Reklama

Reklama

Czy kobieta może uprawiać sport?

Jazda konna, „łyżwowanie” i przejażdżka łodzią – oto sporty dla kobiet. Pozostałe formy aktywności fizycznej męczą, powodują zawroty głowy, worki pod oczami oraz zanik rumieńców więc ich uprawianie należy pozostawić mężczyznom. W XIX wieku sport należał do licznej kategorii zajęć zarezerwowanych tylko dla panów.

Uprawiane na świeżym powietrzu rozrywki można było podzielić na dwa rodzaje. Po pierwsze na te, które były dozwolone obu płciom, oraz na te zastrzeżone wyłącznie dla mężczyzn. Hasła równouprawnienia sprawiały, że pod koniec XIX wieku kobiety coraz częściej zaczynały interesować się męskimi formami spędzania wolnego czasu.

Reklama

Wywoływało to wiele komentarzy w prasie, jak i literaturze naukowej. M. Rościszewski w poradniku pod tytułem "Pani domu" z 1904 roku, dokonał szczegółowej analizy sportów pod względem moralności. Autor stwierdzał, że skoro kobieta już koniecznie musi uprawiać sporty, to niech czyni to przynajmniej z umiarem i spokojem.

Kobieta chcąca uprawiać sport powinna pamiętać, że taka rozrywka męczy, a od jej nadmiaru można dostać zawrotów głowy, stracić humor, na twarzy w miejsce zalotnego rumieńca pojawiają się plamy, robią się worki pod oczami, włosy pozostają w nieładzie, pot skrapia czoło, a cała postać traci wdzięk wrodzony i swobodę ruchów. Jednym słowem w wyniku uprawiania sportów kobieta przestaje być prawdziwą kobietą. Taka rozrywka nie dawała pogodzić się z wizerunkiem damy. Do najmniej potępianych zajęć ruchowych należała jazda konna, pod warunkiem jednak, że odbywała się na specjalnym damskim siodle, bokiem do kierunku jazdy i ze złączonymi nogami. A ponadto pływanie czółnem i "łyżwowanie".

Co do "łyżwowania", to zwracano uwagę, że jest to bardzo pożyteczna rozrywka - doskonały "środek higieniczny", w szczególności dla osób "pędzących życie siedzące". Zimą wielu chętnie chodziło na ślizgawki gdzie w niedziele przygrywała wojskowa orkiestra, zdarzały się też pokazy sztucznych ogni. W Paryżu natomiast "łyżwowano" w urządzonych wytwornie budynkach zwanych "pałacami lodowymi", będących odpowiednikiem dzisiejszych lodowisk. Kto nie miał ochoty na wysiłek, mógł ślizgać się na specjalnym krześle na łozach, popychanym przez wynajętego chłopca. Jak już pisano powyżej, łyżwy należały do sportów nie zagrażających moralności. Choć i tu M. Rościszewski pozwalał sobie na uwagi w trosce o przyzwoitość. - "Obcym mężczyznom, lub mało znanym, dopasowywania łyżew pozwalać nie należy", przestrzegał z całą powagą.

Co do roweru, to M. Rościszewski był tej rozrywce przeciwny w odniesieniu do pań, choć wiedział, że mody nie zatrzyma, bo w kraju cyklistek był już "legion", a "z legionem liczyć się trzeba bezwzględnie". Zalecał jednak umiarkowanie i przyzwoitość. Stanowczo odradzał zakładanie w tym celu spodni męskich (pump). Nie miał natomiast nic przeciwko zakładaniu gorsetów, tyle tylko, że "jazda konna, jak i na rowerze, wymagają gorsetów, specyalnie fabrykowanych w tym celu." W długiej spódnicy, w przeciwieństwie do spodni, kobieta na rowerze wyglądała pięknie, a w dodatku nie zwracała na siebie uwagi mężczyzn. Panie powinny były jednak jeździć spokojniej, tak by nie narażać swej sylwetki na "roztrzepanie" i nie powodować jakiegokolwiek nieładu w stroju.

Na przejażdżkę rowerem nigdy nie należało udawać się samej. A jeżdżąc na tandemie, należało pamiętać o tym, by siadać za mężczyzną, a nie przed. Mogę podejrzewać, że za takim stanowiskiem autora przemawiały także względy przyzwoitości, bo widok damskich krągłości trzęsących się na siodełku i to jeszcze w tak bliskiej odległości mógł rozpraszać.

Podobnie autor jednego z artykułów w "Tygodniku Ilustrowanym" zastanawiał się nad tym, czy kobiety mogą jeździć na "stalowym rumaku". Stwierdzał, że rozrywka ta zażywana z umiarem nie musi być szkodliwa dla zdrowia. Choć w przypadku kobiet o umiar i zdrowy rozsądek było raczej trudno, ale "szczęściem mają ojców, mężów i braci, którzy mogą miarkować zbytni zapał".

Kolejny sport, który M. Rościszewski postanowił wziąć pod lupę moralności była jazda na "samojeździe", zwanym też "wiatrem stepowym" lub "huraganem". Takim określeniom nie trudno się dziwić, bo przecież prototypy pierwszych samochodów z szybkością huraganu przemierzały drogi. Zdarzało się, że na widok pierwszych maszyn ludzie uciekali w przerażeniu. Zresztą nie tylko na widok maszyn, ale także tych, którzy nimi kierowali.

Jazda otwartym "samojazdem", jak większość sportów, wymagała wyrzeczeń. Do przejażdżek należało zakładać specjalne ubrania, chroniące strój od kurzu, wiatru i dymu. "Mężczyzna i kobieta przeistaczają się, nikną pod szerokimi płaszczami gumowymi lub paltotami barwy kurzu." Pisał autor w poradniku z 1904 roku. Do tego na głowę zakładano kapelusze z woalkami, zaś na oczy okulary chroniące od kurzu i odprysków kamieni przydrożnych.

W amerykańskiej prasie znaleźć można zdjęcia kobiet, uprawiających boks. W źródłach, dotyczących naszego kraju, nie słychać o tym, by kobiety uprawiały ten sport na początku XX wieku (przynajmniej ja do takich nie dotarłam). Byliśmy krajem nazbyt konserwatywnym.

Sport sportem, ale elegancja ponad wszystko, butów na obcasie ściągać nie wolno nawet na ringu.


W tekście znalazły się fragmenty książki Agnieszki Lisak pt. "Życie towarzyskie w XIX wieku".


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje