Reklama

Reklama

Andrzej "Słowik" w wywiadzie rzece: Zabierałem bogatym, a dawałem sobie

Ruszył proces członków gangu pruszkowskiego, w tym jego bossa - Słowika, o którym Janusz Szostak pisze: „Gangster z duszą artysty, a do tego gorliwy katolik”. Poniżej publikujemy fragment jego książki pt. "Słowik. Skazany na bycie gangsterem".

Andrzej Z. przekonuje, że nigdy nie chciał krzywdzić innych. A jeśli nawet coś takiego miało miejsce, to dawno odpokutował swoje winy, i to z nawiązką. Tłumaczy, że "Słowik", jakiego znamy, umarł. Kto zatem się narodził?

Janusz Szostak: Stwierdza pan w tej książce: "Wszystkie swoje winy odkupiłem wieloletnim więzieniem i nic nie jestem winien społeczeństwu, które niczego mi nie dało". Nadal pan to podtrzymuje?

Reklama

Słowik: - Oceniam to tak, że odbyłem wyroki nawet ponad to, co mi się należało. Bo jak inaczej nazwać sytuację, że znalazłem się w więzieniu za kradzież samochodu, podczas gdy było to jedynie krótkotrwałe użycie pojazdu, i w więzieniu spędziłem dwa lata. Odbyłem wszystkie wyroki, jakie mi sądy wymierzyły. Co miałbym jeszcze uczynić? "Chciałem zawsze być człowiekiem dobrym, nie chciałem krzywdzić innych" - to cytat także z tej książki.

Udało się to panu osiągnąć?

- W dużej mierze tak. Dzięki księdzu Kazimierzowi Orzechowskiemu. Nigdy świadomie i bez powodu nie zdarzyło mi się kogokolwiek skrzywdzić.

Zarzeka się pan, że nigdy nikogo nie zabił, nie skrzywdził biednego i potrafi pomagać potrzebującym i skrzywdzonym przez los, dzielić się z biednymi. To kogo pan krzywdził: złych, silnych i bogatych?

- A gdzie jest napisane, że skrzywdziłem kogokolwiek? Jeżeli tak się stało, to na pewno ten ktoś sobie zasłużył i nie był uczciwy.

Trochę brzmi to niczym opowieść o Robin Hoodzie, który zabierał bogatym i dawał biednym.

- Może bardziej jak o współczesnym Janosiku. Faktycznie zabierałem bogatym, a dawałem sobie, bo sam byłem biedny.

Nie ma pan żadnych wyrzutów sumienia?

- Myślę, że jest odrobinę za wcześnie na takie podsumowanie, na takie pytanie i odpowiedź na nie.

Napisał pan, że Bóg, czyniąc pana przestępcą, dał dar rozpoznawania krzywdy ludzkiej i bycia sprawiedliwym. Jak to rozumieć?

- Po ludzku, każdy z nas ma taki dar. Choć nie wszyscy z niego korzystają.

Strzelał pan do ludzi, choćby w swojej obronie?

- Nie miałem takiej potrzeby.

Potrafiłby pan żyć uczciwie?

- Co do zasady uważam, że da się żyć uczciwie, z tym że jeśli ktoś ma duże aspiracje, to w Polsce ich nie zrealizuje legalnie...

Co robił pan ostatnio na wolności, prowadził pan jakiś biznes?

- Aktywnie się rehabilitowałem.

Wie pan, co robią obecnie pana dawni koledzy z grupy pruszkowskiej? Czy niektórym z nich udało się prowadzić życie uczciwych, spokojnych obywateli?

- Oczywiście, że wiem. Nadal mamy ze sobą kontakt, szczególnie z tymi, którzy prowadzą uczciwe życie.

Więcej o książce Janusza Szostaka pt. "Słowik. Skazany na bycie gangsterem" przeczytasz TUTAJ

Dowiedz się więcej na temat: mafia pruszkowska | 'Słowik'

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL