Jan Paweł II: Cudem unikał śmierci

Opatrzność czuwała nad nim nie tylko podczas zamachów, gdy był już głową Kościoła. Od najmłodszych lat Lolek wychodził cało z poważnych tarapatów...

Ręce do góry albo strzelam! - krzyknął do 9-letniego Karola szkolny kolega Bogusław Banaś, mierząc do niego z rewolweru. To miał być żart, ale dziwnym trafem broń wypaliła, a kula, która przeszła tuż obok ciemnej czupryny przyszłego papieża, roztrzaskała szybę w oknie... Działo się to w wadowickiej jadłodajni, gdzie po śmierci Emilii Wojtyłowej przychodził na obiady jej mąż z synem. Panowała tam serdeczna atmosfera, a Karol często spędzał czas z synem właścicieli.

Reklama

Tamtego feralnego dnia chłopiec wyjął z szuflady broń, "deponowaną" przez innego stałego bywalca lokalu - miejscowego policjanta, gdy po pracy wpadał na jeden kieliszek (ale na tym się zwykle nie kończyło). Myślał, że jego służbowa broń do następnego dnia przeleży bezpieczna w szufladzie. Tymczasem mało brakowało, by zastrzelono z niej przyszłego papieża! Takich chwil w życiu Karola Wojtyły było jeszcze wiele.

Znalazł się pod kołami ciężarówki

Młodość Karola, którą spędzał w Krakowie, przypadła na czasy okupacji. Nietrudno było wtedy o śmierć z rąk niemieckich oficerów, ale jeden z nich ocalił Polaka. Pewnego mroźnego popołudnia 29 lutego 1944 roku 24-letni Wojtyła, w roboczym uniformie i drewnianych chodakach, wracał zmęczony do domu. Przepracował dwie zmiany pod rząd w oczyszczalni sody w Borku Fałęckim. Zmierzał tą trasą co zwykle do swojego mieszkania przy ul. Tynieckiej 10 na krakowskich Dębnikach, gdy nagle potrąciła go rozpędzona niemiecka ciężarówka. Upadł koło krawężnika i nie dawał oznak życia.

Tę mrożącą krew w żyłach scenę obserwowała przez okna przejeżdżającego tramwaju Józefa Florek. Wysiadła na najbliższym przystanku i wróciła, by pomóc robotnikowi. Gdy podeszła bliżej, stwierdziła, że jest nieprzytomny, i stała tam, bezradna, nie wiedząc, co dalej począć. Spoglądała z nadzieją na przejeżdżające samochody. Nagle z jednego z nich wysiadł niemiecki oficer. To zwykle nie zwiastowało nic dobrego...

Polecił kobiecie, by przyniosła trochę wody z pobliskiego rowu, a sam czuwał przy leżącym na jezdni poszkodowanym. Brudną wodą przemyli mu twarz, a on zaczął wracać do żywych. Wtedy Niemiec zatrzymał jedną z przejeżdżających ciężarówek i kazał kierowcy zawieźć Karola do szpitala przy ulicy Kopernika. Tam Wojtyła spędził dwanaście dni - okazało się, że ma złamany obojczyk i doznał wstrząsu mózgu.

W okupowanym Krakowie Karol był bardziej narażony na śmierć z rąk Niemców niż przeciętny Polak. Dlaczego? Ponieważ uczył się na księdza w konspiracyjnym, nielegalnie działającym seminarium. Młody kleryk posługiwał wtedy do mszy kardynałowi Adamowi Sapiesze. Dlatego co rano stawiał się w Pałacu Arcybiskupim, podobnie jak inny zakonspirowany seminarzysta - Jerzy Zachuta. Pewnego razu jednak ten ostatni nie przyszedł. Zaniepokojony Wojtyła jeszcze tego samego dnia poszedł do mieszkania Jerzego po to, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Na miejscu dowiedział się od sąsiadów, że tamtego w nocy zabrało Gestapo.

Nie minęło wiele czasu, a i jego nazwisko znalazło się na liście Polaków przeznaczonych do rozstrzelania... Karolowi udało się ujść z życiem także wtedy, gdy po wybuchu Powstania Warszawskiego w 1944 roku Niemcy, obawiając się podobnych zrywów w Krakowie, postanowili zatrzymać wszystkich młodych mężczyzn. Nic dziwnego, że przyjaciel przyszłego papieża, wtedy także kleryk, ks. Mieczysław Maliński, któremu udało się uniknąć aresztowania, niepokoił się o kolegę. Odetchnął z ulgą, gdy nazajutrz Wojtyła stawił się, jak zawsze, w pałacu arcybiskupów przy ul. Franciszkańskiej 3.

Okazało się, że gdy Niemcy przeprowadzali rewizję w domu przy ul. Tynieckiej, gdzie od sześciu lat mieszkał Karol, poprzestali na przeszukaniu parteru i pierwszego piętra. W pominiętej przez nich suterenie, za drzwiami skromnego lokum, stał cichutko 24-letni Wojtyła. Rano zdołał przedostać się do pałacu arcybiskupów. Od tamtego dnia biskup zezwolił klerykom na noszenie sutanny, która miała ich chronić.

Po ciemku przez zamarznięty staw

Już jako biskup Karol Wojtyła omal nie zginął w swoich ukochanych Tatrach, gdy wybrał się na narty z Jerzym Ciesielskim - jednym z tych, dla których był wujkiem. Pogoda nagle się popsuła, a oni musieli brnąć w ciemnościach do schroniska. Dopiero rano zorientowali się, że część ich drogi wiodła przez... zamarzniętą taflę stawu, co mogło się skończyć dramatem.

Nie wiadomo też, co by się stało, gdyby ks. Karol dotarł na pewne rekolekcje w 1967 roku. Zrezygnował, bo musiał być w Rzymie - Ojciec Święty mianował go kardynałem. Wojtyłę zastąpił ks. Marian Jaworski. Pociąg, którym jechał, miał wypadek pod Działdowem. Zginęło kilka osób, a ks. Jaworskiemu amputowano rękę. Jan Paweł II do końca życia czuł się dłużnikiem swojego przyjaciela. To właśnie kardynał Marian Jaworski udzielił papieżowi przed śmiercią sakramentu namaszczenia chorych.

Kinga Szafruga

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje