Reklama

Reklama

Najzabawniejsze cytaty z "Alternatyw 4"

Wprawdzie perypetie mieszkańców bloku przy Alternatywy 4 były typowe dla epoki socjalizmu, jednak – o dziwo – z ich problemami spotykamy się także i dziś. Aktualne są też niektóre dialogi, wypowiedzi, „złote myśli” bohaterów. I jakie śmieszne!

Najbardziej bawił nas Stanisław Anioł - grany przez Romana Wilhelmiego, zdegradowany aktywista partyjny, który jako dozorca nowego bloku mianował się Gospodarzem Domu. "Ustawiał" lokatorów, żeby wyręczali go w sprzątaniu, dyktował im, co mają robić: "Taa... u siebie to pan może mieszkać jak w bur... jak w norze borsuczej. Ale porządek na klatce schodowej, przypominam panu, należy dziś do pana" - mówił do wynalazcy Manca (Jerzy Bończak).

Reklama

Karygodnie zwracał się też do swojej żony, Miećki (Bożena Dykiel): "Mądremu dwa słowa wystarczą, a głupiemu to i referatu mało". Natomiast w rozmowie z sąsiadką na temat zasłon powiedział: "Jestem gospodarzem tego domu i wymagam społecznego podejścia; pani powiesiła brązowe, a ja zielone. I jak to wygląda? Jak g*wno w lesie! I ja się na to nie zgadzam!".

Anioł zmuszał też lokatorów do śpiewania wymyślonego przez siebie hymnu na swoją cześć : "Nad wszystkim czuwa gospodarz domu./ Nie da on krzywdy zrobić nikomu./ Wszystkim pomoże o każdej porze./ O mój Boże".

Innym utrapieniem byli... fachowcy i "złote rączki". - Życzy pan sobie przesunąć rurkę w kuchni teraz czy może kiedy indziej? - zapytał hydraulik docenta Furmana (Wojciech Pokora). Chodziło o rurę od ciepłej wody, wystającą tak, że nie pozwalała dosunąć kuchenki do ściany. - Aha. No dobrze, a skąd wyście wiedzieli o tej rurze w moim mieszkaniu? - zainteresował się właściciel. - Ha, bo myśmy ten dom budowali. - No to nie mogliście od razu tej rurki dać tam przy ścianie? - A nie, nie. Myśmy go budowali według planu. A na planie te rurki to szły właśnie o tak...

Fachowcy naprawiali to, co sami spartolili, za... dodatkową opłatą. Ale leserem także był prezes spółdzielni, który kazał mówić w sekretariacie interesantom, że go nie ma. Tymczasem grany przez Gustawa Lutkiewicza prezes czytał w gabinecie kryminały, i to często na kacu. Służbową szafę miał wypełnioną... trunkami. Po przeczytaniu skargi mieszkańców, przyjmując ich delegację, prezes zachował się jak typowy arogancki urzędnik: - Podpisy, podpisy.... Proszę zostawić w sekretariacie, rozpatrzymy to w najbliższym terminie, a ja przyjmuję w każdy trzeci poniedziałek miesiąca od 16.15 do 16.30.

W serialu bawił nas też Józef Balcerek - menel pochodzący z Targówka. Choć bywał na bakier z prawem, to miał własny kodeks honorowy, którym się kierował na co dzień. Gdy sąsiedzi zgubili klucz do mieszkania, to wzbraniał się przed otwarciem zamka wytrychem, twierdząc, że "kiedyś by drzwi nie otworzył we własnej dzielnicy, potem przynajmniej na własnej ulicy", a teraz tak czasy podupadły, że musi "we własnym domu takie rzeczy robić...".

Balcerek (Witold Pyrkosz) jak z rękawa sypał anegdotami i historyjkami, kończąc je czasem pointami. Może niezbyt odkrywczymi, a nieraz dyskusyjnymi, ale w jego w ustach brzmiały zabawnie: W ten sposób Józef Balcerek komentował postępowanie swojej siostry, która popełniała błędy w sprawach sercowych, i wiązała się z niewłaściwymi mężczyznami. Balcerek aniołkiem nie był, lecz w przeciwieństwie do władczego i aroganckiego Anioła dał się lubić. Na plus trzeba mu też zapisać to, że jako jeden z pierwszych przeciwstawił się samowoli Gospodarza Domu. Na jego połajanki: "Ty... Ty... Ty łobuzie jeden ty" odpalił bez ogródek: - Fruwaj stąd, stróżu nocny, do miotły, bo cię ze schodów spuszczę!

Bareja wyśmiewał układy, propagandę i "niezatapialne" kariery. Ośmieszył "towarzysza partyjnego" Jana Winnickiego (Janosz Gajos), który jako polityk mydlił ludziom oczy w telewizji, za to w rozmowie z sąsiadem tłumaczył: "Myśmy robili badania. Trzeba pewne rzeczy nawet zawoalować". Winnicki wykorzystywał też swoje stanowisko służbowe dla prywatnych celów. Mieszkanie dla siebie i kochanki załatwił w 15 minut, podczas wizyty u prezesa spółdzielni, w zamian za dwa talony samochodowe.

Winnicki stracił stołek, lecz i tak spadł na cztery łapy: został konsulem w Hondurasie. Podobnie było z naszym "ulubionym" Aniołem. Delegację burmistrzów z całego świata witał bardzo pewny siebie: "Chcę podkreślić, jako Gospodarz tego Domu, że naszą ambicją jest, aby przykład promieniujący z tego miejsca, pod moim kierownictwem, rozszerzył się na cztery części kuli ziemskiej". Dzięki spiskowi lokatorów przygotowany przez niego scenariusz wizyty burmistrzów zawalił się z hukiem. A jednak Stanisław Anioł - choć niekompetentny i leniwy - na koniec serialu otrzymuje posadę kierownika osiedla, dysponującego zagranicznymi funduszami!

W ostatniej scenie nie mówi już nic. Elegancko ubrany, z cygarem w ustach, patrzy na nas triumfalnie do kamery. Taki cwany, "niezatapialny" karierowicz...

Sławomir Koper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje