Reklama

Reklama

Dziewczyny Mansona: Niewolnice czy kochanki?

Charles Manson, zmarły w 2017 roku, uważany jest za jednego z największych zbrodniarzy naszych czasów, choć nie wiadomo, czy on sam miał krew na rękach. Był jednak głową Rodziny – sekty, która przemieniała młode kobiety w bezwzględne morderczynie. Dlaczego dziewczyny Mansona zabijały i co się z nimi stało?

Charles Manson jest jednym z ulubionych antybohaterów współczesnej popkultury. Quentin Tarantino poświęcił mu spory kawał filmu "Pewnego razu... w Hollywood", Marilyn Manson wypożyczył sobie jego nazwisko, Guns N'Roses wykonywali jego piosenkę. Filmów dokumentalnych, książek i publikacji prasowych, które mu poświęcono, nie sposób zliczyć. A przecież byli i mordercy bardziej efektywni, mający na sumieniu więcej ofiar, byli też bardziej elokwentni, barwni, o ciekawszym życiorysie... 

Fenomenem Mansona jest psychologiczna zagadka: jak to możliwe, że ten niepozorny hipis, drobny rzezimieszek, tak podporządkował sobie sporą grupę ludzi, że bez mrugnięcia okiem wykonywali jego szalone rozkazy? Czy uwodził te dziewczyny, czy je terroryzował? Może faszerował narkotykami? Albo wszystko naraz, jak w serialu "Era Wodnika" z Davidem Duchovnym, gdzie przedstawiony został (w tej roli zbyt ładny Gethin Antony) jako błyskotliwy czaruś, który łatwo może zamienić się we wściekłego, bezwzględnego złoczyńcę, a cały ten proces starannie planuje i kontroluje.   

Reklama

Jego Rodzina była grupą młodych wyrzutków, mieszkającą na farmie nieopodal Los Angeles. Przeważały dziewczyny, często srogo doświadczone przez los, zagubione, rozpaczliwie szukające akceptacji, poczucia bezpieczeństwa, miłości. Jak się zdaje, otrzymały to wszystko od długowłosego Charlesa, który w zamian postanowił posłużyć się nimi do wywołania społecznej rewolucji i wojny rasowej. Ten świat, który tak pomiatał Mansonem i jego drużyną, miał spłonąć.  

Oczywiście, nie udało im się zrealizować tego szalonego planu, ale jego pierwszy punkt - rzeź w willi Romana Polańskiego, która miała miejsce w nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 roku - wstrząsnął światem. Zginęła wtedy ciężarna Sharon Tate, żona Polańskiego, a także czwórka jej gości: Wojciech Frykowski, Abigail Folger, Jay Sebring i Steven Parent. 

Później okazało się, że banda zamordowała też małżeństwo LaBianca. Dodatkowo szokujące było odkrycie, że niejaki Charles "Tex" Watson był jedynym mężczyzną spośród morderców, reszta to młode, zdawałoby się, że niewinne i słabe dziewczyny: Patricia Krenwinkel, Susan Atkins i Leslie Van Houten. Bierną uczestniczką zbrodni była z kolei Linda Kasabian, która później została świadkiem oskarżenia.   

Vincent Bugliosi, prokurator, który doprowadził do aresztowania i skazania bandy, miał o tych kobietach jak najgorsze zdanie, uważał je za zło wcielone, ale zarazem miał świadomość, że były też ofiarami Mansona, który był mistrzem manipulacji. "Z dziewczynami zaczynał zwykle od seksu. Charlie potrafił przekonać zwykłą dziewczynę, że jest piękna. A jeśli miała obsesję na punkcie ojca, odgrywał wobec niej taką rolę. (...) Jeśli czuł, że dziewczyna poszukuje przywódcy, sugerował, że jest Chrystusem. Manson miał szczególny dar wyczuwania ludzkich problemów i pragnień" - czytamy w książce Bugliosiego "Helter Skelter. Sprawa Mansona".  

Znacznie bardziej zniuansowany portret kobiet z Rodziny i mechanizmów działania samej sekty nakreśliła dziennikarka Nikki Meredith, która przez dwadzieścia lat odwiedzała je w więzieniu, próbując zrozumieć, czemu te zwyczajne, z natury łagodne istoty przemieniły się w rządne krwi bestie. Jej wnioski czasem zaskakują... "Lubiły się i dbały o siebie nawzajem, a jednocześnie silnie solidaryzowały się z Mansonem. Kiedy opowiadał o swoim dzieciństwie, łkały nad małym chłopczykiem, którego porzucono i wykorzystywano. Kiedy mówił o życiu w zakładach zamkniętych, ogarniała je złość i obwiniały o wszystko społeczeństwo.

Manson potrafił mistrzowsko selekcjonować młode osoby, odczuwające tęsknotę za nawiązaniem silnych relacji wewnątrzgrupowych i umiejętnie podsycał łączące wszystkich więzi. Nieprzypadkowo utworzoną przez niego grupę nazywano Rodziną. W istocie mogło być tak, że to właśnie empatia odczuwana w stosunku do innych jej członków, a w szczególności Mansona, sprawiała, że były aż tak niebezpieczne" - czytamy w książce "Ludzkie potwory. Kobiety Mansona i banalność zła".   

Zapłaciły za swoje błędy. Susan Atkins zmarła w szpitalu więziennym w 2009 roku. Leslie Van Houten wciąż jest za kratkami. 73-letnia dziś Patricia Krenwinkel również, jest obecnie najdłużej odsiadującą wyrok więźniarką w stanie Kalifornia. Kiedy w 2004 ubiegała się o przedterminowe zwolnienie, została zapytana, kogo w swoim życiu najbardziej skrzywdziła. "Siebie samą" - powiedziała.  

A ich guru? Nosił wilk raz kilka, ponieśli i wilka. Ostatnią "dziewczyną Mansona" była Afton Elaine Burton, nazywana przez niego Gwiazdą. Miała 26 lat, kiedy zaręczyła się w więzieniu z 80-letnim wówczas Mansonem. Do ślubu jednak nie doszło, bo przywódca Rodziny odkrył, że Burton go nie kocha. Chciała tylko pozyskać prawo do jego ciała, by po śmierci Mansona pokazywać zmumifikowane zwłoki turystom za odpowiednio wysoką opłatą.  

Czytaj więcej:

Opiekunka zabiła dziecko. Zmarło po 35 latach

Ślad na całe życie

Wykarmieni wodą: Tu zawsze jest tragedia

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: charles manson | Rodzina Mansona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje