Reklama

Historia wampira Hochbergów. Ten upiór straszył w Rybnicy Leśnej

Upiór z Rybnicy Leśnej, według zachowanych w kancelariach i aktach sądowych dokumentów, na początku XVIII wieku miał zakłócać spokój mieszkańców Dolnego Śląska. Wampir Hochbergów podobno nawiedzał wioskę nocami. Przychodził do domów pod różnymi postaciami. Jako czarny pies straszył dzieci i zwierzęta. Z kolei jako gigantyczna wiewiórka… molestował miejscowe kobiety. Co dokładnie wiadomo o zjawie z Rybnicy Leśnej?

W dawnych legendach, czy balladach nie brakuje zjaw, duchów i upiorów, które według ówczesnych wierzeń miały straszyć ludzi i zakłócać noce na wsiach. Postać wampira Hochbergów jest jednak nieco inna — pamięć o niej zachowała się bowiem nie tylko dzięki przekazom ustnym, ale także dzięki dokumentom sądowym.

Akta dotyczące sprawy upiora z Rybnicy Leśnej (dawn. Reimswaldau) przetrwały ponad dwieście lat w archiwum Hochbergów w Zamku Książ. Po zakończeniu II wojny światowej cała zawartość rodzinnego archiwum trafiła do Wrocławia. Dziś jest częścią Archiwum Państwowego przy ul. Pomorskiej.

Reklama

Wśród wielu dokumentów dotyczących pięciu wsi, których właścicielami byli wówczas Hochbergowie, znajdują się także te mówiące o miejscowym wampirze. Według nich w 1709 roku zjawa miała straszyć mieszkańców Dolnego Śląska — dokładnie ówczesnej wioski Reimswaldau.

Kim był upiór z Rybnicy Leśnej?

Dzięki zachowanym dokumentom dziś wiemy,  kto — według ówczesnej ludności — krył się pod postacią wampira Hochbergów. Upiorem miał być Georg Eichner — mieszkaniec wsi, który  za życia postanowił zmienić wyznanie z katolickiego na protestanckie. Było to jedyne przewinienie mężczyzny. Eichner był bowiem spokojnym i szanowanym człowiekiem. Nie powodował problemów i miał dobre stosunki z sąsiadami. Zmarł w 1709 roku. Wówczas we wsi miały zacząć dziać się dziwne i trudne do wyjaśnienia wydarzenia. Sąsiedzi Eichnera zaczęli skarżyć się na nocne hałasy. Twierdzili, że ich domy nawiedza dziwna postać. Upiór miał nie tylko powodować bezsenność, ale także okaleczać zwierzęta domowe. 

Mieszkańcy szybko powiązali śmierć Eichnera z tajemniczymi wydarzeniami. Chociaż wdowa po nieboszczyku próbowała bronić dobrego imienia męża, ludność bagatelizowała  jej słowa i żądała przeprowadzenia oficjalnej ekshumacji zwłok.

Żądanie miejscowej społeczności poparł także sołtys. Postanowił — w imieniu poszkodowanych — wystosować odpowiednie pismo do ówczesnego właściciela wioski, hrabiego Konrada Ernesta Maksymiliana von Hochberga z Książa. W liście wytłumaczył sprawę i poprosił o pozwolenia na przeprowadzenie ekshumacji. Hrabia — przerażony i zafascynowany historią — zaangażował się w sprawę i zgodził się otworzyć grób "upiora".

Ekshumacja. Zło zamieszkało we wnętrznościach nieboszczyka

Dlaczego miejscowa ludność tak bardzo nalegała na ekshumację? Wierzono, że jeśli zło nieczyste rzeczywiście zagnieździło się w Georgu Eichnerze, jego zwłoki będą odporne na rozkład. Sołtys w towarzystwie miejscowego grabarza i egzorcysty udali się więc w miejsce pochówku nieboszczyka, by dokonać oględzin.

Co stwierdził ekspert po otworzeniu trumny? Według grabarza nie całe ciało Eichnera rozkładało się w zupełnie normalny sposób. Egzorcysta był zdania, że niektóre ograny wewnętrzne nieboszczyka (między innymi serce i wątroba) — mimo upływu tygodni — są w idealnym stanie. Ekspert uznał to za potwierdzenie hipotezy mieszkańców. Po ekshumacji oficjalnie stwierdzono, że w Georgu Eichnerze zamieszkało zło, które teraz zaburza spokój całej wsi. 

Mieszkańcy początkowo nie chcieli stosować wobec zwłok byłego sąsiada radykalnych metod. Stwierdzono, że przeniesienie nieboszczyka do innej wsi na oddalony cmentarz wystarczy, by powstrzymać szerzenie sią zła. Dokumenty, które przetrwały, pozwalają twierdzić, że sytuacja uspokoiła się na jakiś czas. Jednak, kilka tygodni później, ponadnaturalne wydarzenia miały znów zacząć nawiedzać wioskę.

Wampir Hochbergów, najprawdopodobniej rozzłoszczony przeniesieniem jego zwłok z dala od domu — miał pod postacią czarnego psa porywać dzieci i siać spustoszenie. Mieszkańcy we wsi mieli widywać także gigantyczną wiewiórkę, która napadała na kobiety i dopuszczała się molestowania. Wierzono, że za wszystko odpowiedzialny jest upiór — Georg Eichner, w którym zamieszkało zło.

Sprawą, po interwencji hrabiego, zainteresował się proboszcz. W wiosce panował coraz większy niepokój. Wówczas postanowiono zniszczyć źródła zła - nietknięte rozkładem ograny nieboszczyk. Jako że przeniesienie zwłok nie pomogło, zastosowano tradycyjne środki walki z wampirami.

Gdy odcięto mu głowę, runęły mury. Jak odszedł wampir Hochbergów?

Hrabia Ernest Maksymilian von Hochberg wraz z proboszczem i sołtysem wsi, postanowili ostatecznie pozbyć się upiora. Urządzono więc pokaz, podczas którego odcięto głowę zmarłemu. Serce — które według wierzeń miało być siedliskiem nieczystości — przekłuto osikowym kołkiem. Zdewastowane zwłoki, dla absolutnej pewności, spalono.

Czy pozbycie się zwłok Georga Eichnera przywróciło spokój we wsi? Na drugi dzień po makabrycznej operacji, runął mur na cmentarzu, na którym pochowano pustą trumnę "wampira". Wówczas uznano, że dusza upiora, idąc do piekła, zatrząsała ziemią. Mieszkańcy odetchnęli z ulga. Nigdy więcej we wsi nie widziano tajemniczych postaci czarnego psa i ogromnej wiewiórki.

***

Zobacz również:

Zjadacz grzechów: Najbardziej niewdzięczna profesja w dziejach

Oto co dzieje się z ciałem 48 godzin przed śmiercią

Tak zapewnisz sobie długie życie. Prosty i sprawdzony sposób


INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy