Reklama

Reklama

Dorota Gawryluk: Macierzyństwo to sprawa absolutnie numer jeden w moim życiu

Dziennikarka, szefowa Wydarzeń i Polsatu News, czterokrotnie nominowana w plebiscycie Telekamery i do nagrody Grand Press. A przede wszystkim mama 27-letniego Nikona i 9-letniej Marysi. Jak udaje jej się łączyć karierę z macierzyństwem? Tego dowiadujemy się ze szczerej rozmowy Magdaleny Szefernaker z Dorotą Gawryluk. Przeczytaj fragment książki "Mama na obcasach. Rozmowy z kobietami o łączeniu kariery zawodowej z macierzyństwem".

Magdalena Szefernaker: Jesteś jedną z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek. Jak na co dzień udaje Ci się łączyć karierę zawodową z macierzyństwem?

Dorota Gawryluk: - Staram się po prostu jakoś łączyć te dwa światy. I jest to ciężka sprawa i wyzwanie. Często dostaję właśnie takie pytanie i nie wiem, jak na to odpowiedzieć, dlatego że w sumie nie wiem, czy mi się „udaje” i czy to słowo „udaje” w ogóle jest tutaj właściwe, na pewno staram się, żeby się „udawało” – raz jest lepiej, raz jest gorzej, ale generalnie jestem optymistką i chociaż też perfekcjonistką, to nie cierpię jakoś specjalnie, jeśli coś mi się nie uda. Na pewno jestem zadowolona z tego, co mi się udaje, z rzeczy, które robię i w pracy, i w domu. A poza tym staram się być bardzo poukładana i na przykład dzień w dzień od nowa buduję swój kalendarz.

Reklama

Czyli planowanie i Twoje podejście do życia ułatwia Ci funkcjonowanie w tym zwariowanym świecie?

- Tak, w tym zabieganiu na pewno warto zrobić sobie plan, a ja ten plan robię niemalże codziennie. Problem jednak z tym planem polega na tym, że nie zawsze udaje mi się go wykonać. (śmiech) Zapisuję tak: 6.00 rano pobudka, potem ćwiczenia – bardzo lubię ćwiczyć i jest mi to bardzo potrzebne, bo jestem przyzwyczajona do aktywności fizycznej. Później śniadanie i budzenie – kiedyś dzieci – dzisiaj już tylko jednego dziecka, bo drugie jest już dorosłe. Potem kolejne rzeczy i kolejne. I oczywiście plan jest idealnie realizowany, ale tylko do pewnego momentu. Bo ten poranny plan udaje mi się wykonać, niestety gorzej jest z następnymi punktami, bo w ciągu dnia pojawiają się dodatkowe rzeczy do zrobienia czy sprawy do załatwienia. Ale i tak planowanie na pewno mi pomaga. 

Masz takie sytuacje, że musisz rezygnować z czegoś w pracy na rzecz macierzyństwa? 

- Bardzo często rezygnuję z rzeczy dodatkowych poza pracą, na przykład z udziału w konferencjach czy też w różnych imprezach – jeśli one są poza czasem mojej pracy czy wymagają dodatkowych wyjazdów. Rezygnuję również z życia towarzyskiego, ale nie mówię o tym z przykrością czy ze smutkiem, bo często traktuję to jako wymówkę. Także jeśli ktoś mnie gdzieś zaprasza i chciałby, żebym pojechała i uczestniczyła w jakimś konkretnym wydarzeniu, to jeśli jest to poza planem mojej pracy, wówczas zazwyczaj odmawiam, tłumacząc, że mam małe dziecko i na szczęście spotykam się tutaj ze zrozumieniem. 

Czym jest dla Ciebie dziennikarstwo?

- Dziennikarstwo to nie jest tylko praca, lecz także pasja, to jest coś, czym żyję na co dzień. I to nie jest tak, że to jest praca „od do”, w określonych godzinach i jakiś przykry obowiązek, tylko właśnie pasja. Nie potrafię i w sumie nie chcę przestać myśleć o tym, czym zajmuję się w pracy – czyli informacjami, newsami, tym, co dzieje się w Polsce czy na świecie – dziennikarstwo to jest po prostu część mojego życia i bardzo ją lubię.

Łatwiej jest mężczyznom czy kobietom osiągać sukcesy w dziennikarstwie? 

- Ja bym tego tak nie rozdzielała. Jeśli chodzi o sukcesy, to nie definiowałabym czy w dziennikarstwie, czy w jakimś innym zawodzie, komuś jest łatwiej je osiągać. Bo jeśli kobiety mają dzieci i rodzinę, to logiczne jest, że jest im trudniej i nie da się tego zmienić żadnymi feministycznymi zaklęciami. Rodzina i dzieci wymagają czasu i poświęcenia, więc w tym względzie kobieta ma trudniej. Sporo tu zależy oczywiście od męża czy partnera, ale patrząc globalnie – kobieta rzeczywiście ma trudniej.

Jaka jest Twoja recepta na osiągnięcie sukcesu zawodowego?

- Nie wiem, czy jest na to jakaś recepta, którą można by podać jako gotowy przepis. Myślę, że ciężka praca.

Od 6.00 rano? 

- O nie, od 6.00 rano nie pracuję, tylko dopiero wstaję i robię różne rzeczy, raczej przyjemne, na które później nie miałabym czasu – słucham radia, piję kawę, czytam gazety. Co do pracy, to uważam, że jeśli wkłada się w nią dużo energii, jest się uczciwym w jej wykonywaniu, nie robi się pewnych rzeczy po łebkach, ale np. rzetelnie przygotowuje do wywiadów czy spotkań – to jest to podstawą drodze do osiągnięcia sukcesu. Ale też chcę mieć czas dla siebie, dlatego staram się wstawać jak najwcześniej i cały czas staram się przesuwać granicę, przyzwyczajać się do tego, żeby wstawać wcześniej, to znaczy nie później niż o godzinie 6.00. Dzięki temu mam więcej czasu, żeby zrealizować swój plan na dany dzień. Do tego niewątpliwie praca musi być połączona z pasją, bo jeśli nie ma pasji, to wtedy niestety jest tylko i wyłącznie wyrobnictwo. Zatem potrzebny jest pewien błysk w oku, a pasja to jest właśnie ten błysk w oku, a bez niego, bez zainteresowania światem nie da się osiągnąć zamierzonego celu. 

Podziwiam, że jesteś w stanie wstawać codziennie o tak wczesnej porze. Ja jestem nocnym typem, więc ciężko byłoby mi tak funkcjonować.

- Ja też jestem nocnym typem, także ciężko mi utrzymać poranny reżim, ale powoli się przyzwyczajam do funkcjonowania w takim trybie. Przez lata już to wypracowałam i stwierdziłam, że nie ma innej metody. Najlepiej byłoby, gdybym wstawała o godzinie 5.00, ale bardzo ciężko mi się do tego przyzwyczaić.

Skoro Twoja praca jest również Twoją pasją, to zapewne daje Ci poczucie satysfakcji i spełnienia, a to prowadzi do szczęścia. A szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci. 

- Mam nadzieję, że moje dzieci są szczęśliwe. Chociaż oczywiście marudzą bez przerwy (śmiech) – zarówno starsze, jak i młodsze. Tak, tak – nawet moje dorosłe dziecko też marudzi, bo ciągle czegoś chce, a widzi ten świat inaczej niż ja to postrzegam, a ja nie wychowuję dzieci w ten sposób, że „róbta, co chceta”. Być może to jest dobre, ale nie wtedy, kiedy dotyczy naszych dzieci. Stawiam im więc raczej wysoko poprzeczkę i mam – powiedzmy – spore wymagania, choć według mnie one są po prostu naturalne. I w moim odczuciu moje dzieci są szczęśliwe, ale czy dobrze wychowane, to już kwestia nie mojej oceny – to świat oceni, jak wychowaliśmy nasze dzieci. Jestem optymistką i to akurat nie jest związane z moim zawodem, ale w ogóle wydaje mi się, że w życiu trzeba być optymistą, żeby przetrwać. Trzeba cieszyć się z małych rzeczy, które nam się udają i takie podejście przekładam też na swoje dzieci. Mam też czasami niezbyt mądre poczucie humoru, którym o dziwo udaje mi się rozbawić moją córkę. 

Jaką cenę musiałaś zapłacić, żeby z sukcesem móc połączyć bycie mamą i realizację zawodową?

- No właśnie nie wiem, czy tu jest jakaś cena, którą musiałam płacić, nie nazwałabym tego ceną. Podchodzę do tego raczej w naturalny sposób – a naturalne wydaje mi się to, że każda praca wymaga wysiłku, każdy zawód wymaga wysiłku bez względu na to, czy jest się dziennikarzem w telewizji, czy robi się coś innego. Ważne, że robi się to dobrze i daje to w jakimś stopniu poczucie satysfakcji. Moim zdaniem zaangażowanie w pracę zawsze wymaga poważnego podejścia do tego, co się robi, dlatego też nie określiłabym tego jako płacenie ceny. Jeśli chodzi o dziennikarstwo, to tu jest inny problem – brak określenia ram czasowych. To nie jest tak, że mogę wyjść o godzinie 16.00 i zapomnieć o tym, co się dzieje w pracy i skupić się na innych rzeczach. To jest coś, co zawsze w jakiś sposób mnie jednak bolało, bo wiedziałam, że powinnam trochę więcej czasu poświęcić dziecku, zwłaszcza synowi, a nie mogłam tego zrobić. Powody, dla których tak się działo, często brały się z tego, że akurat ktoś zadzwonił i trzeba było szybko rozwiązać jakiś problem albo trzeba było pojechać na wywiad, bo nagle ktoś, kto do tej pory nie chciał się zgodzić na rozmowę, prosi, żeby przyjechać, bo akurat ma wolny termin. I wtedy musiałam dostosować się, rzucić wszystko i jechać. W niektórych innych zawodach bywa pewnie podobnie. W dziennikarstwie jednak najtrudniejsze jest właśnie to, że w zasadzie praca nie ma ram czasowych i konieczne jest zaangażowanie 24-godzinne.

Masz wyrzuty sumienia, że za mało czasu poświęciłaś synowi? 

- W ogóle mam wyrzuty sumienia w różnych sprawach. Ogólnie mam za mało czasu dla syna, dla córki, dla męża, dla wszystkich mam za mało czasu. Generalnie za mało czasu poświęcam bliskim i nawet gdybym poświęcała bardzo dużo czasu, to i tak miałabym wyrzuty sumienia, bo ja mam już taki typ osobowości. Jestem po prostu na nie podatna. 

(…)

Cały wywiad Magdaleny Szefernaker z Dorotą Gawryluk przeczytasz w książce "Mama na obcasach. Rozmowy z kobietami o łączeniu kariery zawodowej z macierzyństwem". Autorka rozmawia też m.in. z Małgorzatą Ostrowską-Królikowską, Jadwigą Emilewicz czy Małgorzatą Kożuchowską.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje