej na temat: depresja | lockdown | psychika dziecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje