Reklama

Reklama

​Pięć rozsądnych powodów, aby podjąć nierozsądną decyzję i zamieszkać z kotem

Niesubordynowane, krnąbrne i pamiętliwe - to ledwie przedsmak cech przypisywanych kotom. I choć faktycznie nie sposób zmusić koty do typowego dla psów posłuszeństwa, mruczące pupile mają wierne grono swoich wyznawców. Naukowcy wiedzą dlaczego.

Prowadząc wieloletnie badania odkryli bowiem, że towarzystwo kapryśnego futrzaka daje bardzo wymierne korzyści. Uspokaja, stabilizuje ciśnienie, zmniejsza ryzyko astmy i zawału serca. Pomijając może te chwile, kiedy trzeba wygonić mruczącego potwora z szafy, gdzie wyleguje się na oczyszczonym przed chwilą z sierści płaszczu.

Reklama

Udostępniamy fotocast

Felinoterapia, czyli terapia z udziałem kotów, nie jest fanaberią tylko ma solidne naukowe podstawy. Między innymi dlatego w niektórych krajach koty są stałymi mieszkańcami domów starców oraz biorą udział w terapii dzieci ze spektrum autyzmu. Mało tego, zdarza się, że biorą udział w resocjalizacji więźniów. Do szczególnie polecanych ras należą Main Coony i koty brytyjskie oraz persy. Subtelniejsze niż hałaśliwe psy, nie wymagają tresury. I choć trudno okiełznać ich wrodzoną przekorę i tendencję do chodzenia własnymi ścieżkami, warto być ich towarzyszem. Dlaczego?

Koty sprawiają, że dzieci rzadziej borykają się z alergiami i astmą

Szwedzi jako pierwsi, bo jeszcze w 1999 roku, odkryli, że wczesne dzieciństwo spędzone w towarzystwie kota (ale także psa) sprawia, że w dorosłości rzadziej rozwijają się dolegliwości takie jak astma czy alergie. Dzieje się tak, ponieważ wczesny kontakt z alergenami, uodparnia organizm. I sprawdzało się to nawet u tych dzieci, które genetycznie były obciążone ryzykiem rozwinięcia się alergii. Uczeni z Goteborga poszli zatem krok dalej i sprawdzili, czy zwiększenie liczby zwierząt, zmniejszy procent przypadków alergii i astmy w późniejszym czasie. Okazało się, że tak. U badanego dziecka, które wychowywało się w towarzystwie aż pięciu różnych zwierząt, układ immunologiczny był tak uodporniony, że nie doszło do rozwinięcia się żadnej przypadłości wywołanej przez alergeny. Wynik tych badań został opublikowany w czasopiśmie "PLos One".

Dorośli mają dzięki nim mniejsze problemy z nadciśnieniem

Wystarczy, że będą głaskać kota lub blisko niego siedzieć. Jego mruczenie działa uspokajająco (wydziela się oksytocyna i endorfiny), a my zaczynamy podświadomie w rytm tego mruczenia oddychać. Zwalniamy, a to automatycznie reguluje ciśnienie krwi. Dodatkowo obniża poziom cholesterolu i trójglicerydów we krwi. W efekcie, co zresztą potwierdziły trwające 10 lat badania prowadzone przez naukowców, właściciele kotów są o 30 proc. mniej narażeni na niespodziewany atak serca lub śmierć w efekcie chorób naczyniowo-sercowych, w tym udarów.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje