Reklama

Reklama

Ojciec z kilkuletnią córką produkują... skarpetki. Co za historia!

- Lena wnosi do firmy inspiracje. Mam wrażenie, że przez to rozwija jej zmysł przestrzenny i wyobraźnia - opisuje Tomasz Bukowski, założyciel firmy Nanushki, która produkuje skarpetki.

Talent plastyczny i zacięcie artystyczne Lena zapewne odziedziczyła po tacie. Kiedy i w jakich okolicznościach go ujawniła?

Tomasz Bukowski: Podobno najwięcej dziedziczymy po dziadkach. Ale coś z tym zacięciem musi być na rzeczy, bo Lena jeszcze będąc maleństwem, często towarzyszyła mi w pracy grafika i rysownika, i choć sama nie umiała wtedy jeszcze siedzieć, to patrząc na moje szkice, grafiki czy projekty, interesowała się, a nawet uśmiechała. Tak mijały pierwsze lata dzieciństwa Leny, kiedy to trzymając ją na rękach tworzyłem kolejne wzory i projekty, a ona patrzyła, obserwowała i coś tam musiało w niej iskrzyć.

Reklama

- Miała trzy lata kiedy przyszła do mnie, gdy pracowałem, usiadła obok, wzięła kartkę, jakieś kredki i patrząc na ekran monitora, na którym akurat projektowałem, zaczęła coś tam bazgrać. Czy efekty można było nazwać arcydziełem? No nie... (śmiech).

- W głębi serca byłem bardzo dumny, że interesuje ją moja pasja. Spędzaliśmy tak razem wiele czasu, a Lena metodą prób i błędów rysowała coraz bardziej kształtne wzory. Pierwszym jej projektem była krowa, którą zaadaptowaliśmy na skarpetki, a Lena nieśmiało zasygnalizowała, że chce ze mną "współpracować" w Nanushki.

Jak wygląda rola Leny - projektantki?

- Zazwyczaj Lena wnosi do firmy inspiracje. Ciekawość świata, otwarty i pełen fantazji dziecięcy umysł, mnóstwo bodźców z zewnątrz, które jako dziecko odbiera zupełnie inaczej. Lena przeważnie rządzi, czyli albo wracając ze szkoły czy po spotkaniach z koleżankami, siada i rysuje szkic albo mówi mi co wymyśliła, a ja muszę kombinować jak przełożyć te wizje na projekty. Oczywiście nie na wszystko się zgadzam. Dzięki czemu Lena sama wie, że nie może przyjść z byle czym. Mam wrażenie, że przez to rozwija jej zmysł przestrzenny i wyobraźnia. W firmie mamy już teraz zespół grafików, więc jak Lena przychodzi ze szkoły, siada z nimi, dopytuje, obserwuje ich pracę, komentuje, dużo się przy tym ucząc.

To dla niej w dalszym ciągu zabawa?

- Oczywiście, że tak! Chociaż sądzę, że wchodząc w drugą dekadę życia zacznie patrzeć na to nieco inaczej. Social media, okres dojrzewania itp. zmienią jej światopogląd i podejście do Nanushki. Mam tylko nadzieję, że "woda sodowa" nie uderzy jej do głowy. Czasami się śmieje, gdy w firmach szukają do pracy kogoś zaraz po studiach najlepiej z kilkuletnim doświadczeniem w swoim fachu. Tak też myślę, że nie będzie miała problemu z odnalezieniem się na rynku, bo to doświadczenie będzie wtedy miała co najmniej kilkunastoletnie (śmiech).

Co ona sama ma do powiedzenia o swoim zajęciu?

Lena: To po prostu fajna zabawa. Taka przygoda. Lubię rysować, lubię tworzyć. Chyba mam niezłe pomysły i fantazję. Jeszcze nie wiem, co będę robić w przyszłości. Mam nadzieję, że pasja do tworzenia oraz kreatywność nadal będą mi bliskie.

Profesjonalna współpraca taty z córką - kilkulatką. To dobry kierunek dla prowadzących biznes?

- Trochę poczytałem, trochę podpatrzyłem, trochę popytałem i trochę porozmawiałem z właścicielami firm, którzy przekazywali już stery biznesu w ręce kolejnych pokoleń i mniej więcej wiem, jak wygląda budowanie wielopokoleniowych firm rodzinnych. Hardcorowa praca i zaszczepianie odpowiednich wartości dziecku praktycznie od urodzenia. Oczywiście nic na siłę!

- Ale fakt, od małego pokazywałem Lenie, że Nanushki, to coś więcej, niż sama zabawa w rysowanie i projektowanie. To szczególnie na początku rozwoju biznesu, wiele godzin spędzonych na pakowaniu zamówień, przyklejaniu etykiet, negocjacji z klientem, jeżdżenia po surowce... Wszystko trzeba było zrobić samemu, istne one man army. Lena widzi, jak ciężka i odpowiedzialna jest taka praca. Na szczęście chyba jej nie zniechęciłem, bo wstawała ze mną rano w weekendy, często nawet wcześniej ode mnie i jechaliśmy do biura.

 - Czy to dobry kierunek dla prowadzących biznes? Myślę, że tak! Szczególnie dla relacji ojciec-córka, gdyż mogliśmy sporo czasu spędzać razem, to jedno. A po drugie, takie podpatrywanie przez nią biznesu, pracy i nauka odpowiedzialności na 100 proc. w przyszłości zbiorą swoje żniwa, gdyż nauczą ją samodzielności. A, że może to robić głównie dobrze się bawiąc, tym lepiej dla niej.

Gdyby się okazało, że dziewczynka w przyszłości będzie chciała rozwijać się zawodowo w zupełnie innych dziedzinach, nie będzie to problem?

- Od początku mam to z tyłu głowy. No cóż, jeżeli jej marzeniem będzie co innego niż projektowanie i prowadzenie firmy, trzeba będzie to zaakceptować. Przecież marzeń rodziców się nie dziedziczy. Nic na siłę. Ważne, by w przyszłości robiła to, co będzie jej pasją i to, co szczerze pokocha. Jeżeli będzie chciała pracować z tatą, będę bardzo szczęśliwy, a jeśli nie i wybierze inną ścieżkę kariery, będę ją w tym wszystkimi rękami i nogami mocno wspierał.

- Z doświadczenia wiem, że nikogo do niczego nie należy zmuszać, czy "uszczęśliwiać" nad wyraz. Wyborów w życiu, w tym dotyczących własnej przyszłości, należy dokonywać samodzielnie, a nie spełniać oczekiwania innych.

Na czym polega przewaga produktów Nanushki nad wyrobami konkurencji? Wszak skarpetek na rynku nie brak...

- Mógłbym tu opisywać, że robimy najlepsze jakościowo skarpetki, że najlepsza bawełna, że wzory są wyjątkowe i niespotykane. Ale to wszyscy wiedzą. Nanushki to przede wszystkim firma, której produkty od A do Z powstają tutaj, w Polsce. Istniejemy już dekadę, więc to też o czymś świadczy. Wiele było już firm, które próbowały nas naśladować i szybko znikały. To, co nas wyróżnia, to chyba to, że niczego nie kopiujemy i nie robimy niczego na siłę. Projektujemy tylko to, co lubimy i robimy to z pasją, jak byśmy tworzyli skarpetki dla siebie.  

- Kolorowe skarpetki nie do pary to teraz duży rynek i wielu graczy. Jednakże (chyba?) wyróżnia nas, fakt, że jesteśmy luźną, wesołą marką, której wzory pasują tak do konkretnych grup i subkultur w społeczeństwie i wspólnie razem tworzą pewne uniwersum. Mamy wielu stałych klientów, którzy chętnie wracają i nabywają kolejne nowe wzory.

- Kto je nosi?

- Noszą nas nawet ludzie z pierwszych stron gazet czy setki najbogatszych, co też jest fajną nobilitacją. Nanushki są dla wszystkich, którzy nie lubią nudy, a swoimi skarpetkami chcą w pewien sposób wyrażać siebie. Jest też pewien technologiczny niuans, który nas wyróżnia - bezszwowe łączenie na palcach. Niby nic wielkiego, ale jak o tym poczytamy to rysuje się przed nami nowy standard jakości. To tak jakby porównywać Fiata do Mercedesa, albo czarnobiały telewizor do kolorowego, niby to i to samochód albo TV, ale różnica jest znacząca.

Kolorowe skarpetki noszone przez dorosłych kiedyś kojarzyły się, w najlepszym przypadku, z awangardą. Co się zmieniło?

- Kiedyś może i tak, na szczęście cywilizacyjnie poszliśmy do przodu. Teraz Nanushki czy inne kolorowe skarpetki to fajna przestrzeń do ekspresji własnego ja, zwalczania nudy. Cieszy nas to, że coraz częściej panowie zakładają nasze skarpetki do garnituru, co też pokazuje, że taka osoba po prostu nie jest nudna. Jakiś czas temu skarpetki tego typu były co najwyżej prezentem na gwiazdkę.

Z reniferkiem.

- A teraz ludzie chętnie noszą kolorowe skarpetki przez cały rok! No i skarpetki nie do pary. Sam fakt, że są one nie do pary już potrafi zaintrygować. Awangarda minęła, przełamaliśmy tabu nudnych szarych czy czarnych skarpetek w Polsce. I to jest powód do dumy! A my byliśmy w tym wszystkim pierwsi w kraju jako brand kolorowych skarpetek.

Mężczyźni się przekonali, ale są kobiety, które skarpetek praktycznie nie noszą. W "pewnym wieku" rezygnują z tego elementu garderoby na rzecz rajstop. Z punktu widzenia przedsiębiorców z branży to niedobrze, bo odpada dość duża grupa potencjalnych odbiorców. Jak przekonać panie, że skarpetki są sexy i w wielu okolicznościach zupełnie na miejscu?

- Dobre pytanie. Nasze klientki w, jak to nazwałaś, "pewnym wieku" wymyśliły sobie patent sięgania po skarpetki w większym rozmiarze, które noszą jako podkolanówki. W takich skarpetkach można subtelnie komunikować, dawać znaki czy opisywać swój nastrój. Mamy serię dedykowaną zawodom, zwierzętom (tutaj działka głównie Leny), pasji i właśnie wyrażaniu własnego siebie.

- Mam wrażenie, że z kolorowymi skarpetkami jest podobnie jak ze wszystkim z czym jako Polacy mamy nieco problemów - konkretniej z tym oporem wobec zmian i podważeniem statusu quo. Mocno wierzę, że każdy kto spróbuje przełamać ten opór, założy raz takie kolorowe skarpetki i mu się to spodoba, to osobiście już nigdy nie wróci do nudnych i szarych skarpetek. Nanushki w sposób czuły i nienachalny dodają pewności siebie! Zachęcam do sprawdzenia, czy w naszej ofercie wzorów jest już taki który wyraża twoje ja! Jeśli nie, to można to nam zgłosić. Jesteśmy w stałym dialogu z naszymi fanami na Facebooku i to jest super, bo nasi fani sami z siebie pomagają nam współtworzyć Nanushki.

* * *

Zobacz więcej:

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje