Klątwa "Krzyżaków": Dlaczego główni aktorzy nie zrobili wielkiej kariery

Po premierze byli na ustach wszystkich, lecz nie dostali nowych ważnych ról. Za bardzo kojarzyli się z „Krzyżakami”? A może zabrakło im szczęścia?

Film Aleksandra Forda kosztował na ówczesne pieniądze 38 mln zł. To do dziś rekord niepobity. "Krzyżaków" obejrzały 33 mln widzów. Film sprzedano aż do 76 krajów. W obsadzie reżyser postawił na nieznanych aktorów: Urszulę Modrzyńską, Grażynę Staniszewską, i Mieczysława Kalenika. Po premierze 2 września 1960 r. stali się gwiazdami, ale nie poszli za ciosem. Co się stało?

Reklama

Jagienka - Urszula Modrzyńska

W "Krzyżakach" zagrała brunetkę z temperamentem, która orzechy rozgniatała... pośladkami, a po kąpieli wyłaniała się nago ze stawu. Koleżanki i koledzy z teatru zapamiętali jej wspaniały głos, niebywały wdzięk i urok, ale też zdecydowany charakter. Podobno była pełną energii, dynamiczną kobietą, na planie filmu rzucała pomysłami, które akceptował reżyser.

- Jako duet aktorów świetnie się rozumieliśmy - wspominał w "Dzienniku Teatralnym" Mieczysław Kalenik, który Urszulę poznał jeszcze przed pracą nad"Krzyżakami". Przyjaźnił się bowiem z jej mężem, aktorem Zbigniewem Józefowiczem. Potem cała trójka spotykała się często na kawę.

Urszula związana była rodzinnie z Tadeuszem Fijewskim, mężem jej starszej siostry, Heleny. Dzięki szwagrowi trafiła do teatru, gdy zachorowała jedna z aktorek. Fijewski zaproponował wtedy, by rolę zagrała siostra jego żony.

Po premierze "Krzyżaków" Modrzyńska wygrała konkurs prasowy na najpopularniejszą aktorkę. W nagrodę dostała statuetkę... Jagienki. Jednak potem ta najsłynniejsza chłopczyca w polskim kinie nie miała już propozycji ciekawych ról, a skromność i takt nie pozwoliły jej narzucać się reżyserom. Skupiła się więc na pracy w teatrze.

W latach 80. zachorowała na nowotwór. Przeszła na rentę, a później na emeryturę, choć czasem jeszcze występowała na scenie. Zmarła w 2010 r., mając 82 lata.

Zbyszko - Mieczysław Kalenik

Wysoki, rycerski, bezgranicznie oddany ukochanej - podobał się zwłaszcza kobiecej widowni "Krzyżaków". Był wysportowany i świetnie pływał, czego nauczył też swoją córkę Magdalenę. Pięknie śpiewał. Na planie był gotów do poświęceń.

Ponieważ w "Krzyżakach" Aleksander Ford nie zatrudnił kaskaderów ani dublerów, Kalenik dużo ryzykował. Sceny walki z niedźwiedziem o mało nie przypłacił życiem. - Podchodzę, wbijam Muniemu (miś cyrkowy wypożyczony przez filmowców - przyp. redakcji) ten gumowy oszczep i czuję, że siedzę między łapami niedźwiedzia. Przestraszyłem się i on to wyczuł. Wtedy lewą łapą jak mi przyłożył w prawe ramię, to ja, nie dotykając ziemi, leciałem 11 metrów! - wspominał.

Na planie dwukrotnie złamał nogę! Dlatego do końca zdjęć musiał grać... w gipsie. Gdy siedział na koniu, operator filmował go zawsze z jednej strony. Potem Kalenik grał już tylko drugoplanowe lub epizodyczne role filmowe.

Jedni mówią, że zabrakło szczęścia, inni, że był za... ładny i za słodki oraz że za bardzo kojarzył się z "Krzyżakami". Dlatego bardzo się cieszył, gdy Andrzej Wajda zaproponował mu rolę Stolnika w "Panu Tadeuszu" (1999). W 2017 r. 84-letni aktor zmarł w rodzinnym Międzyrzeczu Podlaskim.

Danusia - Grażyna Staniszewska

Przeżyła 82 lata, zmarła w marcu br. To ona pierwsza użyła sformułowania: klątwa "Krzyżaków". Podobnie jak jej główni partnerzy z planu, po filmie Forda nie dostała ciekawych propozycji, a nie chciała za wszelką cenę walczyć o role. Występowała więc głównie w teatrze i skupiła się na rodzinie, która była dla niej najważniejsza. Tym bardziej, że szczęśliwie wyszła za mąż - za Wojciecha Noszczyka, dziś profesora, sławę polskiej chirurgii.

Para spędziła ze sobą prawie 60 lat małżeństwa bez kłótni i skandali. Ale najciekawiej wyglądał początek ich związku. Noszczyk zachwycił się Grażyną, oglądając ją na ekranie w filmie "Krzyż Walecznych" (1958). Założył się z kolegą o kilogram kawioru, że umówi się z aktorką w kawiarni. Wyruszył w miasto na poszukiwania i po kilku dniach spotkał Staniszewską. Zaprosił ją na kawę. Był tak uparty i miły, że się zgodziła.

Matka chirurga, pochodząca ze znanej lekarskiej rodziny, nie była zachwycona, gdy dowiedziała się, że syn zamierza poślubić aktorkę. Później jednak przekonała się do synowej. Staniszewska i Noszczyk doczekali się dwójki dzieci: Bartłomieja i Marii, dziś wziętych lekarzy. Grażyna cieszyła się, że nie wybrali tak niepewnego zawodu jak aktorstwo. Ale chętnie utrzymywali z mężem towarzyskie kontakty z kolegami z jej branży.

Para przyjaźniła się m.in. z Zofią i Andrzejem Łapickimi. Temu ostatniemu Wojciech Noszczyk uratował życie, operując nowotwór.

Iwona Aleksandrowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje