Reklama

Reklama

​Bretarianie. Czy można żyć bez jedzenia i picia?

Żywią się energią słoneczną, a tradycyjne pokarmy nie są im potrzebne do życia. I choć medycyna stoi na stanowisku, że człowiek nie jest w stanie przetrwać bez jedzenia i picia, bretarianie twierdzą, że są pełni sił witalnych i życiowej energii. Wszystko jest kwestią nastawienia psychicznego i siły woli - przekonują.

Bretarianizm (od angielskiego "breath", czyli oddech), zwany też inedią lub niejedzeniem, zakłada, że człowiek jest w stanie funkcjonować normalnie, powstrzymując się od tradycyjnie rozumianego jedzenia i picia. Zamiast tego, może żywić się energią słoneczną i z niej czerpać życiodajne siły.

Według wyznawców tej filozofii, osoby przyjmujące tradycyjne posiłki zużywają nawet 80 proc. życiowej energii na ich strawienie. Dlatego, rezygnując z jedzenia, bretarianie wykorzystują tę energię do funkcjonowania. Jak deklarują, taki styl życia gwarantuje im mnóstwo siły i witalności, a przede wszystkim zdrowie. Wiele współczesnych chorób ma bowiem swoje źródło właśnie w niezdrowej diecie. Bretarianom wystarczą tylko 2-3 godziny snu na dobę.

Reklama

Jak przejść na bretarianizm?

Jak przyznają propagatorzy tej metody, przejście na bretarianizm i wytrwanie w tym postanowieniu możliwe jest wyłącznie dzięki silnej woli. Konieczne jest też pozytywne nastawienie do tej formy odżywiania. Przejście musi odbywać się stopniowo, najpierw ogranicza się potrawy ciężkostrawne i najbardziej przetworzone, potem resztę jedzenia, w końcu także i picie. Całości ma towarzyszyć sporo medytacji i autosugestii. Przestawiony w ten sposób organizm stopniowo zaczyna przyswajać energię słoneczną jako pokarm.

Bretarianizm - czy to bezpieczne?

Choć sami bretarianie bardzo polecają swój styl życia, warto wyraźnie zaznaczyć, że bretarianizm jest powszechnie krytykowany przez lekarzy i dietetyków, a także uważany za sprzeczny z nauką o fizjologii ludzkiego organizmu, według której nie jesteśmy zdolni przetrwać bez pożywienia. 

- Bez jedzenia możemy przeżyć dłuższy czas, ale bez wody absolutnie nie. Z całą pewnością jednak człowiek nie jest w stanie całkowicie zrezygnować z jedzenia, bo żeby żyć, trzeba jeść - przekonuje Hanna Stolińska-Fiedorowicz, dietetyczka i specjalistka do spraw żywienia. - Nie znam potwierdzonych naukowo historii osób, które żyły i funkcjonowały bez jedzenia. Więc jeśli ktoś twierdzi, że nie je, oznacza to, że albo przyjmuje jedzenie w formie płynnej, albo mówi nieprawdę - dodaje Stolińska-Fiedorowicz. 

Skuteczności bretarianizmu nie udało się nigdy zweryfikować w obiektywny i naukowy sposób, głównie dlatego, że taki eksperyment byłyby nieetyczny i obarczony zbyt dużym ryzykiem. W historii nie brakuje jednak wydarzeń, które dowodzą, że człowiek nie jest w stanie przeżyć bez jedzenia. Wystarczy wspomnieć warszawskie getto, w którym w latach 1940-42 zmarło ponad 90 tysięcy osób, głównie za sprawą głodu, zimna i chorób. Wykorzystując tragiczne okoliczności getta, grupa żydowskich lekarzy prowadziła na jego terenie badania na temat głodu, które stały się podstawą książki "Choroba głodowa" wydanej w 1946 roku. W publikacji opisano bardzo dokładnie procesy, które zachodzą w organizmie głodującego człowieka, fazy głodu, puchnięcie organizmu, stopniową utratę energii i powolne zatrzymanie życiowych procesów, przez co śmierć z głodu przypomina śmierć ze starości.

Innym, wartym wspomnienia przykładem jest tzw. Wielki Głód na Ukrainie. W latach 1932-34, po decyzji władz o kolektywizacji rolnictwa (czyli przekazywaniu plonów państwu), w kraju zapanował potężny głód w wyniku którego zmarły 4 miliony ludzi (według niektórych opracowań ofiar mogło być nawet 6 milionów). 

Drugim argumentem przemawiającym za tym, że człowiek nie jest w stanie przetrwać bez pożywienia także wtedy, gdy siłą woli chce utrzymać się przy życiu jest historia Bobby’ego Sandsa z Irlandzkiej Armii Republikańskiej, który z powodów politycznych prowadził w 1981 roku strajk głodowy. Nie przyjmował pokarmów przez 66 dni, a głodówka doprowadziła go do śmierci.

Jogin, który nie je od 78 lat

Popularność bretarianizmu opiera się więc tylko i wyłącznie na deklaracjach samych bretarian. Dwukrotnie próbowano zweryfikować niejedzenie w warunkach telewizyjnych.

W roku 1999 jedna popularyzatorka bretarianizmu, Ellen Greve (znana jako Jasmuheen), wzięła udział w programie "60 Minutes", emitowanym na antenie australijskiej telewizji. Przez całą dobę jej zachowanie było obserwowane przez telewidzów za pośrednictwem kamer umieszczonych w studio. Po 48 godzinach eksperyment przerwano. Lekarze stwierdzili u Ellen odwodnienie, stres i wysokie ciśnienie, zdecydowano więc o zakończeniu projektu, choć Ellen oskarżała telewizję o to, że nie zapewniono jej odpowiednich warunków do udowodnienia swoich racji.

Najpopularniejszym i najczęściej opisywanym w mediach przykładem życia według filozofii bretarianizmu jest jogin Prahlad Jani urodzony w roku 1929, który twierdzi, że przestał jeść w wieku 11 lat. Jak sam przyznaje - regularnie medytuje, a niejedzenie sprawia, że czuje się wyśmienicie i cieszy się dobrym zdrowiem.

Aby dać odpór powszechnej krytyce bretarianizmu, Prahlad Jani dwukrotnie zgodził się na testy kliniczne w świetle kamer. Po raz pierwszy przebadano go w 2003 roku. Podczas dziewięciodniowej głodówki każdy ruch jogina był filmowany przez jedną z 30 kamer wideo. Naukowcy, którzy obserwowali przebieg eksperymentu potwierdzili, że Prahlad nie jadł i nie pił. Po dziewięciu dniach głodówki nie był osłabiony ani zmęczony. W 2010 powtórzono podobne badanie, z identycznym skutkiem. Tym razem trzytygodniowa głodówka nie pozostawiła śladu na zdrowiu Janiego, był energiczny, pogodny, nie odczuwał głodu. Jednocześnie, co zastanawiające, jego przypadek nie został opisany w żadnym specjalistycznym artykule naukowym, zapisem eksperymentu jest jedynie dokument wyprodukowany przez Discovery Channel.

W mediach często przywoływana jest też postać indyjskiego inżyniera, którego głodówki miałyby być dowodem na korzystny wpływ bretarianizmu na zdrowie. Hira Ratan Manek głoduje wprawdzie okresowo, ale najdłuższa głodówka, jaką odnotował wynosiła aż 411 dni. Z Z punktu widzenia medycyny i dietetyki, taka sytuacja nie wydaje się realna. - Głodówki nie szkodzą organizmowi, pod warunkiem, że nie trwają dłużej niż trzy dni - wyjaśnia Hanna Stolińska-Fiedorowicz, dietetyczka i specjalistka do spraw żywienia. - W przeciwnym razie mogą spowodować niedobory i spowolnienie metabolizmu, ponieważ organizm przechodzi na tryb oszczędzający. Oczywiście niedojadanie jest lepsze niż przejadanie się, ale niejedzenie zupełnie niczego nie jest absolutnie wskazane - dodaje.

Stachursky żywi się energią słoneczną

W Polsce bretarianizm nie jest specjalnie popularny, choć kilka lat temu piosenkarz Stachursky (czyli Jacek Łaszczok) zadeklarował, że żywi się wyłącznie energią słoneczną, wzbudzając tym samym sporo medialnego szumu i pierwszy raz zwracając uwagę masowej widowni w Polsce na temat bretarianizmu. Po jakimś czasie powrócił jednak do tradycyjnego sposobu odżywania.

Czy bretarianizm może zabić?

Za każdym razem, gdy w mediach pojawi się temat bretarianizmu, przywoływane są historie osób, które zafascynowały się tą filozofią a następnie... zmarły z głodu.

Najbardziej znanym przypadkiem jest Verity Linn, 49-letnia Australijka, której wyniszczone ciało w 1999 roku znaleziono w górach północno-zachodniej Szkocji. Obok ciała Linn znajdował się pamiętnik opowiadający o jej 21-dniowym poście i książka założycielki bretarianzimu, Jasmuheen.

Bretariańscy celebryci

W zachodnich mediach popularna jest para bretarian, która praktykuje ten styl życia od 2008 roku. Camila Castello (34 lata) i Akahi Ricardo (36 lat) twierdzą, że po przejściu na bretarianizm nie przyjmowali żadnych pokarmów przez trzy lata. Teraz jedzą tylko trzy razy tygodniowo, a ich posiłki składają się zazwyczaj z kawałka owocu lub bulionu warzywnego. Oboje twierdzą, że nie czują głodu. Od kilku lat Camila i Akahi są też nauczycielami bretarianzmu i propagatorami tej metody w internecie.

Jak przyznaje Camila, do rezygnacji z bretarianizmu nie skłoniła ją nawet żadna z dwóch ciąż. - Z pierwszym dzieckiem, przez całą ciążę praktykowałam bretarianizm. Głód był dla mnie czymś obcym więc żywiłam się energią słoneczną i nie sięgałam po jedzenie. Po każdym z trzech ciążowych trymestrów miałam nienaganne wyniki w badaniach krwi. Urodziłam zdrowego, ślicznego chłopczyka - powiedziała Camila w rozmowie z The Guardian.

Czy bretarianizm to zaburzenie?

Dee Dawson, terapeutka zawodowo zajmująca się leczeniem zaburzeń odżywiania skomentowała historię Camili w rozmowie z The Guardian. Dawson porównała bretarian do ludzi z zaburzeniami odżywania - jedni i drudzy w nieprawidłowy sposób postrzegają to, ile jedzenia przyjmują. Jak przyznaje Dawson, pacjenci z ogromną nadwagą mówią do niej często, że niewiele jedzą, a mimo to, wcale nie chudną. "Potem okazuje się, że na śniadanie zjedli tosta, na obiad kiełbasę i chipsy, w końcu robią się z tego 2 tysiące pustych kalorii" Z bretarianami - zdaniem Dee Dawson - jest podobnie. Bretarianizmowi sprzeciwia się więc nie tylko współczesna medycyna i dietetyka, ale także psychologia. O pozytywnych aspektach bretarianizmu mówią wyłącznie sami bretarianie. O jego szkodliwości mówią jednym głosem specjaliści z zakresu dietetyki i odżywania. - Nie jest możliwe doprowadzenie organizmu do takiego stanu, w którym zupełnie nie będzie on potrzebował jedzenia. Nawet stopniowo, przez jakiś czas. Żeby żyć, ludzie potrzebują pożywienia - tłumaczy specjalistka w zakresie żywienia, Hanna Stolińska-Fiedorowicz.

Wygląda na to, że coś jest na rzeczy, bo sama Camila Castello przyznaje, że "nic nie jem" to przenośnia i dodaje, że podczas ciąży jadła pięciokrotnie, zawsze w sytuacjach towarzyskich spotkań i w towarzystwie innych ludzi.

Camila i Akahi twierdzą, że nie zamierzają narzucać dzieciom bretarianizmu, ale chcą pokazywać im różne rodzaje diety i różne sposoby odżywania. Gdy dorosną, same zdecydują, co jest dla nich najlepsze - mówią zgodnie.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje