Reklama

Reklama

Lokatorka Gaudiego

Jak się mieszka w arcydziele sztuki, które zwiedza ponad milion turystów rocznie? Dlaczego w mieszkaniu nie da się powiesić ani jednej półki, a lokatorka czuje się w nim jak uczestniczka reality show? Sprawdźmy.

Ja z siatkami, a oni z biletem za 22 euro  

Reklama

Wchodzi do domu i musi się przepychać przez kolejkę turystów, którzy czekają na zwiedzanie dzieła, zaprojektowanego przez genialnego katalońskiego architekta Antonio Gaudiego.

Pisarka Ana Viladomiu, opowiedziała brytyjskiemu dziennikowi Independent, jak to jest być jednym z ostatnich lokatorów w Casa Mila.  

Kamieniołom  

Jego budowa zajęła 6 lat i zakończyła się w 1912 roku.  La Pedrera to ostatni budynek zaprojektowany przez mistrza. Katalończycy nazywają go Kamieniołomem, od pofalowanej, nierównej fasady, choć tak naprawdę powstał z lekkich płyt wapiennych. Obiekt przypomina podwodną rezydencję, zbudowaną wśród fal. Ma wyjątkowy owalny dziedziniec, jego korytarze wyglądają jak jaskinie, a balkony i poręcze przypominają splątane zielone chaszcze.

Dom, jak na tamte czasy, był bardzo nowoczesny, bo każde z mieszkań miało dostęp do bieżącej wody, a lokatorzy korzystali z windy i z podziemnego garażu na 16 stanowisk dla samochodów lub powozów.  

Mieszkanie rodziny Mila   

Ana mieszka tam od lat osiemdziesiątych, a apartament, który wynajmuje ma 350 metrów kwadratowych. Kobieta wprowadziła się do niego zanim gmach został wpisany za Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1984 roku. Kamienica była zaprojektowana dla bogatej rodziny, która zamieszkała na jednym poziomie, a 20 innych apartamentów wynajmowała.

Gaudi nazwał ją Casa Mila, od nazwiska właściciela Pere Mila. Po śmierci pana domu, budynek został sprzedany biuru nieruchomości, następnie kupił go bank za 900 mln peset, czyli 25 mln złotych.

Bank zaproponował lokatorom inne mieszkania, ale Ana nie zgodził się na wyprowadzkę. Mówi, że byłaby niepoważna, gdyby opuściła to niesamowite miejsce w centrum miasta, przy modnej alei Passeig de Gracia. Innym powodem jest fakt, że od 30 lat czynsz za mieszkanie nie jest podwyższany. 

Jak w domu Big Brothera  

Viladomiu żartuje, że czasem czuje się jak uczestniczka Big Brothera. Niektórzy turyści robią jej zdjęcia, kiedy wychodzi na balkon. Inni dzwonią do jej mieszkania, bo chcą je zobaczyć. Przyznaje, że w wyjątkowych sytuacjach ulegała ich prośbom. Cały czas jest pod obstrzałem kamer i zdarza się, że czujniki dymu wszczynają alarm, kiedy gotuje obiad. Nie może sobie też pozwolić na późne powroty do domu, bo ochrona niepokoi się, czy coś złego się jej nie stało.

W całym budynku mieszkają jeszcze tylko dwie inne osoby, choć kiedyś było tu kilka sklepów z ubraniami, pomieszczeń do gry w bingo, kancelarii notarialnych i konsulatów. Miało tu swoje siedziby kilka hoteli, oraz agencji nieruchomości.

Pomieszkiwał tu także egipski książę ze swoim haremem i  popularny wróżbita Octavio Aceves.  

Pisarka mówi, że traktuje to miejsce jak dom, bo zaakceptowała ten projekt i przesłanie twórcy.

Półki raczej nie da się zawiesić, bo nie ma tu ani jednej równej ściany. Jednak mieszkanie jest niczym oaza, a życie w nim wydaje się być wyjątkowym przywilejem.  

Dowiedz się więcej na temat: Antonio Gaudi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje