Reklama

Reklama

Dramatyczny finał zabawy w parku rozrywki. Dziewczynka ma poparzoną nogę

Nie tak miała wyglądać zabawa 9-latki w centrum zabaw. Zwyczajne wyjście na zjeżdżalnie skończyło się płaczem i bólem - noga dziewczynki została poparzona. Za wypadek matka obwinia personel i brak rygorystycznych zasad bezpieczeństwa.

Dziewięciolatka ma poparzoną nogę

9-letnia Delilah Price wybrała się mamą na plac zabaw, aby pojeździć na zjeżdżalni w popularnym centrum rozrywki "Playzone" w Wielkiej Brytanii. Nikt nie miał pojęcia, że z pozoru niewinna zabawa będzie miała bolesny finał. Dziewczynka ma bowiem poparzoną nogę.

Centrum rozrywki "Playzone" przed rozpoczęciem działalności wydało ostrzeżenia oraz zalecenia, których powinny przestrzegać wszystkie osoby korzystające z atrakcji. Chodzi głównie o obowiązek zakrywania rąk i nóg - te i inne informacje można odnaleźć w różnych miejscach w budynku, widnieją też na stronie internetowej placówki.

Reklama

Czytaj również: Śmierć 12-latka na placu zabaw. Wszczęto śledztwo

Jak widać, nie wszyscy stosują się do zaleceń "Playzone" - Delilah podobnie jak jej siostra i kuzynki, którymi wybrała się na zjeżdżalnie, w dniu wypadku były ubrane w krótkie spodenki i koszulki. Matka dziewczynki twierdzi jednak, personel nie zareagował na niestosowne stroje i pozwolił dzieciom korzystać z atrakcji.

W oświadczeniu przekazanym brytyjskiemu tabloidowi "The Mirror" rzecznik "Playzone" wyjaśnił, że personel nie może być odpowiedzialny za to, jak rodzice ubierają swoje dzieci. Zaznaczył, że placówka dba o bezpieczeństwo klientów, dlatego w wielu miejscach widnieją ostrzeżenia i instrukcje dotyczące korzystania z parku rozrywki.

Czytaj też: Wypadek na placu zabaw. Dziewięcioro dzieci rannych

"Ledwo chodziła i nie mogła siedzieć"

Matka dziewczynki relacjonuje, że w dniu tragedii córka zjechała ze zjeżdżalni i zaczęła histerycznie płakać. Okazało się, że jej udo jest poparzone. Po wypadku nie mogła dość do siebie.

Na szczęście noga jej córki wygląda już lepiej i zaczyna się goić, a lekarze są dobrej myśli. Niestety wydarzenia pozostają dla dziewczynki traumą i nieprędko skorzysta ponownie z jakiejkolwiek zjeżdżalni.

Jej matka upiera się przy swoim, twierdząc, że w miejscach, z których korzystają małe dzieci, powinny obowiązywać bardziej rygorystyczne zasady, a zadaniem personelu jest reagowanie na nieodpowiednie zachowania. Zaznaczyła, że próbowała się skontaktować z centrum rozrywki, żeby porozmawiać o zaistniałym wypadku i niebezpiecznych zjeżdżalniach. Niestety mimo obietnic nikt do kobiety nie oddzwonił.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wypadek | plac zabaw

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy