Reklama

Reklama

Głośno i wściekle. Teoria King Konga

Rewelacyjny esej dla tych, którzy nie boją się wyjścia poza stereotypy. Virgine Despentes w "Teorii King Konga" brawurowo rozprawia się z dotyczącymi płci i seksualności kliszami, od lat powielanymi przez media, publicystów i polityków.

Virgine Despentes, przez polskiego czytelnika może być kojarzona głownie jako autorka kontrowersyjnej powieści "Baise Moi". Kiedy 15 lat temu na ekrany polskich kin wchodziła filmowa adaptacja tej powieści ( zatytułowana “Gwałt"), na plakatach widniało ostrzeżenie: “Ten film zawiera sceny seksu w ekstremalnej, wyraźnej formie oraz sceny przemocy, które dla niektórych widzów mogą być wstrząsające i szokujące".

Reklama

Podobne ostrzeżenie mogłoby zostać wydrukowane na okładce “Teorii King Konga". Bo chociaż książka co prawda nie zawiera opisów gwałtów, nadal “dla niektórych czytelników może być wstrząsająca I szokująca".

Na okładce, zamiast wspomnianej przestrogi, widnieje  kobieca dłoń pokazująca środkowy palec. Jasny komunikat: Odczepcie się.  Ten sam apel pobrzmiewa w całym eseju: Będę mówić to, co myślę, głośno, zdecydowanie. I nie zamierzam za to przepraszać. Wiem, że mam do tego prawo. 

Despentes na samym początku zastrzega, że ta książka nie jest dla wszystkich. Że pisze w imieniu:" Brzydkich, starych, schłopiałych, oziębłych, niedorżnietych, pasztetowych, steranych. W imieniu wszystkich, które nie nadają się na rynek superlasek". Co te "nie-superlaski" mają do powiedzenia?  Że całkiem dobrze im ze sobą i w związku z tym. nie widzą powodu, żeby się zmieniać. Że wcale nie zamierzają zakładać masek i kostiumów, tylko po to, żeby dopasować się do obowiązujących kanonów urody. Że bycie takimi, jakimi są, odnalezienie siebie, może być źródłem ogromnej siły.

Temat nieatrakcyjnych, marginalizowanych, niedostosowanych, nie jest niczym nowym. Co więcej dla mediów jest całkiem łakomym kąskiem. Kobieta oszpecona, "po przejściach", biedna, chora czy wykonująca niemoralny zawód, to temat od zawsze wzbudzający zainteresowanie, nośny, poczytny, "klikalny". Jednak wielu autorów i komentatorów dokonując oceny, zapomina o tym, że wcześniej warto byłoby porozmawiać z samymi zainteresowanymi i spytać,  co myślą o swoich życiowych wyborach. Tymczasem Virgine głośno krzyczy: zanim ocenisz, posłuchaj, co mają do powiedzenia ci, którzy naprawdę tego doświadczyli!

Jej samej braku doświadczenia nie można zarzucić.  Dziś 46-letnia Despentes ma za sobą gwałt, pracę prostytutki, doświadczenie subkultury punk i pobyt w szpitalu psychiatrycznym.

Największą wartością "Teorii King Konga" jest zmiana perspektywy, którą proponuje jej autorka.. Książka zmusza do zastanowienia się nad swoimi poglądami nawet tych, którym dotąd mogłoby się wydawać, że są już całkiem liberalni, niezależni, oświeceni. Nad ofiarą gwałtu można się tylko użalać? A figę. Kobiety pracujące w seks biznesie cierpią z powodu wykonywanego zawodu? Nieprawda. Nieatrakcyjna kobieta jest skazana na niewidzialność. Nic bardziej mylnego.

Potrzeba nam w Polsce takich książek. Świeżych, buntowniczych, mocnych. Których teza zmusza do refleksji, a język szokuje.  Które głośno mówią o tym, o czym się szepcze. I których autorzy pytają: Co się stanie, gdy odrzucimy stereotypy, które zakorzeniły się w naszym myśleniu tak głęboko, że zaczęliśmy uznawać je za oczywiste prawdy. Kiedy zobaczymy ze za archetypami nic nie stoi i kiedy okaże się, ze “dziwki są zwykłymi kobietami, a matki przez sam bycia matkami nie stają się czułe ani kochające".

Odpowiedź Despentes  pozostawia czytelnikowi. O ile ten, odważy się podjąć wyzwanie.

 

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje