Reklama

Reklama

​Arszenik na pryszcze, rtęć przeciwko hemoroidom. Najgłupsze lekarstwa w dziejach medycyny

Dawniej lekarze nie przejmowali się etyką i gdy wpadali na pomysł nowej terapii, ochoczo wcielali go w życie. Nie można im przy tym odmówić fantazji. Pacjentom zalecali maści z kupy, inhalacje rtęcią oraz pocieranie się palcem nieboszczyka. Co jeszcze można było znaleźć w apteczce naszych przodków?

W naszych czasach środki medyczne podlegają restrykcyjnym badaniom, które potwierdzają skuteczność i bezpieczeństwo ich działania. I choć czasem pacjenci omyłkowo pytają w aptekach o czopki z nitrogliceryny czy maść z cyjanku, naprawdę trudno zrobić sobie krzywdę, stosując się do zaleceń lekarzy.

Reklama

Jednakże dawniej, kiedy medycyna nie stała jeszcze na tak wysokim poziomie, łatwo było o specyfiki bardziej szkodliwe niż pożyteczne. Niektóre mikstury okazywały się wręcz zabójcze.... Oto garść przykładów najgłupszych pomysłów lekarzy na "uzdrawianie" pacjentów.

Apteczka pełna metali ciężkich

Metale - szczególnie te trudne do uzyskania lub po prostu rzadko spotykane - długo znajdowały się na "celowniku" lekarzy. Ołów i srebro faktycznie są bardzo przydatne w wielu działach przemysłu i jubilerstwa, ale na pewno nie sprawdzają się jako środki medyczne.

Nie wiedzieli tego oczywiście uzdrowiciele praktykujący w XVI wieku, jak na przykład Ambroise Paré, który zalecał przykładanie wybielanych srebrem ołowianych płytek do wrzodów na skórze. Taki zabieg mógł oczywiście zabijać bakterie, ale cząsteczki metali dostające się do krwiobiegu z pewnością nie pomagały nieszczęsnemu pacjentowi.

Ale Paré nie poprzestawał na pocieraniu wrzodów. Jego sposobem na patologiczne zmiany kości powstające wskutek działania kiły, było rozcinanie mięśni i wcieranie rtęci bezpośrednio na kostne guzy. Nie trzeba chyba opisywać skutków ubocznych takiej terapii, nie mówiąc o cierpieniu, jakiego przysparzała choremu...

Środki "alchemiczne" ogólnie cieszyły się dawniej dużą popularnością. Sam ojciec współczesnej medycyny, Paracelsus, zalecał smarowanie wyprysków na skórze maścią z arszenikiem, a Aleksy Pedemontana polecał maść z rtęci na hemoroidy. Ten ostatni, dla lepszego wrażenia, dodawał do specyfiku olejek różany i mirrę.

Lata później, na początku XVIII wieku, zastąpiono arsen antymonem - bynajmniej nie mniej niebezpieczną dla zdrowia substancją. Podawano go w formie tak zwanej "wieczystej pigułki" - kapsułki wykonanej z trującego pierwiastka, wypełnionej rtęcią wymieszaną z cukrem i połykanej jako środek przeczyszczający. Co gorsza, "lekarstwo" to wykorzystywano wielokrotnie: po wypróżnieniu "odławiano" antymonową kulkę i ponownie napełniano zabójczą mieszanką. Zdarzały się nawet przypadki przekazywania tego dziwacznego i zdecydowanie niehigienicznego "medykamentu" w ramach spadku.

Fascynująca opowieść o życiu w najwspanialszych europejskich pałacach - o trujących kosmetykach, śmiercionośnych lekarstwach i okrutnych morderstwach w książce Eleanor Herman pt. "Trucizna, czyli jak pozbyć się wrogów po królewsku". Kliknij i kup z rabatem w księgarni wydawcy.

Zainteresował Cię ten artykuł? Na łamach portalu CiekawostkiHistoryczne.pl przeczytasz również o najbardziej pomysłowych próbach otrucia w dziejach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje