Reklama

Reklama

Karolina Morawiecka: Za moją przygodą z pisaniem kryje się nostalgia

Wywiad z Karoliną Morawiecką, autorką bestsellerowego cyklu o wdowie-detektywce, której najnowsza książka, wydana nakładem wydawnictwa Lira, ma właśnie swoją premierę!

- Na księgarskie półki trafia właśnie pani najnowsza książka "Zagadka drugiej śmierci czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie (z kulinarnym podtekstem)", wydana nakładem wydawnictwa LIRA. To już czwarte spotkanie z pani bohaterkami, czyli wdową-detektywką ze Skały i zakonnicą-feministką. To silnie zarysowane postaci, które dają się lubić, o czym świadczy entuzjastyczne przyjęcie pani książek przez czytelników, ale mają też swoje słabości, a czasem wręcz potrafią porządnie zirytować!

Reklama

Karolina Morawiecka: - Jestem przede wszystkim czytelniczką. Z zapartym tchem śledziłam (i śledzę!) najróżniejsze gry, które autor prowadzi ze swoim czytelnikiem. Wpadałam w niejedną misternie zastawioną pułapkę. Pamiętam chociażby moje oszołomienie, gdy dotarło do mnie, że główny bohater - z którym czytelnik ma naturalną skłonność się utożsamiać - wcale nie musi być postacią pozytywną. Ba! O wiele ciekawiej jest, gdy denerwuje, drażni, odpycha.

Czy książki zawsze były obecne w pani życiu? Po jakie lektury sięgała pani najchętniej, zanim została autorką cyklu o wdowie po aptekarzu ze Skały, Karolinie Morawieckiej?

- Jako dziecko zaczytywałam się w dziewiętnastowiecznych powieściach. Uwielbiałam momenty (obecnie trącące myszką i dla współczesnych odbiorców raczej niestrawne, a już na pewno niestosowane), w których narrator dominujący nad opisywaną przez siebie rzeczywistością zwracał się do mnie, czytelniczki, w bezpośredni sposób.

Później, gdy odkryłam kryminały, uwielbiałam powieści detektywistyczne, w których na pierwszym planie był detektyw ze swoimi małymi dziwactwami, przestępstwo zaś mogło być na przykład zuchwałą kradzieżą, a nie - krwawą i przerażającą zbrodnią.

Czy to zainteresowanie powieściami detektywistycznymi sprawiło, że postanowiła pani sama sięgnąć po pióro? Skąd pomysł na pierwszą książkę, czyli "Śledztwo od kuchni", które ukazało się w 2018 r. wydane nakładem Liry?

- Niespodziewanie dla mnie samej, kilkanaście lat temu (w czasie pracy nad doktoratem, w którym analizowałam między innymi bohaterów powieści detektywistycznych) w mojej głowie pojawił się duet. Duet daleki od doskonałości, a jednocześnie pociągający różnorodnością. Nie dawał za wygraną. Męczył i nęcił przez ponad dekadę, dopóki nie pokonał moich oporów. I w ten sposób, niemal dokładnie na swoje 40 urodziny (jak ten czas leci...) napisałam "Śledztwo od kuchni".

Pani powieści cechuje duża dbałość o słowo, o szczegół. Trudno znaleźć w nich język, który słyszymy na co dzień, lektura perypetii wdowy jest niczym powrót do przeszłości, do eleganckiej polszczyzny, którą posługiwano się w tzw. dobrych domach. Nie jest to chyba język typowy dla komedii kryminalnej.

- Za moją przygodą z pisaniem kryje się nostalgia. Tęsknota za narratorem wszechwiedzącym i językiem, który nie uległ przeobrażeniom; nie jest "poszarpany", nie ma w nim wulgaryzmów czy nadmiaru potocyzmów. Wreszcie za kryminałem w klasycznym wydaniu, w którym nacisk nie jest położony na przerażenie zbrodnią, a na tajemnicę. I chociaż nie piszę komedii kryminalnych a właśnie powieści detektywistyczne, celem mojego pisania jest po prostu rozrywka i relaks.

Jednocześnie w literaturze gatunkowej mamy do czynienia z określoną ilością motywów czy schematów, a cała zabawa polega na tym, żeby istniejące i znane elementy ułożyć w nowy, nietypowy sposób.

W Pani książkach uważny i wprawiony czytelnik znajdzie także dużo nawiązań do innych dzieł literackich.

- W cyklu o wdowie po aptekarzu proponuję czytelni(cz)kom zabawę w detektywów. Chodzi tu jednak nie tyle o odgadnięcie, kto jest mordercą, lecz przede wszystkim - o rozszyfrowanie literackich zagadek. Dotyczą one cytatów, ale i struktur, przeplatających się strategii narracyjnych czy motywów. Jednym słowem kluczem do mojego pisania jest intertekstualność. Brzmi poważnie, ale w rzeczywistości wszystko sprowadza się do wiary w czytelnika.

Od ukazania się "Śledztwa od kuchni" otrzymuję wiadomości, w których czytający wymieniają pojawiające się w powieści tytuły, gatunki czy, przywoływanych przez mnie nie wprost, autorów. Cieszę się bardzo, że taki sposób pisania części moich czytelników się spodobał, bo wiem, że nie każdemu odpowiada taka konwencja. Wiem też, że są czytelnicy, dla których główna bohaterka jest po prostu irytująca. Rozumiem to tym bardziej, że postać wdowy po aptekarzu ma swoje źródło w rzeczywistości (podobnie zresztą jak s. Tomasza)...Jednak wiedzę o tym, kto jest jej pierwowzorem wezmę ze sobą do grobu, tym bardziej że wielu czytelników rozpoznaje ją wśród swoich bliskich...

Jak wygląda pani praca pisarska? Czy pomysł i intrygę konstruuje pani dokładnie przed przystąpieniem do pisania, czy też historia powstaje i ewoluuje w trakcie?

- Choć głosy i opinie czytelników są dla mnie szalenie istotne, ja po prostu piszę dla... siebie. I wielkiej przyjemności z pisania. Najpierw "przychodzi" do mnie tytuł, a wraz z nim konkretna historia. Znam motywację, wiem, kto zabił, a cała reszta pozostaje dla mnie wielką niewiadomą. Każde spotkanie z detektywkami jest więc dla mnie jednocześnie wielką radością i wyzwaniem. Nigdy nie wiem, dokąd mnie zaprowadzą, co będą chciały robić. Teraz, po napisaniu czterech tomów, już się temu poddaję, ale początkowo toczyła się między nami walka: Ja miałam konkretny plan, rozpisany w punktach pomysł na fabułę, a wdowa po aptekarzu robiła coś innego i po prostu musiałam się jej podporządkować. Na przykład do pisania "Zagadki drugiej śmierci" przystąpiłam z przekonaniem, że będzie to ostatnia część cyklu. Karolina Morawiecka, co zresztą zasugerował narrator na samym początku powieści, miała umrzeć. Która z nas wygrała ten pojedynek? Odpowiedź zainteresowani czytelnicy znajdą w najnowszym tomie.

Jaką zagadkę kryje "Zagadka...", pani najnowsza książka, której premiera przypada na koniec września i jest pretekstem do naszej rozmowy?

- "Zagadka drugiej śmierci" to hołd dla mojej ulubionej polskiej bohaterki powieści kryminalnych, a najważniejsze zadanie dla czytelników to rozszyfrowanie, kim jest fundatorka i projektantka wotum zwanego "Cyklistówką". Chociaż oczywiście tytułowa zagadka wiąże się także z tradycyjnie rozumianym śledztwem. A nawet - dwoma śledztwami. Ale o tym będą mogli się przekonać czytelnicy.

"Zagadka drugiej śmierci czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie (z kulinarnym podtekstem)", wydawnictwo LIRA, więcej o książce przeczytasz TUTAJ

  

INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje