Reklama

Reklama

Nowalijki - jeść czy nie?

Te, które pojawiają się w marcu i kwietniu, pochodzą ze szklarni, majowe i czerwcowe – już z gruntu.

Najwięcej wątpliwości budzą te szklarniowe. Są hodowane w sztucznych warunkach - bez dostępu światła słonecznego, świeżego powietrza, na nawozach. Czasem nawet nie mają kontaktu z ziemią, bo korzenie zanurzone są w płynnym roztworze składników mineralnych.

Zawartość witamin i minerałów w warzywach ze szklarni jest zbliżona do tych z gruntu. Ze względu na brak naturalnego światła mają zwykle mniej witaminy C, bioflawonoidów i cukru. Mogą być mniej smaczne i aromatyczne niż gruntowe. Ale wartości odżywcze mają podobne. Np. rzodkiewka zawiera sporo korzystnego dla nadciśnieniowców potasu, dużo związków siarki, które wzmacniają włosy i paznokcie, działają antynowotworowo. Jest polecana przy niestrawności i braku apetytu. Sałata jest źródłem witamin i minerałów, a przy tym niskokaloryczna - jeden liść to zaledwie jedna kaloria.

Reklama

Szklarniowe nowalijki jedzmy z umiarem. Nie w postaci samodzielnych posiłków, ale jako dodatek, urozmaicenie diety. Zwykle są intensywnie nawożone. Gromadzą niekorzystne substancje, m.in. azotany, które same w sobie nie są groźne, ale mogą przekształcać się w organizmie w szkodliwe azotyny. Te zaś, reagując z innymi substancjami, tworzą związki rakotwórcze. Najwięcej azotanów chłoną korzenie i liście, czyli rzodkiewka, sałata, młody szpinak.

Warzywa te warto pomoczyć przez kilkanaście minut w wodzie - to eliminuje z nich azotyny. Z sałaty odrzucajmy dolne liście i wycinajmy głąby, bo w nich gromadzi się najwięcej szkodliwych związków. Nie można trzymać nowalijek w foliowych torebkach - wytwarza się w nich wilgoć, która przyspiesza przemianę azotanów w azotyny. Sałatę i szpinak przechowujmy owinięte w bawełniane ściereczki, przed włożeniem do lodówki lekko zmoczone wodą.

Dobry Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy