Reklama

Reklama

Co czuje lekarz, gdy umiera jego pacjent

Często narzekamy na funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej i pracę lekarzy. A czy kiedyś zastanawialiście się, jak to wszystko wygląda z drugiej strony? Dlaczego lekarze się tak często spóźniają? Co naprawdę myślą o swoich pacjentach? Jak przeżywają ich śmierć? Na to ostatnie pytanie znajdziecie odpowiedź w poniższym fragmencie książki "Lekarz ci tego nie powie" autorstwa Maxa Skittle.

środa, 27 czerwca

Dziś znów przyszła kolej na mój dyżur w przychodni. Wszyscy lekarze rodzinni sprawują takie dyżury rotacyjnie, trzy albo cztery razy w miesiącu, i szczerze mówiąc, jest to całkiem przyjemna odmiana po monotonii, jaka wkrada się do codziennej, rutynowej obsługi własnych pacjentów. Lekarz dyżurny nie ma tego dnia porannej i popołudniowej sesji wizyt, na które pacjenci się umawiają, lecz przyjmuje bez rezerwacji od godziny 8:00 do 18:30. Tak więc przychodzę do gabinetu, siadam za biurkiem, wstrzymuję oddech. I czekam.

Reklama

O 8:01 mam już długaśną listę rozmaitych zleceń. Może to być konieczność zajęcia się nagłym przypadkiem, osobą, która tego właśnie dnia dzwoni albo osobiście przychodzi do poradni, ponieważ potrzebuje pilnego badania (ale nie jest na tyle chora, żeby udać się na oddział ratunkowy, gdzie na przyjęcie czekałaby siedem godzin). Albo pilne zapotrzebowanie na receptę, albo wreszcie podjęcie działań w związku z wynikami badań krwi poważnie odbiegającymi od normy, co wymaga skontaktowania się z pacjentem (żeby sprawdzić, czy jeszcze żyje).

Są też sprawy socjalne. To ciekawe, że kwestie te zajmują znaczną część dnia lekarza dyżurnego - trzeba uporać się z telefonami od członków rodzin, którzy często znajdują się w sytuacji kryzysowej z powodu kłopotów ze starzejącymi się rodzicami, ale nie mogą skontaktować się z opieką społeczną, ponieważ opieka społeczna jest zajęta dzwonieniem do nas, aby uzyskać szczegóły medyczne dotyczące innych rodzin w kryzysie.

Kiedy więc z całego dzisiejszego rozkosznego chaosu wyłaniają się wchodzący do mojego gabinetu tuż przed jedenastą państwo Patelowie, jest to naprawdę mile widziana chwila wytchnienia. Są nowymi pacjentami naszej przychodni, oboje po sześćdziesiątce, wciąż pełni życia, a przyszli dziś tylko dlatego, że panu Patelowi skończyły się leki na obniżenie ciśnienia. To raczej kiepski powód i może niewystarczający, aby umieszczać takich pacjentów na liście przyjęć lekarza dyżurnego, ale wszystko mi jedno, bo już zdążyłem ich polubić.

Dziwnie to zabrzmi, ale podczas moich konsultacji często zachodzi swojego rodzaju korelacja odwrotna: pacjenci, którzy nie dają się lubić, potrafią naprawdę upośledzić moją zdolność do myślenia kategoriami czysto medycznymi, bo za bardzo absorbuje mnie deliberowanie nad tym, dlaczego przychodzą tu tak jawnie wrogo nastawieni. Natomiast kiedy mam sympatycznego i ciekawego pacjenta, bez względu na to, czy jego przypadek jest prosty, czy trudny, zawsze skłania mnie to do zajęcia się nim tak dokładnie, jak to tylko możliwe.

Nie zrozumcie mnie źle, zdaję sobie sprawę, że ludzie, trafiając do mnie, mogą być, nazwijmy to, drażliwi i podenerwowani z wszelkiego rodzaju powodów - strach, zmartwienie i frustracja znalazłyby się prawdopodobnie w pierwszej trójce. Rozumiem to. Tak więc zawsze staram się zgłębić przyczyny przejawianej przez nich wrogiej postawy (czasami naprawdę jest to kwintesencja ich osobowości).

Badam układ krwionośny pana Patela, na co składa się osłuchiwanie czterech jam serca za pomocą stetoskopu, a następnie mierzę mu ciśnienie i tętno. Wszystko w doskonałym porządku. Wypisuję receptę na amlodypinę (10 mg), jego lek na ciśnienie, który przyjmuje raz dziennie, ustalamy termin kontroli i kończymy konsultację pięciominutową pogawędką o niedawnej podróży państwa Patelów do Irlandii. Opowiadam im o Alice i wybrzuszku, i wreszcie zapraszam na wizytę, jeżeli cokolwiek ich zaniepokoi.

Pan i pani Patelowie może i są zupełnie nowymi pacjentami naszej przychodni, ale na liście moich ulubionych pacjentów już znajdują się w pierwszej piątce. Nie martw się, Benny, twoje pytania w stylu "jaki jest sens życia" są bezkonkurencyjne i szczerze wątpię, żebyś mógł kiedykolwiek spaść ze swojego pierwszego miejsca. Nie mając już więcej powodów do zatrzymywania moich pacjentów, niechętnie odprowadzam ich do drzwi. Wychodzą roześmiani. Co za wspaniali ludzie! (...)

* Więcej na temat książki "Lekarz Ci tego nie powie" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: lekarz | bład lekarza | lekarze | Młodzi lekarze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje