Bp Tadeusz Pieronek: Biskup z góralskim temperamentem

Podczas jego pożegnania abp Grzegorz Ryś przytoczył żart, jaki zmarły opowiadał kiedyś o sobie. – Tadeusz Pieronek staje u bram Nieba, a św. Piotr mówi: „Zwykle biskupów nie przyjmujemy. Ale Ty wejdź, bo co z Ciebie za biskup...”.

Gdy przed laty został sekretarzem generalnym Episkopatu Polski, zaskakiwał na każdym kroku. 

Reklama

Używał "normalnego" języka, komunikatywnego i zrozumiałego dla wszystkich. Nie bał się nazywać rzeczy po imieniu i, jak to się często mówi, był "szczery aż do bólu". Ale, co dziś rzadkie, kiedy poczuł, że przesadził, potrafił przeprosić i przyznać się do błędu. 

Wśród hierarchów wyróżniał się tym, że przyjął styl kapłański, który nie stwarzał dystansu, ale był spotkaniem. Nie znosił celebry i bogatych strojów. Podczas jednej z premier w teatrze, gdzie zebrało się wielu biskupów ubranych w purpurowe szaty, tylko on miał na sobie skromną, czarną sutannę. 

Uwielbiał kontakty z dziennikarzami. W jednym z żartów, jakie o nim opowiadano, ks. Tadeusz trafia do Nieba. Siada na tronie Pana Boga i wcale nie ma zamiaru z niego zejść. 

Do czasu, kiedy pewien aniołek szepcze mu coś do ucha. Wtedy biskup nagle zrywa się i biegnie do drzwi. "Powiedziałem mu, że dziennikarze czekają" - wyjaśnia zaintrygowanym kolegom aniołek. Ci, którzy dobrze go znali, mówili, że to góralskim korzeniom zawdzięcza twardy i trudny, lecz dobry charakter. I że z rodzinnego domu wyniósł to bezkompromisowe umiłowanie prawdy. 

Potem w słowach "In veritate" ("W prawdzie") umieścił ją wraz z chustą św. Weroniki w swoim biskupim herbie. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje