Reklama

Reklama

Czy w 2022 roku czeka nas koniec świata?

2022 roku dotyczy wiele wizji, a każda z nich może napawać nas niepokojem o przyszłość świata. Astronomowie już kilka lat temu zapowiedzieli, że niedługo niebo zaleje "krwawy blask", niczym w jednej z zapowiedzi Nostradamusa, NASA zapowiada niebezpieczną wizytę asteroidy, a badacze przepowiedni odnajdują kolejne proroctwa dotyczące przyszłego roku. Co przewidziała Baba Wanga i czym ma być tzw. zapasowy koniec świata?

Zderzenie gwiazd, Nostradamus i Biblia

Larry Molnar, Karen Kinemuchi  i Henry Kobulnicky to zespół astronomów, który w 2017 opublikował swoje badania na temat zderzenia gwiazd układu KIC 9832227 - według ich prognoz miało to nastąpić w okolicy 2022 roku.

Podwójny układ gwiazd uwikłany jest w specyficzny "taniec śmierci", w którym orbity dwóch krążących wokół siebie ciał niebieskich szybko ulegają zwężeniu, prędkość ich ruchu rośnie, a połączenie wydaje się niemożliwe do uniknięcia. Z tej kosmicznej katastrofy miała narodzić się nowa gwiazda - specyficzna czerwona supernowa, która przez krótki czas byłaby jednym z najjaśniejszych obiektów na naszym niebie.

Reklama

Ten obraz zelektryzował badaczy przepowiedni Nostradamusa na całym świecie. Michel de Nostredame, zwany Nostradamusem, to żyjący w XVI wieku francuski wizjoner, okultysta, mistyk i kabalista. Jest jednym z najbardziej znanych w historii jasnowidzów, który zasłynął spisanymi przez siebie centuriami - rymowanymi czterowierszami grupowanymi po sto.

Interpretatorzy jego dzieł twierdzą, że opis "ciała niebieskiego, którego kolorem będzie krew" odnajdujemy w jednej z przepowiedni dotyczących wydarzeń "będących początkiem tragedii". Wcześniej obraz "krwawej" planety lub komety łączono z mitem o Nibiru - tajemniczego kosmicznego wędrowca, zagubionej planecie Układu Słonecznego, której pojawienie się miało zwiastować koniec cywilizacji. Naukowe hipotezy dotyczące przyszłego zderzenia gwiazd układu KIC 9832227 stały się jednak od razu najpopularniejszą interpretacją przepowiedni francuskiego okultysty.

Inaczej widzi to izraelski rabin Josef Berger z Grobu Króla Dawida na górze Syjon. Wedle jego domysłów, pojawianie się na nieboskłonie supernowej będzie zwiastowało ponowne przyjście Mesjasza, co ma być kolejnym znakiem rychłego końca świata. Berger przytacza tu teorię XII-wiecznego rabina Mojżesza ben Maimona, a także cytat pochodzący z Księgi Liczb: "Widzę go, lecz jeszcze nie teraz, dostrzegam go, ale nie z bliska: wschodzi Gwiazda z Jakuba, a z Izraela podnosi się berło. Ono to zmiażdży skronie Moabu, a także czaszki wszystkich synów Seta".

Na koniec najważniejsza informacja - koniec świata został jednak odwołany już trzy lata temu. Przynajmniej nie z powodu czerwonej gwiazdy z układu KIC 9832227. Badania innego zespołu naukowców opublikowane w 2018 roku w The Astrophysical Journal Letters i opierające się na bardziej kompletnych danych, wykazały, że do zderzenia gwiazd jednak nie dojdzie.

A może jednak? Anunnaki i Baba Wanga

Ale spokojnie, "końców świata" nam nie zabraknie. Skoro nie możemy liczyć na gwiazdy z gwiazdozbioru Łabędzia, pozostają jeszcze niezawodni kosmici.

Maximillien de Lafayette w swojej wydanej w 2012 roku książce "2022: The Return Of The Extraterrestrial Anunnaki" zapowiada powrót na ziemię tytułowej rasy Anunnaki. Wedle jego interpretacji sumeryjskich mitów, jest to rasa, która stworzyła w zamierzchłej przeszłości ludzi na drodze manipulacji genami. Niestety, nie każdy zachował swoją genetyczną czystość, więc po powrocie "rodziców" z przestrzeni kosmicznej, nie wszyscy zostaniemy "zabrani z planety przez bańkę antymaterii".

Również wizje bułgarskiej prorocznicy, niewidomej mistyczki Baby Wangi, nie napawają optymizmem. Według niej rok 2022 przyniesie ze sobą serię katastrof i wiele innych nieprzyjemnych wydarzeń. Szczęśliwie nie będzie to koniec świata, ale zaledwie trudny, przejściowy okres, po którym sprawy nabiorą dużo bardziej pozytywnego kierunku.   

"Zapasowy" koniec świata - 6 maja 2022 roku?

NASA ostrzega, że 6 maja 2022 roku Ziemię minie w bardzo bliskiej odległości poruszająca się z prędkością 86 tys. km/h 130-metrowa asteroida JK1.  Szanse na zderzenie rzeczywiście są niewielkie, ale nie zerowe. Jednak by doszło do tragicznej w skutkach katastrofy, JK1 musiałaby uderzyć w zamieszkałe tereny naszej planety. Gdyby było to np. duże miasto, to ofiary mogłyby być liczone w milionach. Na to jednak szanse są - nomen omen - astronomicznie małe. 

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje